Przeciągnęłam się. Oczywiście nikogo już nie było w jaskini. Goldi był w
pracy, a Esme gdzieś poszła. Wytruchtałam z jaskini i udałam się nad
staw. Nie byłam typowym Shiba Inu. Wolałam wyglądać schludnie. Wzięłam
dużą szyszkę z ziemi i zaczęłam czesać moją gęstą i śnieżno-białą
sierść. Trwało to z godzinę, jednak uzyskałam ubłagany efekt. Na dziś
zaplanowałam uszyć dla siebie bluzę. Potrzebowałam najpierw skóry młodej
sarny. Potem będę musiała ją wybielić i pozbierać barwniki. Ruszyłam
przed siebie. Musiałam iść do mojego opiekuna, aby upolował mi to
zwierze. Mimo iż jestem większa od kilku dorosłych psów w naszej sforze
to nie dałabym rady upolować tego zwierzęcia. Ci mniejsi też. To
nielogiczne bowiem aby kamyczek zniszczył ziemię... Zobaczyłam kogoś.
Pojawił się nagle. Nie wiedziałam kim był...
Daisy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz