- Wszystko dobrze? - Spytałem wreszcie.
- Tak... - Odpowiedziała dość słabo dając mi do zrozumienia, że lepiej jej teraz nie męczyć. Wiedziałem jak to boli stracić kogoś bliskiego, ale nie miałem ochoty rozczulać się nad jakimś szczeniakiem.
- Gotowa?
- Na co? - Spytała wyraźnie zdziwiona.
- Na lekcję. - Odpowiedziałem zdumiony jej pytaniem, a suczka uniosła swój łepek do góry. - Dziś nauczę cię jak zdobywać pożywienie. - Dodałem już poważniejszym tonem, a suczka skinęła łebkiem na znak, że rozumie. Wtedy to przyspieszyłem trochę, a że miałem długie łapy Lilith musiała za mną biec. Chociaż widziałem, że to jej przeszkadza to chyba wstydziła się mi zaprotestować. Wreszcie stanąłem, a suczka wpadła na mnie ledwo wyhamowując.
- I czemu nic nie powiesz?
- To chyba nie byłoby zbyt grzeczne... - Odpowiedziała wstydliwie.
- Grzeczne?! A kogo to obchodzi?! Po prostu wal! - Odrzekłem nie kryjąc zdziwienia. - Od początku. - Dodałem znów przyspieszając.
- Czy mógłbyś...? - Zaczęła słabo suczka, a ja znów stanąłem.
- Nie tak. - Pokręciłem głową.
- Czy mógłbyś...? - Znów zaczęła, ale jej przerwałem:
- Ty! Ej! Zatrzymaj się! Już!
Wtedy spojrzałem na suczkę, która nabrała powietrza w płuca szykując się do wypowiedzi.
- Ej, ty! Zatrzymaj się! Natychmiast! - Zaczęła twardo, a ja uśmiechnąłem się do niej po czym poklepałem ją po głowie.
- I tak to się robi. - Powiedziałem i znów ruszyliśmy przed siebie. Chciałem wyszkolić Lilith na suczkę waleczną i twardą, której nikt nie odważy się podskoczyć, a przynajmniej taki był mój plan...
- No, a teraz inna sytuacja. - Zacząłem przykuwając ponownie uwagę Lilith. - Ktoś na ciebie wpada. - Dokończyłem.
- Kurna! Uważaj jak leziesz! - Krzyknęła po czym uśmiechnęła się do mnie dość słabo.
- Idealnie. - Odpowiedziałem pokazując to wyrazem pyska. Po wili byliśmy już na polanie. Słońce oświetlało ją przykrywając swoim, bursztynowym okryciem nadając trawie rzadki kolor.
- Dziś będziemy uczyć się polować. - Ogłosiłem uroczyście po czym schyliłem się by zniknąć w trawie. Lilith zrobiła to samo. - Widzisz tamtego zająca co wylazł z nory? - Spytałem by się upewnić.
- Tak. Widzę. - Szepnęła suczka.
- Ok. Kiedy dam ci znak wystrzelisz za tym zającem i przyniesiesz mi go.
- A jak mi się nie uda?
- To nie będzie śniadanie, proste. - Odpowiedziałem obojętnie, a Lilith jeszcze bardziej się schyliła.
- Już! - Dałem nagle sygnał, a ona wyskoczyła z trawy za zającem, który ruszył pędem przed siebie. Pokładałem w niej wielkie nadzieje i po cichu wierzyłem, że jej się uda. Wreszcie Lilith dogoniła zająca i rzuciła się na niego z wściekłością szybko powalając na trawę. Wtedy podbiegłem do niej i kiedy ujrzałem zdobycz uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Dobra robota. - Powiedziałem do niej, a ta spojrzała się najpierw na mnie, a potem na zająca. - No dalej. Jedz go. To ty go upolowałaś.
- Nie chcesz trochę? - Spytała patrząc na moje żebra, które z łatwością można było policzyć.
- Czego cię uczyłem? - Odpowiedziałem tylko.
- Że to co zdobędziemy sami, jest tylko nasze. - Rzekła jakby recytowała wiersz. Nagle obok nas przebiegł jakiś, kolejny zając, a zaraz
- Uważaj jak leziesz! - Warknęliśmy w tym samym momencie i dopiero wtedy przekonałem się, że to jakaś suczka. Przyjrzałem jej się uważnie. Była to ta jamniczka... jak jej tam? Daisy? Tak, Bella coś mi o niej wspominała.
- To ty uważaj! - Znów powiedzieliśmy w tym samym tempie co trochę rozśmieszyło Lilith stojącą z boku.
Daisy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz