Zaniepokoiła mnie reakcja Belli. Widocznie bardzo martwiła się o Jimmy'ego i doskonale rozumiałem ją i jej zmartwienie.
- Może ja pobiegnę do Daisy? - Spytałem pospiesznie, a wystraszone suczka przeniosła na mnie swój, zaniepokojony wzrok.
- Dobrze. - Odpowiedziała równie szybko, a ja skinąłem głową bez
zbędnych gestów i ruszyłem przed siebie, co miało znaczyć żeby została
na polanie, a ja postaram się jak najszybciej wrócić. Zdawało mi się, że
biegnę coraz szybciej, chociaż na prawdę utrzymywałem taką samą
prędkość. Wreszcie po trzech minutach dobiegłem do jaskini Daisy. Nie
musiałem wchodzić do środka, bo okazało się, że suczka, mimo późnej pory
leżała przed jaskinią zaczerpując świeżego powietrza. Jej brązowe,
krótkie futro błyszczało się w blasku księżyca, a łeb spoczywał
bezwładnie na trawie. Wydawało się, że suczka śpi, ale od razu było
widać, że ma tylko zamknięte oczy i jest czujna.
- Gdzie jest Jimmy?! - Spytałem dość głośno gdy byłem na tyle blisko bym
mógł uzyskać z Daisy kontakt wzrokowy. Suczka otworzyła leniwie oczy,
ale gdy przeanalizowała moje słowa od razu wstała na równe łapy i
spojrzała się za siebie, wgłąb jaskini.
- Śpi. - Odparła. - Już od dawna. - Dodała spokojnie, co sprawiło, że i ja stałem się spokojniejszy.
- Coś się stało? - Spytała wreszcie wyczytując lekkie zdenerwowanie z mojego pyska.
- Nie, nic.
- Mam taką nadzieję, bo wyglądasz jakbyś co najmniej trupa zobaczył. -
Zażartowała, a ja zaśmiałem się krótko i raczej nieprzekonująco. Dla
pewności zerknąłem do jaskini. Leżał w niej mały, brązowy szczeniaczek,
który spadł odwrócony przodem do jednej z ścian dużej jaskini.
- Rano chciałam go zanieść. - Upewniła mnie, bo widziała, że to mi nie
za bardzo wystarczy. Już po chwili do jaskini przybiegła Bella i wpadła
zdyszana Lilith, która ledwo wyhamowała przed jednym z kamieni, omal nie
wpadając na Jimmy'ego. Bella spojrzała się na suczkę karcącym, ale i
jednocześnie troskliwym spojrzeniem. Kiedy Bella ujrzała Jimmy'ego od
razu odetchnęła z ulgą i weszła do jaskini. Daisy wciąż wpatrywała się w
nas ze zdziwieniem mierząc wzrokiem każdego po kolei. Powstrzymała się
jednak od pytań. Również wszedłem do jaskini i usiadłem obok Lilith,
która wbiła we mnie zdziwione i żądające tłumaczenie spojrzenie.
- Co się stało, Altaïr? - Spytała kładąc swoją małą, czarną łapkę na
mojej, większej. Ja tylko spojrzałem się na ukochaną, która również
przeniosła na mnie swój wzrok. Lilith ogarnął niepokój. Po chwili
obudził się Jimmy najwyraźniej zdziwiony naszym towarzystwem usiadł i
zmierzył mnie wzrokiem, co nie za bardzo pomogło w rozluźnieniu napiętej
atmosfery.
- Co się stało? - Powtórzyła Lilith, a za nią Jimmy. Znów spojrzałem się
na Belle, która rzuciła Daisy porozumiewawcze spojrzenie. Suczka
zrozumiała i wyszła zostawiając nas samych.
Bella?
poniedziałek, 27 lipca 2015
Nowy pies!!!
Imię:Remigiusz (Remek)
Głos: Proszę o zmianę, ponieważ głos się powtarza!
Rasa:Bokser
Wiek:2 i pół roku.
Płeć:Pies
Stanowisko:Szpieg
Rodzina:Ojca nie było, a matka zmarła przy porodzie.
Partner:Podoba mu się Alice
Młode:brak
Charakter:Miły,czuły i troskliwy. Trzy słowa określające go.
Historia:Był psiakiem domowym. Jego właściciel zmarł gdy miał pół roku. Trafił do schroniska
.
Długo był w schronisku. Już miał być uśpiony,lecz rodzina go
adoptowała. Jak go adoptowali miał rok. Po po roku urodziło im się
dziecko. Stwierdzili,że pies to będzie za dużo. Wyrzucili go z domu.
Trafił do tej sfory.
Właściciel:ROKI1
Głos: Proszę o zmianę, ponieważ głos się powtarza!
Rasa:Bokser
Wiek:2 i pół roku.
Płeć:Pies
Stanowisko:Szpieg
Rodzina:Ojca nie było, a matka zmarła przy porodzie.
Partner:Podoba mu się Alice
Młode:brak
Charakter:Miły,czuły i troskliwy. Trzy słowa określające go.
Historia:Był psiakiem domowym. Jego właściciel zmarł gdy miał pół roku. Trafił do schroniska
Właściciel:ROKI1
Etykiety:
nowy członek,
Remigiusz
Nowa suczka!!!
Imię:Sara
Głos: Katty Perry "This is How We Do"
Rasa:Owczarek Niemiecki Długowłosy
Wiek:2 lata.
Płeć:Suczka
Stanowisko:Opiekunka Młodych
Rodzina:Matka i ojciec champion. Rodzeństwo? Brak.
Partner:Podoba jej się Black.
Młode:
Charakter:Jest miła i wrażliwa. Uwielbia biegać . Lubi troszczyć się o szczeniaki.
Historia:Jest ona idealnym owczarkiem,wzrost itd. Urodziła się w hodowli owczarków. Jest po championach. Po ucieczce właściciele stracili ponad 10 tysięcy! Była dla nich cenna. Ale to nie dla niej. Woli być wolna! Uciekła do lasu. Znalzła tą sforę. Długi czas bała się podejść.Ale wreszcie się odważyła. Udało jej się.
Właściciel:ROKI1
Głos: Katty Perry "This is How We Do"
Rasa:Owczarek Niemiecki Długowłosy
Wiek:2 lata.
Płeć:Suczka
Stanowisko:Opiekunka Młodych
Rodzina:Matka i ojciec champion. Rodzeństwo? Brak.
Partner:Podoba jej się Black.
Młode:
Charakter:Jest miła i wrażliwa. Uwielbia biegać . Lubi troszczyć się o szczeniaki.
Historia:Jest ona idealnym owczarkiem,wzrost itd. Urodziła się w hodowli owczarków. Jest po championach. Po ucieczce właściciele stracili ponad 10 tysięcy! Była dla nich cenna. Ale to nie dla niej. Woli być wolna! Uciekła do lasu. Znalzła tą sforę. Długi czas bała się podejść.Ale wreszcie się odważyła. Udało jej się.
Właściciel:ROKI1
Etykiety:
nowy członek,
Sara
Od Green'a do Lancy'ego
-No,dobrze-lekko się uśmiechnąłem.
Nareszcie znalazłem jakiegoś psa należącego do sfory.
Jednak ten dzień zapowiadał się ciekawie.
-Może pomóc?-zapytałem.
-Nie,nie trzeba-powiedział odruchowo pies.
Porozglądałem się,okolica była dość ładna.Taka przyjazna i
jedyna w swoim rodzaju.
-Chodź za mną-powiedział Lancy.
Powiedzmy,że po godzinie byliśmy na miejscu.Border collie
od razu poprowadził mnie do Alf tej sfory.Troszkę się zestresowałem,
ale tylko troszkę.Mam nadzieję,że mnie przyjmą do tej sfory.
-Witajcie-uroczyście się ukłoniłem.
-Nazywasz się Green,tak?-zapytał Alpha sfory.
-Tak-odezwałem się-Mógłbym dołączyć?
-Oczywiście-odpowiedziała Alpha.
Później wdałem się w krótką rozmowę.Lepiej ich poznałem.
Byli tacy mili jak nikt inny dla mnie.Jednak będzie mi się tu
bardzo podobało.
-Odpocznij,tam jest twoja jaskinia
*Godzinę później
Podczas zwiedzania terenu kogoś dostrzegłem.
Był kilka kilometrów ode mnie,ale później się z nim
przywitam.Tereny były niezwykle ciekawe,nigdy nie wiedziałem
niczego równie pięknego.Lewinie się przeciągnąłem i padłem na trawę.
Spoglądałem na niebieskie drozdy lecące w górze.Sam chciałbym tak latać.
Trochę wypadłem z tematu,miałem przywitać się z tym psem.Ech,później
ją lub go znajdę,jeszcze mam kupę czasu.Trzeba to jakoś wykorzystać.
Gdy obejrzałem tereny,chciałem poznać innych członków.
Dostrzegłem "tego kogoś" kogo chciałem poznać.
-Hejka-powiedziałem.
Lancy albo ktoś inny?
*Sorki za brak weny :/
Nareszcie znalazłem jakiegoś psa należącego do sfory.
Jednak ten dzień zapowiadał się ciekawie.
-Może pomóc?-zapytałem.
-Nie,nie trzeba-powiedział odruchowo pies.
Porozglądałem się,okolica była dość ładna.Taka przyjazna i
jedyna w swoim rodzaju.
-Chodź za mną-powiedział Lancy.
Powiedzmy,że po godzinie byliśmy na miejscu.Border collie
od razu poprowadził mnie do Alf tej sfory.Troszkę się zestresowałem,
ale tylko troszkę.Mam nadzieję,że mnie przyjmą do tej sfory.
-Witajcie-uroczyście się ukłoniłem.
-Nazywasz się Green,tak?-zapytał Alpha sfory.
-Tak-odezwałem się-Mógłbym dołączyć?
-Oczywiście-odpowiedziała Alpha.
Później wdałem się w krótką rozmowę.Lepiej ich poznałem.
Byli tacy mili jak nikt inny dla mnie.Jednak będzie mi się tu
bardzo podobało.
-Odpocznij,tam jest twoja jaskinia
*Godzinę później
Podczas zwiedzania terenu kogoś dostrzegłem.
Był kilka kilometrów ode mnie,ale później się z nim
przywitam.Tereny były niezwykle ciekawe,nigdy nie wiedziałem
niczego równie pięknego.Lewinie się przeciągnąłem i padłem na trawę.
Spoglądałem na niebieskie drozdy lecące w górze.Sam chciałbym tak latać.
Trochę wypadłem z tematu,miałem przywitać się z tym psem.Ech,później
ją lub go znajdę,jeszcze mam kupę czasu.Trzeba to jakoś wykorzystać.
Gdy obejrzałem tereny,chciałem poznać innych członków.
Dostrzegłem "tego kogoś" kogo chciałem poznać.
-Hejka-powiedziałem.
Lancy albo ktoś inny?
*Sorki za brak weny :/
Etykiety:
Green,
opowiadania
Od Alex do Lancy'ego
-Nie. Zostań-odpowiedziałam.
-Ale ja ten...
-Nieprawda! Nie przeszkadzasz! Z resztą widać,że jesteś głodny...właśnie przyrządzam pasztet z zająca,którego upolowała mi Daisy. To fajna koleżanka-uśmiechnęłam się do niego. On z onieśmieleniem mi go odwzajemnił.
W krótce zaczęliśmy jeść...
-Dobre-powiedział Lancy, przełykając kolejny kęs mięsa.
-Dzięki-zarumieniłam się. Po raz pierwszy ktoś pochwalił moje jedzenie...i jakiś chłopak się do mnie odezwał...
-Co tam u Ciebie,Lancy?-powiedziałam tonem jak do dobrego przyjaciela.
-Ok,a u ciebie?
-Ok.
Patrzyłam mu w oczy. Zrozumiałam jeden fakt. Chyba się...za...k...o...cha...łam?
Lancy?
-Ale ja ten...
-Nieprawda! Nie przeszkadzasz! Z resztą widać,że jesteś głodny...właśnie przyrządzam pasztet z zająca,którego upolowała mi Daisy. To fajna koleżanka-uśmiechnęłam się do niego. On z onieśmieleniem mi go odwzajemnił.
W krótce zaczęliśmy jeść...
-Dobre-powiedział Lancy, przełykając kolejny kęs mięsa.
-Dzięki-zarumieniłam się. Po raz pierwszy ktoś pochwalił moje jedzenie...i jakiś chłopak się do mnie odezwał...
-Co tam u Ciebie,Lancy?-powiedziałam tonem jak do dobrego przyjaciela.
-Ok,a u ciebie?
-Ok.
Patrzyłam mu w oczy. Zrozumiałam jeden fakt. Chyba się...za...k...o...cha...łam?
Lancy?
Etykiety:
Alex,
opowiadania
poniedziałek, 20 lipca 2015
Od Loco do Scure
Bella powiedziała mi, żebym tutaj się zebrał z jakąś inną suczką i poczekał, aż przyjdzie pies, który nas oprowadzi. Na miejscu okazało się, że ta suczka była naprawdę piękna...
-Jesteś Scure, tak?-Zapytałem. Suczka kiwnęła głową.-Loco.-Uśmiechnąłem się i podałem Scure łapę.-Jestem nowy i ty też, Bella kazała nam czekać na jakiegoś psa, który nas oprowadzi.-Wytłumaczyłem.
Scure? :3
-Jesteś Scure, tak?-Zapytałem. Suczka kiwnęła głową.-Loco.-Uśmiechnąłem się i podałem Scure łapę.-Jestem nowy i ty też, Bella kazała nam czekać na jakiegoś psa, który nas oprowadzi.-Wytłumaczyłem.
Scure? :3
Etykiety:
Loco,
opowiadania
Nowy pies!!!
Imię: Loco (Po angielsku ,,szalony'') lubi też jak nazywa się go ReZi.
Głos: ReZi
Rasa: Owczarek australijski (rodowodowy).
Wiek: 2 lata
Płeć: Pies! A jak?
Stanowisko: Mówią, że mimo jego charakteru, jest idealnym poetą.
Rodzina: Rodowodowe psy australijskie!
Partner: Szuka...
Młode: Chciałby, i to bardzo!
Charakter: Loco, jak w imieniu, jest szalony. Ma wrodzoną wadę, ADHD, dlatego hodowcy go wyrzucili. Loco cały czas chce biegać, skakać, ganiać za piłką, łapać frisbee i td. Czasem zachowuje się jak szczeniak...
Historia: Urodził się w hodowli psów rodowodowych rasy owczarki australijskie o nazwie: ,,Hello''. Kiedy miał z rodzeństwem pierwszą wizytę u weterynarza, okazało się, że ma ADHD. Nazajutrz hodowcy włożyli go samego do zimnego pudełka i podłożyli w nocy pod schronisko. Nad ranem Loco udało się przewrócić pudełko i uciekł. Dorastał sam, aż natknął się na SP.
Właściciel: piesek kundelek
Głos: ReZi
Rasa: Owczarek australijski (rodowodowy).
Wiek: 2 lata
Płeć: Pies! A jak?
Stanowisko: Mówią, że mimo jego charakteru, jest idealnym poetą.
Rodzina: Rodowodowe psy australijskie!
Partner: Szuka...
Młode: Chciałby, i to bardzo!
Charakter: Loco, jak w imieniu, jest szalony. Ma wrodzoną wadę, ADHD, dlatego hodowcy go wyrzucili. Loco cały czas chce biegać, skakać, ganiać za piłką, łapać frisbee i td. Czasem zachowuje się jak szczeniak...
Historia: Urodził się w hodowli psów rodowodowych rasy owczarki australijskie o nazwie: ,,Hello''. Kiedy miał z rodzeństwem pierwszą wizytę u weterynarza, okazało się, że ma ADHD. Nazajutrz hodowcy włożyli go samego do zimnego pudełka i podłożyli w nocy pod schronisko. Nad ranem Loco udało się przewrócić pudełko i uciekł. Dorastał sam, aż natknął się na SP.
Właściciel: piesek kundelek
Etykiety:
Informacje,
Loco,
nowy członek
Od Scure do kogoś
Obudziło mnie śpiewanie ptaków. Zaczął się... znów zaczął się kolejny,
cholerny dzień. Zaspana wyszłam przed jaskinie i rozejrzałam się. Słońce
już dawno wstało, przez co zaczęło mnie razić w oczy. Westchnęłam i
poszłam na polowanie. Cóż robić i tak zawsze jest nudno. Szczerze
mówiąc, powinnam się cieszyć, że nie ma wojny z wampirami czy coś...
Poczłapałam spokojnie nad jakąś rzekę. Nazwa jej? Ehh... Nie ważne. Był
tam totalny zaduch. To oznaczało tylko jedno... DESZCZ! Ulga po tej
całej godzinie spędzonej na słońcu.
- Jeść - warknęłam cicho do siebie i rozejrzałam się za jakimś jelonkiem... którego nie było. Przynajmniej zadowoliły mnie ryby z rzeki, której nazwy nadal nie znam i która nie jest mi potrzebna do życia.
* Kilka minut później *
Poczłapałam gdzieś w stronę centrum sfory, lecz i tak ta wędrówka nie miała większego sensu. Spojrzałam błagalnie w górę. Nagle nie było ani jednej chmurki. Westchnęłam i spuściłam głowę.
- Witaj - usłyszałem za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam... kogoś.
- Taa... Witaj - mruknęłam znudzona.
Ktoś?
- Jeść - warknęłam cicho do siebie i rozejrzałam się za jakimś jelonkiem... którego nie było. Przynajmniej zadowoliły mnie ryby z rzeki, której nazwy nadal nie znam i która nie jest mi potrzebna do życia.
* Kilka minut później *
Poczłapałam gdzieś w stronę centrum sfory, lecz i tak ta wędrówka nie miała większego sensu. Spojrzałam błagalnie w górę. Nagle nie było ani jednej chmurki. Westchnęłam i spuściłam głowę.
- Witaj - usłyszałem za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam... kogoś.
- Taa... Witaj - mruknęłam znudzona.
Ktoś?
Etykiety:
opowiadania,
Scure
Od Belli do Altaïr'a
To był takie słodkie z jego strony... I Altaïr był uroczy... Ah... To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Altaïr znowu obok mnie usiadł, a ja oparłam głowę o jego łapę. Praktycznie byłam od niego mniejsza, bo dosięgałam mu do połowy łapy, ale nam to nie przeszkadzało. I wtedy gwałtownie się zerwałam.
-O kurcze! Jimmy!-Wrzasnęłam.
-Ale co Jimmy...? Przecież jest z Daisy...-Powiedział nieco zdziwiony Altaïr. Zawyłam.
-Ale... Jeśli on nie przyjmie, że jesteśmy razem... Może ucieknie... Może... Może... O Thorze!-Jęknęłam. Zaczęłam niespokojnie przestępować z nogi na nogę.
Altaïr?
-O kurcze! Jimmy!-Wrzasnęłam.
-Ale co Jimmy...? Przecież jest z Daisy...-Powiedział nieco zdziwiony Altaïr. Zawyłam.
-Ale... Jeśli on nie przyjmie, że jesteśmy razem... Może ucieknie... Może... Może... O Thorze!-Jęknęłam. Zaczęłam niespokojnie przestępować z nogi na nogę.
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
- No, trochę. - Odpowiedziałem z nieznikającym wciąż z mojego pyska uśmiechem.
- Niepotrzebnie. - Uspokoiła mnie i pociągnęła cicho nosem. Jeszcze raz wtuliła się w moje futro. Było to bardzo przyjemne uczucie, którego jeszcze nigdy, wcześniej nie zaznałem. Bella jeszcze raz pociągnęła nosem, a ja poczułem coś ciepłego i mokrego na moim futrze. Spojrzałem na ukochaną, a ona uśmiechnęła się do mnie.
- Ty płaczesz? - Spytałem lekko zdziwiony.
- Ze szczęścia. - Odpowiedziała, a ja otarłem jej łzę i znów pozwoliłem by na moim pysku zagościł uśmiech. Kiedy się od siebie "odkleiliśmy" usiedliśmy razem, obok siebie obserwując księżyc, który był dzisiejszej nocy wyjątkowo piękny, ale nie piękniejszy od mojej partnerki. Nagle zauważyłem w trawie coś białego, coś co bardzo rzucało się w oczy. Powoli podniosłem się z trawy i podszedłem do tego białego czegoś, co okazało się kwiatem... pięknym kwiatem. Zbliżyłem się do niego i powąchałem. Pachniał pięknie i był jeszcze piękniejszych od tych z Arabii, które dane mi było zobaczyć. No, a jak pachniał! Ostrożnie zerwałem kwiat i odwróciłem się przodem do Belli.

Podszedłem do niej dość szybko i włożyłem jej kwiat za uszko.
- Proszę, to dla Ciebie. - Powiedziałem.
- Jest piękny. - Odpowiedziała Bella unosząc wzrok.
- Ale nie piękniejszy od Ciebie. - Dodałem, a suczka uśmiechnęła się do mnie ciepło.
Bella? :-)
- Niepotrzebnie. - Uspokoiła mnie i pociągnęła cicho nosem. Jeszcze raz wtuliła się w moje futro. Było to bardzo przyjemne uczucie, którego jeszcze nigdy, wcześniej nie zaznałem. Bella jeszcze raz pociągnęła nosem, a ja poczułem coś ciepłego i mokrego na moim futrze. Spojrzałem na ukochaną, a ona uśmiechnęła się do mnie.
- Ty płaczesz? - Spytałem lekko zdziwiony.
- Ze szczęścia. - Odpowiedziała, a ja otarłem jej łzę i znów pozwoliłem by na moim pysku zagościł uśmiech. Kiedy się od siebie "odkleiliśmy" usiedliśmy razem, obok siebie obserwując księżyc, który był dzisiejszej nocy wyjątkowo piękny, ale nie piękniejszy od mojej partnerki. Nagle zauważyłem w trawie coś białego, coś co bardzo rzucało się w oczy. Powoli podniosłem się z trawy i podszedłem do tego białego czegoś, co okazało się kwiatem... pięknym kwiatem. Zbliżyłem się do niego i powąchałem. Pachniał pięknie i był jeszcze piękniejszych od tych z Arabii, które dane mi było zobaczyć. No, a jak pachniał! Ostrożnie zerwałem kwiat i odwróciłem się przodem do Belli.
Podszedłem do niej dość szybko i włożyłem jej kwiat za uszko.
- Proszę, to dla Ciebie. - Powiedziałem.
- Jest piękny. - Odpowiedziała Bella unosząc wzrok.
- Ale nie piękniejszy od Ciebie. - Dodałem, a suczka uśmiechnęła się do mnie ciepło.
Bella? :-)
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Od Lanciego do Green'a
Spihlemathis! Nareszcie! Tyle czasu zajęło mi znalezienie tej cudownej
rośliny, że niemal zapomniałem o bożym świecie. Teraz musiałem tylko
dostarczyć ją lekarzom... Tak, "tylko" oznacza bardzo dużo. Najpierw
trzeba ją wyrwać, żeby nie uszkodzić korzeni, a to trudna sztuka. Aby to
zrobić potrzebowałem sporego kamienia, który posłużyłyby mi za...
- Nareszcie! - Rozległo się za moim grzbietem.
Uniosłem łeb, nadstawiając jednocześnie uszu. Nogi same mnie poniosły, zanim zdążyłem w ogóle zastanowić się, co słyszę. Walić spihlemathisa, wolało moje ciało, ratować Lanciego! Jednak dla pewności odwróciłem jeszcze głowę. Duży pies stał całkiem niedaleko. Przystanąłem i wbiłem w niego wzrok. Chwilę staliśmy patrząc na siebie, aż on odezwał się pierwszy:
- Witaj - przywitał się.
- Witaj - odpowiedziałem szybko. - Ty to...?
- Green - przedstawił się. Widziałem błysk nieufności w jego oczach, ale nie przejawiał tego otwarcie. - A ty?
- Lancy - skłoniłem głowę - wybacz, zareagowałem odruchowo.
Zanim zdążył odpowiedzieć, wysoko unosząc nogi kłusem powróciłem do mojej rośliny.
- Acha... - mruknął pod nosem, kiedy zacząłem toczyć w jej kierunku duży kamień.
- Jestem tutejszym zielarzem - odparłem prosto, nie odwracając się w jego kierunku, skupiony na pracy.
- Tutejszym? - Usłyszałem w jego głosie ciekawość i zainteresowanie. - Czy trafiłem na sforę?
- Ach, przepraszam... Z góry założyłem, że należysz do sfory, nie jestem tu jeszcze zbytnio ogarnięty. Odpowiadając na twoje pytanie, tak, trafiłeś. Sfora Przyjaciół - ustawiłem skałę ostrzejszą stroną do dołu i nieco wbiłem ją w ziemię. Czułem na sobie badawczy wzrok towarzysza.
- Jak to jest u was z dołączeniem? Mógłbyś mnie, nie wiem, zaprowadzić do alfy?
Oparłem roślinę na kamieniu.
- Tak, mógłbym. I jeśli ci na tym zależy, zaraz będę w stanie to zrobić. Tylko wyrwę to zioło. Ma silne zdolności lecznicze.
Ostrożnie nacisnąłem na kamień, by niczym łopata "wyjął" z ziemi spihlemathisa. Potem, zanim jeszcze opróżniłem jego korzenie z ziemi, przeniosłem spojrzenie na Green'a, czekając na odpowiedź.
Green?
- Nareszcie! - Rozległo się za moim grzbietem.
Uniosłem łeb, nadstawiając jednocześnie uszu. Nogi same mnie poniosły, zanim zdążyłem w ogóle zastanowić się, co słyszę. Walić spihlemathisa, wolało moje ciało, ratować Lanciego! Jednak dla pewności odwróciłem jeszcze głowę. Duży pies stał całkiem niedaleko. Przystanąłem i wbiłem w niego wzrok. Chwilę staliśmy patrząc na siebie, aż on odezwał się pierwszy:
- Witaj - przywitał się.
- Witaj - odpowiedziałem szybko. - Ty to...?
- Green - przedstawił się. Widziałem błysk nieufności w jego oczach, ale nie przejawiał tego otwarcie. - A ty?
- Lancy - skłoniłem głowę - wybacz, zareagowałem odruchowo.
Zanim zdążył odpowiedzieć, wysoko unosząc nogi kłusem powróciłem do mojej rośliny.
- Acha... - mruknął pod nosem, kiedy zacząłem toczyć w jej kierunku duży kamień.
- Jestem tutejszym zielarzem - odparłem prosto, nie odwracając się w jego kierunku, skupiony na pracy.
- Tutejszym? - Usłyszałem w jego głosie ciekawość i zainteresowanie. - Czy trafiłem na sforę?
- Ach, przepraszam... Z góry założyłem, że należysz do sfory, nie jestem tu jeszcze zbytnio ogarnięty. Odpowiadając na twoje pytanie, tak, trafiłeś. Sfora Przyjaciół - ustawiłem skałę ostrzejszą stroną do dołu i nieco wbiłem ją w ziemię. Czułem na sobie badawczy wzrok towarzysza.
- Jak to jest u was z dołączeniem? Mógłbyś mnie, nie wiem, zaprowadzić do alfy?
Oparłem roślinę na kamieniu.
- Tak, mógłbym. I jeśli ci na tym zależy, zaraz będę w stanie to zrobić. Tylko wyrwę to zioło. Ma silne zdolności lecznicze.
Ostrożnie nacisnąłem na kamień, by niczym łopata "wyjął" z ziemi spihlemathisa. Potem, zanim jeszcze opróżniłem jego korzenie z ziemi, przeniosłem spojrzenie na Green'a, czekając na odpowiedź.
Green?
Etykiety:
Lancy,
opowiadania
Nowa suczka!!!
Imię: Scure
Głos: Sylwia Przybysz ,,Plan (Link nie działa)
Rasa: Owczarek Belgijski Groenendael
Wiek: 2 lata
Płeć: Raczej suczka?
Stanowisko: Malarz
Rodzina: Wszyscy dawno zginęli, więc nie warto o nich wspominać.
Partner: -
Młode: -
Charakter: Scu jest jednym słowem denerwująca. Zraża większość ludzi swoim charakterem. Zazwyczaj wyluzowana, lecz gdy zżera ją stres musi się wyśmiać. Zawsze niezdecydowana, buja w obłokach. Nie boi się mówić co myśli. Zawsze wtrąci swoje zdanie. Jest twarda, więc nie łatwo ją obrazić lub zgnębić. Odważna, lecz bez nadmiaru. Wszystko bierze nie na poważnie. Nigdy nie będzie cię słuchać, tylko w ważnych sprawach. Ma swoje zasady których się trzyma i za nic ich nie złamie. Naśmiewa się z życia, choć wiele ją ono nauczyło. Zawsze poda pomocną dłoń, tylko zależy komu. Jeżeli myślisz, że utniesz sobie z nią wesołą pogawędkę, to nie dziw się jak powie Ci parę suchych słów których możesz nie zrozumieć, lecz dla niej będą miały dużą wartość. Możesz jej nie zrozumieć ale to nic złego, ona też czasami siebie nie rozumie. Jeżeli ma jakiś cel, to dąży do niego z całych swoich sił.
Historia: Scure rodziła się w niewielkim miasteczku w meksyku. Mieszkała w nim nie więcej niż trzy miesiące. Pierwszym celem małego szczeniaka, było przeżyć. W końcu wzięła się w garść i nie pozwalała pomiatać sobą, przez inne uliczne psy. W końcu znalazła jakiś dom. Znalazła sforę, która mieszkała na przedmieściach jakiegoś większego miasta w USA. Mimo iż była to sfora, każdy musiał pilnować siebie i nie wtrącać się w sprawy innych. W końcu to życie się znudziło i Scu odeszła. Jakoś nie płakali za nią, co by było nie lada zjawiskiem. Po kilku dniach znalazła tą sforę i na razie nigdzie się nie wybiera.
Właściciel: Kordła ♥
Etykiety:
Informacje,
nowy członek,
Scure
piątek, 17 lipca 2015
Od Lanciego do Alex
Lecę. Lecę przed siebie jak dusza poniesie. Nic się nie liczy. Zaczynam
krzyczeć. Z radości. Pęd powietrza zatyka mi płuca, ale mnie to nie
obchodzi. Po prostu brnę przed siebie! Wiatr łomocze moją sierścią jak
ptasimi piórami. Ścigam się z nim, rzucam mu wyzwanie. I wygrywam.
Wywalam język na zewnątrz, patrzę w dół. Doliny, rzeki, ludzkie osady.
To wszystko majaczy gdzieś tam w dole... Dziś jest mój dzień i nic mi
tego nie zepsuje.
Nagle słyszę głos. Czyjś, zupełnie obcy. Dobiega do mnie echem, niesiony po olbrzymiej przestrzeni niczym nienaruszonej. Cichy, spokojny, jakby z nutą wahania. Rozglądam się, ale nic nie widzę. Słyszę go ponownie. Nadal nie rozróżniam słów.
"Kim jesteś?" Słyszę po chwili. Wciąż jednak nie wiem, kto mnie woła. I zupełnie niespodziewanie wszystko się wali. Chmury przestają się przede mną rozwierać niczym wrota przed księciem, wszystko się trzęsie. Powietrze już nie jest na moje usługi.
"Kim jesteś?"
Spadam. Czuję jak lecę w dół. Coraz szybciej, ziemia kusi zderzeniem. Widzę śmierć.
"Hej!"
Budzę się. Nabieram głęboko powietrza, otwieram oczy. Ciężko dysząc, zaczynam się uspokajać. Rozglądam się, a mój wzrok zatrzymuje się na dalmatynce, ciekawsko badającej mnie spojrzeniem.
- Obudziłeś się - stwierdziła. - Kim jesteś?
To jej głos słyszałem we śnie.
- Lancy to moje imię - odpowiadam po chwili. - A twoje brzmi?
- Alex - przedstawia się. - Przepraszam, że cię obudziłam, ale leżysz tak jakby na terytorium mojej nory. - Pyskiem wskazuje otwór niedaleko.
- Przepraszam... - Wstaję. - Nie wiedziałem.
- Nic się nie stało...
- Już się zmywam i nie przeszkadzam - odwracam się i już mam odejść, kiedy suczka odzywa się ponownie:
Alex? :3
Nagle słyszę głos. Czyjś, zupełnie obcy. Dobiega do mnie echem, niesiony po olbrzymiej przestrzeni niczym nienaruszonej. Cichy, spokojny, jakby z nutą wahania. Rozglądam się, ale nic nie widzę. Słyszę go ponownie. Nadal nie rozróżniam słów.
"Kim jesteś?" Słyszę po chwili. Wciąż jednak nie wiem, kto mnie woła. I zupełnie niespodziewanie wszystko się wali. Chmury przestają się przede mną rozwierać niczym wrota przed księciem, wszystko się trzęsie. Powietrze już nie jest na moje usługi.
"Kim jesteś?"
Spadam. Czuję jak lecę w dół. Coraz szybciej, ziemia kusi zderzeniem. Widzę śmierć.
"Hej!"
Budzę się. Nabieram głęboko powietrza, otwieram oczy. Ciężko dysząc, zaczynam się uspokajać. Rozglądam się, a mój wzrok zatrzymuje się na dalmatynce, ciekawsko badającej mnie spojrzeniem.
- Obudziłeś się - stwierdziła. - Kim jesteś?
To jej głos słyszałem we śnie.
- Lancy to moje imię - odpowiadam po chwili. - A twoje brzmi?
- Alex - przedstawia się. - Przepraszam, że cię obudziłam, ale leżysz tak jakby na terytorium mojej nory. - Pyskiem wskazuje otwór niedaleko.
- Przepraszam... - Wstaję. - Nie wiedziałem.
- Nic się nie stało...
- Już się zmywam i nie przeszkadzam - odwracam się i już mam odejść, kiedy suczka odzywa się ponownie:
Alex? :3
Etykiety:
Lancy,
opowiadania
Od Green'a do kogoś
Następny koszmarny dzień w tym lesie.Odkąd moja właścicielka mnie oddała,
wszystko się zmieniło.Tęsknie za bieganiem po parku i moimi przyjaciółmi,
ale mogło być gorzej,nie chciałbym być psem "wystawowym",wolę luźne biegi
i wyścigi.Moi krewni opowiadali mi o jakiś sforach,mógłbym taką znaleźć i
do niej dołączyć.Hmm,plan idealny,ale dość trudny do wykonania.Wolność
jest piękna,ale jeszcze niedokładnie kumam o co w niej chodzi.Jeśli chodzi
o pierwsze dni,to było fajnie,ale zaczyna mi brakować innych osób.
Lekko się uśmiechnąłem przypominając sobie o moich dawnych znajomych,
zrobiło mi się ciepło w środku.Czułem tutaj zapach psiego moczu.To znaczy,
że niedaleko muszą być jakieś psy,ewentualnie pies.Wczułem się w ten trop.
Na oko przeszedłem kilka kilometrów,ale nadal nie byłem zmęczony.
"Jestem blisko"-powtarzałem sobie w duchu.
Moje powiedzenie rzeczywiście się sprawdziło,słyszałem czyjeś kroki.
-Nareszcie!-krzyknąłem.
Zdałem sobie sprawę,że krzyknąłem za głośno i "to coś" uciekło.
Dostrzegłem jakiegoś psa,wymieniliśmy spojrzenia.Nie byłem pewny
co zrobić,ale musiałem jakoś załagodzić sytuację i zaprzyjaźnić się z
psem lub suczką.
-Witaj-powiedziałem.
Ktoś?
wszystko się zmieniło.Tęsknie za bieganiem po parku i moimi przyjaciółmi,
ale mogło być gorzej,nie chciałbym być psem "wystawowym",wolę luźne biegi
i wyścigi.Moi krewni opowiadali mi o jakiś sforach,mógłbym taką znaleźć i
do niej dołączyć.Hmm,plan idealny,ale dość trudny do wykonania.Wolność
jest piękna,ale jeszcze niedokładnie kumam o co w niej chodzi.Jeśli chodzi
o pierwsze dni,to było fajnie,ale zaczyna mi brakować innych osób.
Lekko się uśmiechnąłem przypominając sobie o moich dawnych znajomych,
zrobiło mi się ciepło w środku.Czułem tutaj zapach psiego moczu.To znaczy,
że niedaleko muszą być jakieś psy,ewentualnie pies.Wczułem się w ten trop.
Na oko przeszedłem kilka kilometrów,ale nadal nie byłem zmęczony.
"Jestem blisko"-powtarzałem sobie w duchu.
Moje powiedzenie rzeczywiście się sprawdziło,słyszałem czyjeś kroki.
-Nareszcie!-krzyknąłem.
Zdałem sobie sprawę,że krzyknąłem za głośno i "to coś" uciekło.
Dostrzegłem jakiegoś psa,wymieniliśmy spojrzenia.Nie byłem pewny
co zrobić,ale musiałem jakoś załagodzić sytuację i zaprzyjaźnić się z
psem lub suczką.
-Witaj-powiedziałem.
Ktoś?
Etykiety:
Green,
opowiadania
czwartek, 16 lipca 2015
NOWA PARA!!!
Uwaga.... Altaïr zostaje partnerem Belli!
Życzymy dużo szczęścia parze alfa! :)
Życzymy dużo szczęścia parze alfa! :)
Etykiety:
Informacje
Od Belli do Altaïr'a
Czekałam na to zdanie całe moje życie... A kiedy wreszcie usłyszałam je od mojej drugiej połówki, nie potrafiłam się odezwać. Nie potrafiłam! Jakby jakaś siła mnie teraz mocno ściskała i nie mogłam się poruszyć. Coś mnie blokowało. Otworzyłam szeroko pyszczek i wydałam z siebie dziwny pisk. Dopiero wtedy poczułam, że odzyskałam mowę.
-OCZYWIŚCIE! JASNE , ŻE TAK!!!-Wrzasnęłam na cały głos. Zaczęłam mocno przytulać Altaïr'a. Pocałowałam go prosto w pysk. -Myślałeś, że się nie zgodzę? Po twojej minie widać, że wciąż się boisz.-Zaśmiałam się, patrząc prosto w oczy ukochanego. Miałam łzy w oczach... Łzy szczęścia.
Altaïr?
-OCZYWIŚCIE! JASNE , ŻE TAK!!!-Wrzasnęłam na cały głos. Zaczęłam mocno przytulać Altaïr'a. Pocałowałam go prosto w pysk. -Myślałeś, że się nie zgodzę? Po twojej minie widać, że wciąż się boisz.-Zaśmiałam się, patrząc prosto w oczy ukochanego. Miałam łzy w oczach... Łzy szczęścia.
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
Po prostu uśmiechnąłem się, ale nie był to mój, zwyczajny uśmiech. Był
to promienny uśmiech, który był u mnie bardzo rzadki i wręcz niemożliwy.
Przy Belli byłem inny. Nie byłem tym zimnym i twardym Altairem... i nie
chciałem! Przy tej suczce nie miałem potrzeby nim być i nawet jeśli bym
chciał - nie umiałbym. Miałem wrażenie, że przy niej wstępowało we mnie
jakieś inne uczucie. Miłość? Może...ale nie miałem na tyle odwagi by
się odezwać wcześniej. W skrócie? Nie poznawałem samego siebie. Teraz
znów ogarnęła mnie głęboka niepewność i niepokój... bo nastała cisza.
Bella czekała, aż znów zacznę coś mówić, ale ja wciąż nie wiedziałem czy
zdobędę się, aż na taką odwagę.
- Bella? - Zacząłem dość cicho.
- Tak?
- Jak już mówiłem, zakochałem się i to do szaleństwa... Mam tylko jedno pytanie...
Wtedy to oczy suczki zaświeciły się, a ja nabrałem płytkiego oddechu by dokończyć. - Czy zostaniesz moją partnerką? - Dodałem po czym odczułem ulgę.
Bella? C:
- Bella? - Zacząłem dość cicho.
- Tak?
- Jak już mówiłem, zakochałem się i to do szaleństwa... Mam tylko jedno pytanie...
Wtedy to oczy suczki zaświeciły się, a ja nabrałem płytkiego oddechu by dokończyć. - Czy zostaniesz moją partnerką? - Dodałem po czym odczułem ulgę.
Bella? C:
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Nowy pies!!!
Imię: Abricot
Głos: Hurts ,,Some Kind of Heaven''
Rasa: border collie
Wiek: 2 lata
Płeć: pies
Stanowisko: lekarz
Rodzina: w hodowli
Partner: szuka
Młode: brak
Charakter: Abricot jest bardzo inteligentnym psem. Jest terytorialny i nie da skrzywdzić nawet muchy,chyba,że to posiłek. Stąd zawód lekarza-martwi się gdy ktokolwiek źle się poczuje...
Historia: Urodził się w hodowli borderów. Jego rodzice byli wielkimi championami na skalę światową. Był najlepszym szczenięciem z dużym potencjałem i dobrymi genami. Jako jedyny z miotu polubił agility. To była jego pasja. Cel w życiu. Potem jednak kupił go pewny starszy człowiek. Po co? Bo wyglądał na dobrego psa do zaganiania owiec i bydła. Więc to robił. Gdy minęło sporo czasu pewna owca odeszła od stada. Pobiegł za nią. Biegł bardzo długo. W końcu złapał owcę. Jednak,gdzie on tak wogóle jest? Nie mogąc odnaleźć drogi powrotnej, szedł po prostu. Przed siebie. I trafił w końcu tutaj.
Właściciel:Mecenasowa
Etykiety:
Abricot,
Informacje,
nowy członek
Nowy pies!!!
Imię:Green
Głos: Imagine Dragons ,,Radioactive''
Rasa:Owczarek Belgijski
Wiek:3,5 lat
Płeć:Pies
Stanowisko:Sportowiec
Rodzina:
Matka-kochająca i niezwykle mądra suczka o imieniu Avada.
Ojciec-inteligentny i odpowiedzialny pies o imieniu Flash.
Partner:Hmm,jak na razie nie myśli o miłości,ale może kiedyś.
Młode:To nie dla niego,chociaż nawet o tym nie myślał.
Charakter:Jaki jest Green? On to dopiero specyficzny pies....
Jego najważniejszą cechą jest niezwykła mądrość i inteligencja.Uwielbia pouczać inne
psy,mimo,że sam nie jest doskonały.Jest neutralnie nastawiony do świata.Zdecydowany,
zaradny i zorganizowany.Zawsze zjawia się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie.Wad ma tyle samo, ile zalet.Przede wszystkim jest nieufny.Nie od razu podejdzie do obcego psa lub innego zwierzęcia,oczywiście dotyczy to też ludzi.Niezły też z niego agresor.Jego zaleta to poczucie humoru,aczkolwiek gdy nie jest w nastroju,jest całkiem inny.Hmm,niezły z niego kłamczuch.Kto nie nabierze się na jego słodki uśmieszek?
Mało kto,mimo to jest wierny i kochający,ale unika zobowiązań.Jego wady może zmienić
tylko osoba,na której mu naprawdę zależy.Jaki jeszcze jest?Tajemniczy,niezależny,ale
bardzo delikatny,jedno słowo może go zranić.Dobry z niego kumpel,który nigdy nie zostawi w potrzebie.Znalazło by się jeszcze wiele cech opisujących go,ale jest ich tak wiele.Jeszcze jedno:Jego życiem jest nauka,natura i sport.
Historia:Można powiedzieć,że jego historia zaczyna się 3,5 lat temu.Pewna szykowna
suczka rasy owczarek belgijski idzie przy nodze swojej pani,spogląda na niebieskie
drozdy,które szybują na niebie.Chciała by mieć to samo co one:wolność.Miesiąc
później poznaję pewnego psa tej samej rasy.Przyjaźnią się,a może czują coś więcej.
Po kilku miesiącach rodzi się malutki i bezbronny szczeniaczek.Obaj rodzice,baczenie
go obserwują,opiekują się nim.Niestety umiera ojciec szczeniaka,cóż niestety,ale trzeba było też oddać szczeniaka do adopcji.Green ucieka przed ludźmi i po kilku latach znajduję się w tej sforze.
Właściciel:
Howrse-Kocham zwierzęta
Etykiety:
Green,
Informacje,
nowy członek
Od Daisy do Kiki
-Co?-mrugnęłam oczami.
-No to,że sama nie dasz rady...
-JA? Nie DAM rady?-oburzyłam się.
-No. ty jesteś,no powiedzmy...taka...ten,tego
-Jaka? Słucham-powiedziałam tuptając jedną nogą.
-No taka...
-Mała? Wiem. To jednak nie jest moją wadą...
-Ale wiesz...gdyby sarna cię nadepła...
-Nadepnęła-poprawiłam ją.
-No tak. No to mogłaby cię zabić...
-Ciekawe która którą zabije-mruknęłam.
-Trochę się martwie,że nie dasz sob...
-Dość! Dam radę i już!
-No,no dobrze.
-No właśnie Idź schowaj się pod krzakiem.
-Ale ja chciałam z tobą...-Kiki popatrzyła mi głęboko w oczy. Było mi jej trochę szkoda. Goldi nie poświęca jej dużo czasu a ona jest spragniona przygód i nowych wyzwań!
-No. Niech ci będzie. Tylko rób to co ci będę dyktowała-powiedziałam do niej.
-Jejku! Super,super! Dziękuję Daisy.
Kiki?
-No to,że sama nie dasz rady...
-JA? Nie DAM rady?-oburzyłam się.
-No. ty jesteś,no powiedzmy...taka...ten,tego
-Jaka? Słucham-powiedziałam tuptając jedną nogą.
-No taka...
-Mała? Wiem. To jednak nie jest moją wadą...
-Ale wiesz...gdyby sarna cię nadepła...
-Nadepnęła-poprawiłam ją.
-No tak. No to mogłaby cię zabić...
-Ciekawe która którą zabije-mruknęłam.
-Trochę się martwie,że nie dasz sob...
-Dość! Dam radę i już!
-No,no dobrze.
-No właśnie Idź schowaj się pod krzakiem.
-Ale ja chciałam z tobą...-Kiki popatrzyła mi głęboko w oczy. Było mi jej trochę szkoda. Goldi nie poświęca jej dużo czasu a ona jest spragniona przygód i nowych wyzwań!
-No. Niech ci będzie. Tylko rób to co ci będę dyktowała-powiedziałam do niej.
-Jejku! Super,super! Dziękuję Daisy.
Kiki?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Nowa suczka!!!
Imię: Alex
Głos: Selena Gomez & The Scene ,,Hit The Lights''
Rasa: dalmatyńczyk
Wiek: 2 lata
Płeć: suczka
Stanowisko: kucharka
Rodzina: bo ja wiem...pewnie w hodowli
Partner: czasami boi się,że ktoś złamie jej serce...
Młode: na razie jeszcze nie ma
Charakter: Alex jest wielką marzycielką, bujającą w obłokach przez chyba cały czas. Jest optymistką i niczego się nie boi. Jest wielką koneserką mięs i ma szósty zmysł do gotowania. Jest delikatna i bardzo łatwo jest zranić jej serduszko...
Historia: urodziła się w hodowli,została sprzedana i mieszkałaby w nowym domu do dzisiaj,gdyby ludzie nie kupili nowego psa. Ten gryzł ją i powiedziała sobie,że tak dłużej nie chce. I uciekła z domu.
Właściciel: Vicki123
Etykiety:
Alex,
Informacje,
nowy członek
Od Alice do Blacka
Brat spał. Wyszłam na spacer. Jak ładnie. Księżycowa pełnia. Nagle przed
oczami przemknął jakiś duży pies. Prawie zemdlałam, a powiew za nim
potargał moją starannie układaną sierść. Coż. Trzeba zawrzeć jakąś
znajomość. Pobiegłam za nim. Widziałam (go? Ją?) jak siedzi na skarpie
przytrzymując prawą łapą bażanta. Podeszłam bliżej...
-Hej-zaczęłam nieśmiało.
-Hej?-odpowiedział nawet na mnie nie patrząc.
-Jestem Alice...
-Black.
-Co tam?
-Se siedzę...
-Widzę...a coś poza tym?
Pies odwrócił się do mnie. Księżyc odbijał się w jego oczach...
-Ja wiem?-wymamrotał.
-Coś ci jest.
-Nieprawda.
-Tak.
-Nic mi nie jest. Po prostu wieczorami lubię posiedzieć i popatrzeć w gwiazdy. Z resztą jestem strażnikiem i muszę ze skarpy patrzeć czy nic się tu nie czai i czy można spać spokojnie...
-Też jesteś strażnikiem/
-No,tak.
-Fajnie. Ja też jestem.
-Ty chyba jakaś nowa jesteś...
-No. Dopiero co dołączyłam...
-Fajnie.
-Tak?-ucieszyłam się.
-No.Zawsze jakaś dziewczyna więcej.
Zarumieniłam się. Na szczęście nie było tego widać bo było ciemno...
-Masz brata,no nie?-spytał po pewnym czasie.
-Mam. Fajny jest.
-Ja też mam brata. Mike sie nazywa.
-Fajnie.
Rozmowa się nie kleiła. To pewnie tak na razie.
-Piękne są te gwiazdy.-powiedział.
-Racja. O patrz. Spadająca gwiazda.
-Pomyślmy życzenie.
-Dobra. Jest wszystko ok u ciebie?
-Taa..aak.
-To fajnie.
Black nadal patrzył mi w oczy. Patrzenie w gwiazdy świadczy o delikatności i nieskazitelności duszy...fajnie,że ktoś się odezwał...
Black?
-Hej-zaczęłam nieśmiało.
-Hej?-odpowiedział nawet na mnie nie patrząc.
-Jestem Alice...
-Black.
-Co tam?
-Se siedzę...
-Widzę...a coś poza tym?
Pies odwrócił się do mnie. Księżyc odbijał się w jego oczach...
-Ja wiem?-wymamrotał.
-Coś ci jest.
-Nieprawda.
-Tak.
-Nic mi nie jest. Po prostu wieczorami lubię posiedzieć i popatrzeć w gwiazdy. Z resztą jestem strażnikiem i muszę ze skarpy patrzeć czy nic się tu nie czai i czy można spać spokojnie...
-Też jesteś strażnikiem/
-No,tak.
-Fajnie. Ja też jestem.
-Ty chyba jakaś nowa jesteś...
-No. Dopiero co dołączyłam...
-Fajnie.
-Tak?-ucieszyłam się.
-No.Zawsze jakaś dziewczyna więcej.
Zarumieniłam się. Na szczęście nie było tego widać bo było ciemno...
-Masz brata,no nie?-spytał po pewnym czasie.
-Mam. Fajny jest.
-Ja też mam brata. Mike sie nazywa.
-Fajnie.
Rozmowa się nie kleiła. To pewnie tak na razie.
-Piękne są te gwiazdy.-powiedział.
-Racja. O patrz. Spadająca gwiazda.
-Pomyślmy życzenie.
-Dobra. Jest wszystko ok u ciebie?
-Taa..aak.
-To fajnie.
Black nadal patrzył mi w oczy. Patrzenie w gwiazdy świadczy o delikatności i nieskazitelności duszy...fajnie,że ktoś się odezwał...
Black?
Etykiety:
Alice,
opowiadania
Nowa suczka!!!

Imię: Alice
Głos: Major Lazer & DJ Snake ,,Lean On''
Rasa: border collie
Wiek: 2 lata
Płeć: suczka
Stanowisko: strażniczka
Rodzina:
Brat-Prince
Mama-Ellie
Tata-Stevens
Partner: Alice nie boi się miłości...
Młode: Może kiedyś...
Charakter: Alice jest bardzo delikatnej natury suczką. Łatwo ją zranić i wyprowadzić z równowagi. Jednak jest idealną przyjaciółką i uczuciową siostrą. Jest bardzo pomocna i miła. Dla wrogów bezwzględna. Ma podejście do szczeniaków. Jest straszliwą optymistką i wszystkie sytuacje umie obrócić w żart. Humor to jej duża zaleta...
Historia: Oh. Trudno jej o tym mówić. Umarła jej mama, został tata. Tata pomagał jej i bratu i ich zawsze wspierał. Mogli na niego zawsze liczyć. Nauczył ich podstawowych umiejętności,które przydają się w życiu. Chycel złapał ją,brata i tatę do schroniska, skąd uciekli. Mieszkali z bratem w lesie i trafili tutaj. Ścigając zająca...
Właściciel: 1jamnik1
Etykiety:
Alice,
Informacje,
nowy członek
Nowy pies!!!
Imię: Prince
Głos: Mans Zelmerlow ,,Heroes''
Rasa:border collie
Wiek: 2 lata
Płeć: pies
Stanowisko: zabójca
Rodzina:
Siostra- Alice
Mama- Ellie
Tata- Stevens
Mamę uśpiono a tata zajmował się szczeniakami wciąż połykając łzy
Partner: szuka
Młode: Może w przyszłości...
Charakter: Prince? On jest ciekawym psem. Ma szerokie zainteresowania i jest bardzo inteligentny. Jest prawdziwym gentlemen'em i jest bardzo delikatny dla suczek.Ma duże poczucie humoru i możnaby powiedzieć,że mógłby być dobrym satyrykiem. Głośno mówi czego mu brak,lub co go wkurza. Jest tolerancyjny i uczulony na ból bliskich i przyjaciół. Ideał chłopaka -.-
Historia: urodził się w hodowli. W miocie miał jeszcze 2 siostry (w tym Alice) i 2 braci. Po urodzeniu zachwiało się jego zdrowie. Mógł umrzeć. Jednak tak się nie stało. Mamę zabito strzykawką u weterynarza ze względu na ciężką chorobę ,,by skrócić jej cierpienie" i strasznie za nią tęsknił. Czuł pustkę. Na szczęście miał jeszcze tatę,który był jego idolem,przykładem prawdziwego psa. Rodzeństwo dostało drugą szansę i zdobyło właścicieli i domy. On,Alice i tata zostali w hodowli. Nie z przypadku. tata kazał im się schować na czas przyjazdu ludzi,bo chciał zostawić sobie Alice i Prince'a. Byli najukochańszymi dziećmi,u Prince'a widział wielki potencjał,a Alice bardzo przypominała tacie umarłą Ellie. Więc zostali w hodowli. Później jednak razem z tatą i siostrą zostali oddani do schroniska
Właściciel:1jamnik1
Etykiety:
Informacje,
nowy członek,
Prince
poniedziałek, 6 lipca 2015
Od Belli do Altaïr'a
Nie wiedziałam co powiedzieć. Stałam wpatrywałam się w Altaïr'a i... Uśmiechałam się. Mimo wszystko uśmiechałam się... Byłam zmieszana.... Co przy tej sytuacji powiedzieć? Jak by to wszystko wyglądało? Ja , west , taka niska suczka i Altaï-Największy doberman jakiego widziałam! Zamiast myślenia , po prostu podniosłam się na tylnych łapkach i pocałowałam Altaïr'a w pyszczek.
-Nie wiem co powiedzieć... Mam tak samo.-Powiedziałam.
Altaïr?
-Nie wiem co powiedzieć... Mam tak samo.-Powiedziałam.
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
Spojrzałem się na Belle spode łba, ale nie było to spojrzenie chłodne
czy obojętne. Było to spojrzenie raczej niepewne, które utkwiło w jednym
miejscu. Na pyszczku Belli, który nadal się uśmiechał, chociaż
widziałem, że czeka na odpowiedź. Wtedy spuściłem łeb zastanawiając się
co powiedzieć. Lubiłem Belle... bardzo, bardzo ją lubiłem! No, ale... to
Alfa... ona nie zasługuje na zwykłego morderce, który nie ma bladego
pojęcia o miłości. Może mi się tylko tak zdaje... Bella jest przecież
piękna, inteligentna... A ja? Ja jestem nikim. Nawet marnym dowódcą nie
jestem i nie pochodzę z jakiegoś szczególnego miejsca. Jeszcze raz
spojrzałem na śpiącą Lilith po czym szepnąłem w stronę Belli:
- Wyjdźmy na chwilę...
Suczka skinęła głową dość niepewnie po czym wyszła powoli z jaskini, a ja zbierawszy się z ziemi poszedłem za nią. Widać było, że czekała... czekała na odpowiedź. Kiedy wyszliśmy z jaskini księżyc był już na środku nieba. Wyglądał pięknie. Usiedliśmy razem na trawie, a suczka od razu przeniosła wzrok na biały, wielki krąg w oddali.
- Odpowiesz mi? - Spytała cicho, a ja westchnąłem.
- Tak, lubię Cię... ale te słowa nie mogę oddać w pełni mojego uczucia, które odczuwam w Twoim towarzystwie. Bella... wiem, że to tylko puste słowa,ale ja Cię kocham. Nie jest to kolejne słowo, które zostało wypowiedziane bezsensownie... To uczucie jest prawdziwe, chociaż wiem, że Ty i tak...cóż... nie zasługujesz na te słowa wypowiedziane przez normalnego psa/ - Odpowiedziałem znów spuszczając łeb.
Bella?
- Wyjdźmy na chwilę...
Suczka skinęła głową dość niepewnie po czym wyszła powoli z jaskini, a ja zbierawszy się z ziemi poszedłem za nią. Widać było, że czekała... czekała na odpowiedź. Kiedy wyszliśmy z jaskini księżyc był już na środku nieba. Wyglądał pięknie. Usiedliśmy razem na trawie, a suczka od razu przeniosła wzrok na biały, wielki krąg w oddali.
- Odpowiesz mi? - Spytała cicho, a ja westchnąłem.
- Tak, lubię Cię... ale te słowa nie mogę oddać w pełni mojego uczucia, które odczuwam w Twoim towarzystwie. Bella... wiem, że to tylko puste słowa,ale ja Cię kocham. Nie jest to kolejne słowo, które zostało wypowiedziane bezsensownie... To uczucie jest prawdziwe, chociaż wiem, że Ty i tak...cóż... nie zasługujesz na te słowa wypowiedziane przez normalnego psa/ - Odpowiedziałem znów spuszczając łeb.
Bella?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Nowy pies!!!

Imię: Lancy
Głos: Adam Lambert ,,Ghost Town''
Rasa: Border collie
Wiek: 3 lata
Płeć: Pies
Stanowisko: Zielarz
Rodzina: Nikogo nie ma w tej sforze. Zresztą jedynymi godnymi wymienienia są Camper, kuzyn Lanciego i ojciec wymienionego, czyli stryj naszego bohatera, Joey.
Partner: Lancy i miłość nie występują w jednym zdaniu.
Młode: Borderek dzielnie twierdzi, że byłby dobrym ojcem. Ale kiedyś. Jeszcze nie teraz.
Charakter: Nie trzeba znać Lanciego, by go znać. Od początku widać, jaki jest. Urodzony odkrywca, zagubiony w czasoprzestrzeni, powoli szukający swojego miejsca na ziemi. Zapatrzony w ziemię, zafascynowany odmianami chwastów, jakie na niej widnieją. Zagapiony weń, z pasją opowiadający o kolejnej roślince jaką wywęszył, potrafi zbyt późno zauważyć, że zanudził kolejną suczkę. A zdarza się to często, gdyż urodził się z dużym urokiem osobistym. Gdyby wsadzić go do książki, byłby tym uroczym chłopcem, w którym zakochują się wszystkie czytelniczki. Jest miłym marzycielem, odsuniętym na bok, pomagającym w potrzebie, zawsze na czas. Wydaje się być ideałem, czułym romantykiem... Ale i to nie do końca. Lancy nie jest specem w miłości. Nie potrafi dogadać się w tej sprawie z paniami. A poza tym jest wspaniałym dla nich przyjacielem. Lecz nikim więcej. Wiele mimo to naiwnie do niego ciągnie, cierpiąc potem na złamane serce. "Nigdy się nie poddawaj", mówią jednak. Lanc powoli sunie do przodu, z niczym się nie spieszy. Uważa, że na wszystko znajdzie się czas. Otwarty na świat czeka na swoją kolej.
Zakochany w przyrodzie nieśmiały podróżnik, o którego jednak warto zahaczyć w swoim życiu - to mogła by być definicja Lanciego.
Historia: Jasnym jest, że przykrótkonożny Lanc jest borderem tylko z teorii. Choć w długiej linii oprócz jednego czy dwóch wyjątków nie występują psy inne niż border collie, mało który widział rodowód. Większość wychowywała się na wolności, żyjąc w dzikich sforach. Rodzina Lanciego również należała do jednej z nich. I tam on też przyszedł na świat, wraz z siostrami. Natomiast tak naprawdę tylko razem z bratem ojca, Joeyem, byli nierozłączni. To on wprowadził młodzika w dziki świat, zaznajomił go z zasadami przetrwania i przekazał całą swoją wiedzę. Ale czy cokolwiek na tym świecie trwa wiecznie? Joey, zakochany po uszy w collie z miasta, pognał za nią. W związku z paroma mniej lub bardziej przyjemnymi sytuacjami, oboje kochankowie stali się samotnymi strzelcami i porzucili dotychczasowe życie. Cały czas Lancy utrzymywał z nimi kontakt, zapatrzony w stryja jak w obrazek. Zanim zakończył swój szczenięcy wiek, na świat przyszedł Camper, syn Joeya, z którym to nasz collie ma bardzo miłe wspomnienia. Ach, bo czy wspomniałam już, że tak naprawdę nigdy nie przepadał za resztą rodziny? Jak na dzikie psy byli bardzo zrównoważeni, włóczykij Joey nie był dla nich chlubą. Lanc rownież wielokrotnie był poddawany próbom odseparowania go od stryjka. Jednak to po nim odziedziczył większość cech charakteru, więc trzymał się z nim do końca. W wyniku biegu wydarzeń, Joey przestał utrzymywać kontakt z Dianą, matką Campera, a nawet poznał inną suczkę, tym razem yorczkę. Jeszcze przez krótki czas Lancy towarzyszył im w podróży, porzuciwszy swoją sforę, ale i to nie trwało długo. W końcu pragnienie samodzielności nad nim przeważyło i samotnie obrał nowy szlak. Gdy drogę przecięła mu nowa, nieznana psia paczka, bez problemu dał się wciągnąć.
Właściciel: Siwa klacz
Etykiety:
Informacje,
Lancy,
nowy członek
sobota, 4 lipca 2015
Uwaga!!!
Nasz baner numer dwa , wykonany przez Zay'a ma prawa autorskie. Zostanie on usunięty ze sfory , a wszyscy członkowie , którzy mają go na profilu howrse , MUSZĄ go usunąć. Zay za to -100 RO.
-Bella
-Bella
Etykiety:
Informacje
piątek, 3 lipca 2015
Nieobecności
Daisy jest nieobecna od 2 lipca do 28 lipca! Do tego czasu nie może pisać opowiadań , a inni nie mogą pisać do niej.
Altaïr jest nieobecny od 3 lipca do około 26 lipca. Do tego czasu nie może pisać opowiadań , a inni nie mogą pisać do niej.
-Bella
Altaïr jest nieobecny od 3 lipca do około 26 lipca. Do tego czasu nie może pisać opowiadań , a inni nie mogą pisać do niej.
-Bella
Etykiety:
Informacje
Od Belli do Altaïr'a
Dopiero wtedy zrozumiałam , oco chodziło Altaïrowi!
-Lubisz mnie...?-Spytałam cicho.
-No jasne , że cię lubię!-Powiedział.-Głupie pytanie , Bello.-Dodał.
-Nie w tym sensie... Czy ty mnie... Bardziej niż lubisz...?-zapytałam. Altaïr zamarł. Otworzył pysk i zaniemówił. Mi też trudno było się nawet o to zapytać...
Altaïr?
-Lubisz mnie...?-Spytałam cicho.
-No jasne , że cię lubię!-Powiedział.-Głupie pytanie , Bello.-Dodał.
-Nie w tym sensie... Czy ty mnie... Bardziej niż lubisz...?-zapytałam. Altaïr zamarł. Otworzył pysk i zaniemówił. Mi też trudno było się nawet o to zapytać...
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
czwartek, 2 lipca 2015
Od Szafira do Charlotte
Postanowiłem trochę ją oczarować. Suczka westchnęła.
-Ja się tobie przedstawiłem... A ty? Jak masz na imię?-Zapytałem.
-Charlotte.-Uśmiechnęła się. -A ty Szafir, prawda?
-Prawda, prawda. Nie toleruję odmian Szmaragd, Rubin itd. Ja jestem po prostu-Granatowy Szafir.-Zażartowałem. Charlotte cicho zachichotała.
-Wiesz kto to jest Kupidyn?-Zapytałem.
-Tak... Bóg miłości w mitologii greckiej.-Powiedziała. Na mojej minie pojawiło się rozczarowanie. Widocznie nie jest... hm... zbyt mądra. Cóż, chciałem sprawdzić, czy do mnie pasuje.
-Nie. Dokładniej to z mitologi rzymskiej.-Burknąłem.
Charlotte?
-Ja się tobie przedstawiłem... A ty? Jak masz na imię?-Zapytałem.
-Charlotte.-Uśmiechnęła się. -A ty Szafir, prawda?
-Prawda, prawda. Nie toleruję odmian Szmaragd, Rubin itd. Ja jestem po prostu-Granatowy Szafir.-Zażartowałem. Charlotte cicho zachichotała.
-Wiesz kto to jest Kupidyn?-Zapytałem.
-Tak... Bóg miłości w mitologii greckiej.-Powiedziała. Na mojej minie pojawiło się rozczarowanie. Widocznie nie jest... hm... zbyt mądra. Cóż, chciałem sprawdzić, czy do mnie pasuje.
-Nie. Dokładniej to z mitologi rzymskiej.-Burknąłem.
Charlotte?
Etykiety:
opowiadania,
Szafir
Od Blacka do Esme
Uśmiechnąłem się do szczeniaka.
-Tak. Ja mam puszystą sierść , a on szorstką.-Zaśmiałem się.
-Skoro jesteście bliźniakami , to myślicie o tym samym?-zapytała Esme.
-Czasem mówimy to samo... Ale tylko ta różnica.-Wytłumaczyłem. -A ty masz rodzeństwo?-zapytałem.
Esme?
-Tak. Ja mam puszystą sierść , a on szorstką.-Zaśmiałem się.
-Skoro jesteście bliźniakami , to myślicie o tym samym?-zapytała Esme.
-Czasem mówimy to samo... Ale tylko ta różnica.-Wytłumaczyłem. -A ty masz rodzeństwo?-zapytałem.
Esme?
Etykiety:
Black,
opowiadania
Rezerwacje!
Krwawy Mustang rezerwuje zdjęcia , imiona i głosy.
Imiona-Paul.
Głosy-
Maroon 5 ,,Sugar''
Zdjęcia-

Skiper111 rezerwuje zdjęcia i imiona.
Imiona-Victor , Koda ,
Głosy-
Zdjęcia-


Imiona-Paul.
Głosy-
Maroon 5 ,,Sugar''
Zdjęcia-
Skiper111 rezerwuje zdjęcia i imiona.
Imiona-Victor , Koda ,
Głosy-
Zdjęcia-
Etykiety:
Informacje
Od Altaïr'a do Belli
Spojrzałam się na Belle spode łba, ale nie było to szydercze czy
obojętne spojrzenie. Tym razem było to wzruszone, a można powiedzieć, że
nawet... współczujące spojrzenie.
- Rozumiem Cię - Zacząłem dość cicho. - Ja też nie wiem czy jak Lilith dorośnie nie wybierze innej drogi, niż ja jej przewidziałem. Nie chcę zastępować jej ojca... ale czasem się czuję jakbym nim był. - Dokończyłem podnosząc trochę wyżej łeb nadal mówiąc półszeptem. Bella westchnęła cicho wbijając wzrok w kamienną posadzkę.
- Nie martw się... nie odejdzie. No, a nawet jeśli... Przecież masz sforę, masz oddanych członków, masz przyjaciółkę Daisy, masz... mnie. - Powiedziałem po chwili przenosząc wzrok na Belle, która lekko się uśmiechnęła, chociaż widziałem, ze było jej trudno.
Bella?
- Rozumiem Cię - Zacząłem dość cicho. - Ja też nie wiem czy jak Lilith dorośnie nie wybierze innej drogi, niż ja jej przewidziałem. Nie chcę zastępować jej ojca... ale czasem się czuję jakbym nim był. - Dokończyłem podnosząc trochę wyżej łeb nadal mówiąc półszeptem. Bella westchnęła cicho wbijając wzrok w kamienną posadzkę.
- Nie martw się... nie odejdzie. No, a nawet jeśli... Przecież masz sforę, masz oddanych członków, masz przyjaciółkę Daisy, masz... mnie. - Powiedziałem po chwili przenosząc wzrok na Belle, która lekko się uśmiechnęła, chociaż widziałem, ze było jej trudno.
Bella?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Od Lilith do Kiki
Kiedy chciałam już odpowiedzieć wzdrygnęłam się i cofnęłam o krok w tył
mierząc suczkę nieufnym i pełnym chłodu spojrzeniem, które nadawało mi
więcej powagi i dostojności prawdziwej dorosłej. Przyznam niestety sama,
że pod czas polowania byłam zbyt pewna siebie i zdradził mnie mój dumny
chód. Przepiórki? Tak, dobrze zrozumiałam. Były to piękna, ale co
ważniejsze bardzo smaczne ptaki, jednak nie lepsze od mięsa młodej
sarny.
- No... dobrze. - Odpowiedziałam z lekką niechęcią w głosie, chociaż starałam się by zabrzmiało to jak najbardziej entuzjastycznie. Kiki uśmiechnęła się do mnie mimo, że ja stałam przed nią twardo niewzruszona. Trochę urzekł mnie ten uśmiech, a kąciki moich "ust" drgnęły nawet lekko układając się w niewidoczny uśmiech. Wiedziałam, że suczka jest lekko nieśmiała, bo zauważyłam to po niej od razu
.
Altaïr śmieje się, że posiadłam coś w rodzaju "szóstego" zmysłu, bo
zawsze wiem kiedy jest smutny lub szczęśliwy, ale częściej pojawia się
raczej to pierwsze... No cóż, jesteśmy do siebie bardzo podobni. Na
chwilę oderwałam się od rzeczywistości i pozwoliłam sobie na chwilę
gdzieś odlecieć, ale z tego transu wyrwała mnie suczka, która dość
niepewnie pomachała mi łapą przed pyskiem. Od razu się otrząsnęłam i
potrząsnęłam z trzy razy łbem by powrócić. Kiki patrzyła się na mnie z
zdumieniem kiedy wreszcie wróciłam do siebie i wbiłam wzrok w jej białe
futro.
Kiki?
- No... dobrze. - Odpowiedziałam z lekką niechęcią w głosie, chociaż starałam się by zabrzmiało to jak najbardziej entuzjastycznie. Kiki uśmiechnęła się do mnie mimo, że ja stałam przed nią twardo niewzruszona. Trochę urzekł mnie ten uśmiech, a kąciki moich "ust" drgnęły nawet lekko układając się w niewidoczny uśmiech. Wiedziałam, że suczka jest lekko nieśmiała, bo zauważyłam to po niej od razu
Kiki?
Etykiety:
Lilith Dark,
opowiadania
Od Charlotte do Szafira
Jestem w sforze. Bella zaprowadziła mnie do mojej jaskini:
-Masz. To Twój nowy dom.
Popatrzyłam na zakurzone półki.
-Eee...dziękuję?
-Proszę, miłego dnia!-krzyknęła Bella wychodząc na zewnątrz.
Boże! Jakie smutne wnętrze! Przyda sie trochę kolorów...
-Może fuksja i beż? Nie. Fuksja i...Szafir?
-Słucham cię. Zawołałaś mnie.-powiedział Szafir.
-Tak?
-Co ,,Tak?"
-Ale ja cię nie wołałam...
-Trudno. Mogę tu z Tobą posiedzieć?-spytał.
-Wiesz....bo...ja...jestem zajęta zajmowaniem się wystrojem wnętrza...zobacz. Jakie smutne kolory. Pff.I takie nie profesjonalne,nie królewskie. Połączenie szczawiowej zieleni z brązem i czerwienią...błe!
Szafir na mnie popatrzył.
-To może szafir i turkus...
-Non!! Nécessaire fuchsia!
-Słucham?
Przewróciłam oczami.
-Nie, potrzebna mi fuksja. Fuksja to bardzo prestiżowy i królewski kolor. W hodowli w Paryżu nasz pokój-Pokój Psów...
-Mieliście swój pokój?
-Tak!!!Nie przerywaj!! No. I tam było połączenie fuksji z bielą. O! Już wiem. Pomaluję pokoje
na fuksję,biel i szafir...
-Boże.Ty tam we Francji to byłaś jakąś księżniczką???
-Możnaby tak powiedzieć.
-Zazdroszczę...
Zastanawiam się co zawieśić na ścianach...
-W serialach zakochane w sobie ,,księżniczki',nad swoim łóżiem wieszają swoje zdjęcie...
-Bonne idée!!-zawołałam.
-Co? Mogę cię prosić o nie używanie języka francuskiego w naszym dialogu? Nie znam francuskiego...
-Spróbuję. To-krótka przerwa na założenie fuksjowej kokardki na włosy-silniejsze ode mnie.
-Ale ty jesteś dziwna-zaśmiał się Szafir
Uśmiechnęłam się do niego. Fajny był. I mnie rozumie...tylko nad połączeniami kolorów musi popracować...
Szafir?
-Masz. To Twój nowy dom.
Popatrzyłam na zakurzone półki.
-Eee...dziękuję?
-Proszę, miłego dnia!-krzyknęła Bella wychodząc na zewnątrz.
Boże! Jakie smutne wnętrze! Przyda sie trochę kolorów...
-Może fuksja i beż? Nie. Fuksja i...Szafir?
-Słucham cię. Zawołałaś mnie.-powiedział Szafir.
-Tak?
-Co ,,Tak?"
-Ale ja cię nie wołałam...
-Trudno. Mogę tu z Tobą posiedzieć?-spytał.
-Wiesz....bo...ja...jestem zajęta zajmowaniem się wystrojem wnętrza...zobacz. Jakie smutne kolory. Pff.I takie nie profesjonalne,nie królewskie. Połączenie szczawiowej zieleni z brązem i czerwienią...błe!
Szafir na mnie popatrzył.
-To może szafir i turkus...
-Non!! Nécessaire fuchsia!
-Słucham?
Przewróciłam oczami.
-Nie, potrzebna mi fuksja. Fuksja to bardzo prestiżowy i królewski kolor. W hodowli w Paryżu nasz pokój-Pokój Psów...
-Mieliście swój pokój?
-Tak!!!Nie przerywaj!! No. I tam było połączenie fuksji z bielą. O! Już wiem. Pomaluję pokoje
-Boże.Ty tam we Francji to byłaś jakąś księżniczką???
-Możnaby tak powiedzieć.
-Zazdroszczę...
Zastanawiam się co zawieśić na ścianach...
-W serialach zakochane w sobie ,,księżniczki',nad swoim łóżiem wieszają swoje zdjęcie...
-Bonne idée!!-zawołałam.
-Co? Mogę cię prosić o nie używanie języka francuskiego w naszym dialogu? Nie znam francuskiego...
-Spróbuję. To-krótka przerwa na założenie fuksjowej kokardki na włosy-silniejsze ode mnie.
-Ale ty jesteś dziwna-zaśmiał się Szafir
Uśmiechnęłam się do niego. Fajny był. I mnie rozumie...tylko nad połączeniami kolorów musi popracować...
Szafir?
Etykiety:
Charlotte,
opowiadania
Od Altaïr'a do Daisy
Suczka zaśmiała się cicho, ale ja sam nie widziałem w tym nic
śmiesznego, chociaż również się zaśmiałem, bo rozbawiła mnie jamniczka.
Lilith spojrzała się wtedy na mnie i uśmiechnęła ciepło.
- Może ja pójdę do jaskini i przygotuję obiad? - Spytała patrząc do góry by móc uchwycić mój wzrok.
- Jeśli chcesz... - Odpowiedziałem, a suczka uśmiechnęła się jeszcze cieplej w odpowiedzi i szybko odbiegła. - Tylko uważaj! - Krzyknąłem dosłownie po sekundzie.
- Jasne! - Odpowiedziała dość obojętnie, a ja pokręciłem zrezygnowany łbem. Wtedy przeniosłem wzrok na jamniczkę, która odprowadziła Lilith wzrokiem, a potem przeniosła go na mnie. Ja jednak szybko go zawiesiłem na horyzoncie i odparłem:
- Skoro Lilith poszła to ja pójdę zająć się swoimi sprawami...
- Można wiedzieć jakimi? - Spytała dość podejrzliwie suczka.
- Walki psów. - Odpowiedziałem dość obojętnie.
Daisy?
- Może ja pójdę do jaskini i przygotuję obiad? - Spytała patrząc do góry by móc uchwycić mój wzrok.
- Jeśli chcesz... - Odpowiedziałem, a suczka uśmiechnęła się jeszcze cieplej w odpowiedzi i szybko odbiegła. - Tylko uważaj! - Krzyknąłem dosłownie po sekundzie.
- Jasne! - Odpowiedziała dość obojętnie, a ja pokręciłem zrezygnowany łbem. Wtedy przeniosłem wzrok na jamniczkę, która odprowadziła Lilith wzrokiem, a potem przeniosła go na mnie. Ja jednak szybko go zawiesiłem na horyzoncie i odparłem:
- Skoro Lilith poszła to ja pójdę zająć się swoimi sprawami...
- Można wiedzieć jakimi? - Spytała dość podejrzliwie suczka.
- Walki psów. - Odpowiedziałem dość obojętnie.
Daisy?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Nowy pies!!!
Imię: Szafir
Głos: Hardwell ,,Echo''
Rasa: Retriever z Nowej Szkocji (Pełnokrwisty-Rodowód.)
Wiek: 3 lata (Pełnoprawny dorosły)
Płeć: Pies
Stanowisko: Zielarz (W wolnej chwili dorabia za detektywa)
Rodzina: Z całego swojego życia pamięta tylko ojca Morgarath'a. Matka go zostawiła.
Partner: Jak najbardziej!
Młode: Szafir... Yhm... Jeszcze nie myślał o potomstwu.
Charakter: Szafir jest bardzo szarmancki. Jest typowym ,,dżentelmenem''. Lubi pomagać sukom. Jest przyjacielski i z chęcią zawiera nowe przyjaźnie. Dla przyjaciół gotów jest się poświęcić. Oddany. Kocha swoją rodzinę. Kiedy widzi inne, szczęśliwe psy z partnerką i szczeniakami w komplecie u boku czuje się zazdrosny. Jak każdy samiec, czasem lubi samotność. W ten czas odchodzi w najmroczniejsze czeluści ,,lasu ciemności'', kładzie się pod drzewem i marzy. Marzy o różnych, dziwnych, jak i magicznych rzeczach. Jest typowym optymistą. Nawet, jeśli życie daje w kość, nie przestaje być miłym. Zawsze próbuje zachować zimną krew. Jest uparty i choćby nie wiem co, nigdy się nie podda. W tajemnicy przed innymi psami robi za detektywa, lub uprawia agility, na opuszczonym placu treningowym dla psów.
Historia: Dog agility... Świetna rzecz. O ile ktoś potrafi ją docenić. W dość młodym wieku szczenięcym został oddzielony od matki. Najzwyklejsza z tollerów. Ale ojciec? Morgarath? Największy czempion w agility wszech czasów. Matka nie była co do mnie przekonana... Czasem wydawało mi się, że byłem niechcianym szczeniakiem. Za to Morgarath zawsze mnie bronił. Co by nie było. Morgarath zawsze powtarzał:
-,,Szafir jest szczeniakiem. Zresztą... Każdy popełnia błędy!'
Ojciec był moim mistrzem. W wolnym czasie uczył mnie agility... Lecz zbyt często wyjeżdżał daleko ode mnie na zawody. Wtedy sam trenowałem. Lecz pewnego dnia, zabrano mnie z hodowli. Morgarath był wtedy na zawodach. Nie mogłem się z nim pożegnać. Cóż. Wsadzono mnie do jakiejś maszyny w ciasnym transporterze. Po dwóch godzinach leżenia w tej klatce, zabrano mój transporter do jakiegoś dziwnego miejsca. Dopiero kiedy mnie wypuszczono i zapięto mi smycz, zrozumiałem... Że są to zawody. W agility. Tam mnie dokładnie przygotowali i ustawili na starcie. Kiedy tylko usłyszałem ,,Start!'' Jeden z moich hodowców zaczął pędzić między przeszkodami. A ja za nim, pokonując wszystko. Lecz kiedy pokonywałem huśtawkę, zobaczyłem tatę. Leżał na ziemi. Miał zamknięte oczy, a wokół niego stało pełno ludzi ubranych w białe kitle. Wiedziałem, że tata umiera. Tracąc nad sobą kontrolę, rzuciłem się na hodowcę. Co oni mu zrobili?! Pogryzłem go do krwi. Wtedy mnóstwo ochroniarzy się na mnie rzuciło, próbując mnie przytrzymać. Dzięki mojemu nie wielkiemu, nie małemu wzrostu uciekłem im. Przebiegłem koło taty. Reanimowali go. On umierał. Zacisnąłem mocno powieki, powstrzymując łzy. Zwalniałem. Ochroniarze dosłownie siedzieli mi na ogonie. Wtedy przyspieszyłem. Uciekłem w las. Nie znaleźli mnie już NIGDY. Znalazłem pewnego psa... Który doprowadził mnie do sfory przyjaciół i znikł. To było przeznaczenie. Musiałem dołączyć.
Właściciel: Krwawy Mustang
Etykiety:
Informacje,
nowy członek,
Szafir
środa, 1 lipca 2015
Nowa suczka!!!
Imię:Charlotte
Głos: Demi Lovato ,,Nightingale''
Rasa: pudel wielki
Wiek:2 lata
Płeć:suczka
Stanowisko: projektantka mody
Rodzina: pewnie na jakiejś prestiżowej wystawie...
Partner:bardzo chciałaby
Młode:może...kiedyś
Charakter:Można ją określić jednym słowem-to prawdziwa księżniczka. Jest przewrażliwiona na swoim punkcie i jest duszą towarzystwa. Ma duże poczucie humoru. Jest ,,zakochana" w sobie i bardzo lubi być w centrum zainteresowania.Jest bardzo ambitnym psem i często sobie powtarza,że ,, jouit de chaque instant" czyli,że cieszy się każdą chwilą. Bardzo przyjazny i pomocny piesełek.
Historia:Urodziła się w prestiżowej hodowli pudli we Francji. Ma oczywiście najlepsze geny jakie można sobie wyobrazić. Była najpiękniejszym psem w miocie. Gdy wzięto ją na pierwszą wystawę od razu wszyscy się w niej zakochali-wraz z jurorami. I tak powoli podbijała serca na całym świecie. Miała najlepsze standardy życiowe i udogodnienia jakie pies z ulicy mógłby sobie wymarzyć. Jednak kiedyś zabłądziła i dotarła tutaj o mało nie ginąc śmiercią głodową.
Właściciel:1jamnik1
Etykiety:
Charlotte,
Informacje,
nowy członek
Wakacje!
Cześć, drogie psy :)
Otóż są wakacje! :) :) :) Życzę wam wspaniałych wakacji i duuuuużej weny na opowiadania :) Mam nadzieję , że tego lata będziecie bardzo aktywni! Przy okazji przepraszam , że byłam nieobecna... Wyjechałam na kilka dni i nie miałam czasu.
Ale teraz większość czasu będą poświęcać wam :) Przypominam i proszę , żebyście zapraszali znajomych do dołączenia do SP! Byłabym wdzięczna :)
Jeszcze raz życzę miłych wakacji i dużo weny... Do zobaczenia! :)

-Bella
Otóż są wakacje! :) :) :) Życzę wam wspaniałych wakacji i duuuuużej weny na opowiadania :) Mam nadzieję , że tego lata będziecie bardzo aktywni! Przy okazji przepraszam , że byłam nieobecna... Wyjechałam na kilka dni i nie miałam czasu.
Ale teraz większość czasu będą poświęcać wam :) Przypominam i proszę , żebyście zapraszali znajomych do dołączenia do SP! Byłabym wdzięczna :)
Jeszcze raz życzę miłych wakacji i dużo weny... Do zobaczenia! :)
-Bella
Etykiety:
Informacje
Od Belli do Altaïr'a
Bardzo się wzruszyłam.
-Rozumiem cię... Chcę tak samo dla Jimmy'ego... Ale nie wiem , czy będzie chciał ze mną zostać.-Wyszeptałam.
-Czy mógłbyś wiedzieć... W jaki sposób znalazłaś Jimmy'ego?-Spytał Altaïr.
-Znalazłam go z okropną raną na łapie. Czekam , aż zupełnie wyzdrowieje... A wtedy to jego wybór. Czy chce zostać ze mną , czy iść w świat.-Powiedziałam.
Altaïr?
(Przepraszam, że mnie nie było :( )
-Rozumiem cię... Chcę tak samo dla Jimmy'ego... Ale nie wiem , czy będzie chciał ze mną zostać.-Wyszeptałam.
-Czy mógłbyś wiedzieć... W jaki sposób znalazłaś Jimmy'ego?-Spytał Altaïr.
-Znalazłam go z okropną raną na łapie. Czekam , aż zupełnie wyzdrowieje... A wtedy to jego wybór. Czy chce zostać ze mną , czy iść w świat.-Powiedziałam.
Altaïr?
(Przepraszam, że mnie nie było :( )
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a-cz.2
Podszedłem rozbawiony do Charliego, a kiedy chciałem pomóc mu wstać ten
powalił mnie niespodziewanie na ziemię sprawiając, że się wywróciłem.
Potem była kolej na mój ruch. Odepchnąłem go od siebie i tym razem to ja
rozłożyłem go na łopatki. Pies dyszał ze zmęczenia, ale wciąż się
śmiał.
- Nie wyszedłeś z formy. - Zaśmiał się, a ja puściłem go zwracając mu wolność.
- Bo wciąż ćwiczę. - Odpowiedziałem cwaniacko, chociaż po głowie galopowało mi wtedy mnóstwo myśli. Ćwiczenia kojarzyły mi się z dawnymi latami mojej świetności, kiedy to wszyscy się mnie bali, a imię Altaïr było dla moich wrogów jak najgorsza z klątw. Okazało się, że bez klanu jestem niczym, jestem zerem. Nagle Charlie naskoczył ne mnie korzystając z mojej nieuwagi, a zaraz po tym sturlaliśmy się razem po wzgórzu ocierając się o kamienie. Kiedy byliśmy już na dole wymierzyłem Charliemu policzek, a zaraz po ciosie wstałem czekając, że pies będzie próbował się podnosić. Podłożyłem mu łapę patrząc jak runął z hukiem na ziemię, ale nadal mając na pysku uśmiech.
- Widzę humor dopisuje. - Prychnąłem do Charliego, który dławił się ze śmiechu. - Ha! Mało powiedziane! - Dodałem.
- Heh... Jak za starych, dobrych lat, prawda przyjacielu? - Znów się zaśmiał wbijając we mnie swoje rozbawione i naiwne spojrzenie. Wtedy wzdrygnąłem się i spojrzałem na niego dość oschle. Nic nie odpowiedziałem. Po prostu nie umiałem wyrazić tego słowami... Największy poeta nie umiałby tego ująć, ani obrazy Rafaela ująć. To było uczucie smutku mieszane z strachem i złością.
- Altaïr? - Spytał już poważniejszym tonem Charlie zbierając się z ziemi. Ja tylko zacisnąłem powieki i wyszeptałem:
- من الوقت الذي نفي I يؤذيني بشكل رهيب أن كل يوم وأنا أدرك أنني ما زلت المتمردين ولكن شيئا لن يتغير ... و مهارات يذكرني ، علىالرغم من أنني أدعو ننساهم ... ( Od czasu kiedy zostałem wygnany boli mnie strasznie to, że każdego dnia uświadamiam sobie, że nadal jestem Insugré's i nic tego nie zmieni... Nabyte umiejętności przypominają mi się, chociaż modlę się by je zapomnieć...
- Wiesz, że nie rozumiem arabskiego... - Powiedział zasmucony.
- Nie ważne... - Odpowiedziałem cicho po czym odwróciłem wzrok w stronę opuszczonego miasta.
C.D.N
- Nie wyszedłeś z formy. - Zaśmiał się, a ja puściłem go zwracając mu wolność.
- Bo wciąż ćwiczę. - Odpowiedziałem cwaniacko, chociaż po głowie galopowało mi wtedy mnóstwo myśli. Ćwiczenia kojarzyły mi się z dawnymi latami mojej świetności, kiedy to wszyscy się mnie bali, a imię Altaïr było dla moich wrogów jak najgorsza z klątw. Okazało się, że bez klanu jestem niczym, jestem zerem. Nagle Charlie naskoczył ne mnie korzystając z mojej nieuwagi, a zaraz po tym sturlaliśmy się razem po wzgórzu ocierając się o kamienie. Kiedy byliśmy już na dole wymierzyłem Charliemu policzek, a zaraz po ciosie wstałem czekając, że pies będzie próbował się podnosić. Podłożyłem mu łapę patrząc jak runął z hukiem na ziemię, ale nadal mając na pysku uśmiech.
- Widzę humor dopisuje. - Prychnąłem do Charliego, który dławił się ze śmiechu. - Ha! Mało powiedziane! - Dodałem.
- Heh... Jak za starych, dobrych lat, prawda przyjacielu? - Znów się zaśmiał wbijając we mnie swoje rozbawione i naiwne spojrzenie. Wtedy wzdrygnąłem się i spojrzałem na niego dość oschle. Nic nie odpowiedziałem. Po prostu nie umiałem wyrazić tego słowami... Największy poeta nie umiałby tego ująć, ani obrazy Rafaela ująć. To było uczucie smutku mieszane z strachem i złością.
- Altaïr? - Spytał już poważniejszym tonem Charlie zbierając się z ziemi. Ja tylko zacisnąłem powieki i wyszeptałem:
- من الوقت الذي نفي I يؤذيني بشكل رهيب أن كل يوم وأنا أدرك أنني ما زلت المتمردين ولكن شيئا لن يتغير ... و مهارات يذكرني ، علىالرغم من أنني أدعو ننساهم ... ( Od czasu kiedy zostałem wygnany boli mnie strasznie to, że każdego dnia uświadamiam sobie, że nadal jestem Insugré's i nic tego nie zmieni... Nabyte umiejętności przypominają mi się, chociaż modlę się by je zapomnieć...
- Wiesz, że nie rozumiem arabskiego... - Powiedział zasmucony.
- Nie ważne... - Odpowiedziałem cicho po czym odwróciłem wzrok w stronę opuszczonego miasta.
C.D.N
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Od Kiki do Lilith
-Kim jesteś?-spytała. Popatrzyłam na swoje łapy, ogon i resztę ciała
-Najprawdopodobniej psem-uśmiechnęłam się- A tak na serio to Kiki. Miło poznać
-Mi również. Lilith-podała mi łapę. Uścisnęłam ją
-Co tu robisz?-zadałam pytanie
-Aktualnie polowałam.
-Nie poszczęściło ci się?
-Tak trochę-zrobiła krzywy uśmiech
-To może pójdziesz ze mną na przepiórki? Są na polanie, za lasem-wskazałam drzewa
Lilith?
-Najprawdopodobniej psem-uśmiechnęłam się- A tak na serio to Kiki. Miło poznać
-Mi również. Lilith-podała mi łapę. Uścisnęłam ją
-Co tu robisz?-zadałam pytanie
-Aktualnie polowałam.
-Nie poszczęściło ci się?
-Tak trochę-zrobiła krzywy uśmiech
-To może pójdziesz ze mną na przepiórki? Są na polanie, za lasem-wskazałam drzewa
Lilith?
Etykiety:
Kiki,
opowiadania
Od Kiki do Daisy
-Dzięki, to idziemy?-zaczęłam iść
-Ale stado jeleni jest w drugą stronę
-Tamte są złe. Mają okropną sierść. Poza tym mięso tych, do których idę smakuje lepiej
-Zaufam ci- uśmiechnęła się
-Warto. Pomogę ci upolować sarnę. Powinna być średnich rozmiarów
-Sama powinnam dać radę
-Na dorosłą sarnę musi się rzucić dobrze wyszkolony owczarek niemiecki, więc lepiej nie ryzykować i zaatakować we 2 średnią
Daisy?
-Ale stado jeleni jest w drugą stronę
-Tamte są złe. Mają okropną sierść. Poza tym mięso tych, do których idę smakuje lepiej
-Zaufam ci- uśmiechnęła się
-Warto. Pomogę ci upolować sarnę. Powinna być średnich rozmiarów
-Sama powinnam dać radę
-Na dorosłą sarnę musi się rzucić dobrze wyszkolony owczarek niemiecki, więc lepiej nie ryzykować i zaatakować we 2 średnią
Daisy?
Etykiety:
Kiki,
opowiadania
Od Esme do Blacka
-Jestem szczeniakiem, ale nie takim młodym. Poza tym nie trzeba być nie wiadomo kim aby wiedzieć, że się o niego martwisz.
-Widać?
-Nie aż tak bardzo, ale właśnie potwierdziłeś moją tezę. Poza tym jesteście bliźniakami tak?
-Nie mogę zaprzeczyć
-Ciesze się, że zgadłam. -uśmiechnęłam się- Mogę pomóc ci go szukać
-Nie trzeba-powiedziałam
-To zaczynamy? Pójdziemy go szukać a po drodze powiedz mi o czymś
-Więc na co mam odpowiedzieć?-uniósł brew
-On ma krótką sierść, a ty długą? Jak?
Black?
-Widać?
-Nie aż tak bardzo, ale właśnie potwierdziłeś moją tezę. Poza tym jesteście bliźniakami tak?
-Nie mogę zaprzeczyć
-Ciesze się, że zgadłam. -uśmiechnęłam się- Mogę pomóc ci go szukać
-Nie trzeba-powiedziałam
-To zaczynamy? Pójdziemy go szukać a po drodze powiedz mi o czymś
-Więc na co mam odpowiedzieć?-uniósł brew
-On ma krótką sierść, a ty długą? Jak?
Black?
Etykiety:
Esme,
opowiadania
Od Daisy do Octaviusa
-Nie przeszkadzasz-uśmiechnęłam się do niego-sama rozpoczęłam rozmowę...
Octavius popatrzył mi głęboko w oczy.
-Nie boli cię?-popatrzyłam na guza na jego głowie.
-Trochę...-widziałam jednak,że bardzo go boli.
-Na pewno?
-ta..aak.
-Idziesz na spacer?-spytałam.
-Z Tobą?
-Nie,ze św.Genowefą...-Octavius na moje słowa się roześmiał.
-Myślisz,że jest święta Gienia?
-Bo ja wiem...to co idziesz?
-Tak.
Poszliśmy na spacer. razem odkryliśmy nowe miejsce,które nazwaliśmy ,,Polem piknikowym',bo jest idealny na piknik,który tam mieliśmy.
Cieszy mnie to,że w sforze jest jeszcze jeden jamnik.
Octavius?
Octavius popatrzył mi głęboko w oczy.
-Nie boli cię?-popatrzyłam na guza na jego głowie.
-Trochę...-widziałam jednak,że bardzo go boli.
-Na pewno?
-ta..aak.
-Idziesz na spacer?-spytałam.
-Z Tobą?
-Nie,ze św.Genowefą...-Octavius na moje słowa się roześmiał.
-Myślisz,że jest święta Gienia?
-Bo ja wiem...to co idziesz?
-Tak.
Poszliśmy na spacer. razem odkryliśmy nowe miejsce,które nazwaliśmy ,,Polem piknikowym',bo jest idealny na piknik,który tam mieliśmy.
Cieszy mnie to,że w sforze jest jeszcze jeden jamnik.
Octavius?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Subskrybuj:
Posty (Atom)