Suczka była tak uparta, że trudno było cokolwiek w jej towarzystwie
zaprotestować. No, ale sam osobiście uważałem upartość z jedną z
najlepszych cech jakie można posiąść.
- Jak wolisz, ale moim zdaniem już za dużo dla mnie zrobiłaś. - Powiedziałem ulegając w całości jej decyzji.
- Może i tak, ale nadal muszę cię pilnować. - Odpowiedziała, a ja
przewróciłem tylko oczami. Wtedy to usłyszałem szybkie kroki i ciche
dyszenie, a już po chwili do jaskini wpadła zdyszana Lilith. Spojrzała
się najpierw na mnie, a potem na Belle, która była trochę zdziwiona
towarzystwem nieznajomego szczeniaka.
- Lilith, miałaś siedzieć w jaskini. - Skarciłem głosem szczeniaka.
- Przepraszam, Altaïr, ale boję się sama siedzieć... - Powiedziała tak
cicho i słabo jakby zobaczyła jakiegoś ducha. Podbiegła do mnie szybko i
przytuliła, a ja objąłem ją łapę i szepnąłem do ucha:
- Jesteś bardzo silna... pamiętaj o tym.
Lilith kiwnęła głową, a jej oczy zrobiły się szklane. Potem ułożyła się
obok mnie i zasnęła szybko. Bella nadal wpatrywała się w nią z
zdziwieniem.
- To Lilith. - Odpowiedziałem na jej ciche pytanie. - Uratowałem ją
niedawno z łap jakiegoś psa, ale mam wrażenie, że ona bardzo przeżywa
utratę rodzeństwa i matki. - Dodałem zerkając na nią z smutkiem. - Ona
potrzebuje prawdziwej rodziny... ojca, matki... a nie takiego psa jak ja
co nie ma nawet zielonego pojęcia o wychowywaniu szczeniaków.
Bella spojrzała się na mnie zamyślona.
- A nie chciałbyś jej oddać do jakiejś rodziny? - Spytała, chociaż wyczułem w jej głosie, że nie chciała tego.
- Nie. Już zdążyłem się do niej przywiązać, a po drugie przyrzekłem jej
macte. - Odpowiedziałem po czym okryłem Lilith skórą by było jej ciepło.
Bella?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz