poniedziałek, 15 czerwca 2015

Od Daisy do sfory

Uciekłam z domu. Boże,jak zimno-pada deszcz i wieje wiatr,który wciska mi spowrotem do płuc wydychane powietrze. Przez ścianę deszczu widzę jednak białego psa. A może to zwida?
-Ej!-pies spojrzał się na mnie i podbiegł bardzo szlachetnym truchcikiem.
-Jestem Bella.
-Daisy-mała przerwa na kichnięcie-fajnie,że jesteś. Znasz miejsce,gdzie mogę odpocząć?
-Tak,zaprowadzę cię.
-Gdzie?
-Do ,,Siedziby Mojej Sfory".
-Ojej-ukłoniłam się-jesteś właścicielką sfory...
-Ale traktuj mnie normalnie,jak kumpla.
-Jakie szczęście!-krzyknęłam omijając kolejną kałużę-a wiesz może,gdzie mogę coś zjeść?-Bella popatrzyła się na wystające u mnie żebra i odparła:
-Wszystko tam.
Gdy doszłyśmy do ,,Siedziby Jej Sfory" rozległy się tupoty łap i po chwili widziałam merdające w mym kierunku ogony. Bella usiadła i rzekła:
-Ludziska.to jest Daisy.
-Cześć Daisy-powiedział Zay.
-Fajnie,że przyszedł ktoś nowy-dodała Rachel.
W końcu, trochę onieśmielona powiedziałam:
-Hej...
-Obiecajcie mi,że dacie jej jeść-wszystkie oczy skierowały się na moje wystające kości-i, że się nią odpowiednio zajmiecie. wiele przeszła...

Sfora?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz