Dziś w nocy miałem koszmarny sen. Śnił mi się Figaro, który przeskakiwał
z statku na statek goniony przez jakiegoś psa, którego najwyraźniej
skądś kojarzyłem. Byłem wtedy przywiązany do jakiejś beli,a do tego
byłem zmuszony patrzeć jak pies rozrywa Figaro na strzępy nie zważając
na przeraźliwy krzyk psa. Kiedy się obudziłem byłem w szoku. Nie
wiedziałem czy to był tylko sen, a może jawa czy przepowiednia. W celu
pozbierania myśli postanowiłem się trochę przejść. Był środek nocy...
Chyba nie odpowiednia pora na to by się przechadzać, ale ja bardzo tego
potrzebowałem. Wtedy przez głowę przeszła mi myśl o Belli. Na prawdę mi
na niej zależało, ale... ja jestem zwykłym mordercą,wojownikiem, a ona?
Ona to Alfa. Nawet nie zasługuje na to by myśli o niej pojawiły się w
mojej głowie. Szybko przegoniłem tamte wspomnienia i rzuciłem się pędem
przed siebie. Biegłem przez ciemny las głośno wdychając wilgotne
powietrze po którym oceniłem, że zbliża się deszcz. Nie bałem się go,
chociaż był mi nowy. W Arabii bardzo rzadko padało... Nie miałem nawet
okazji postać trochę na deszczu i wystawić język jak to robi większość
psów. Nazywają to " niezłą zabawą". Moje przemyślenia przerwał głośny
krzyk rozpaczy. Stanąłem jak wryty w ziemię i zacząłem nasłuchiwać
unosząc łeb jak najwyżej.
- Proszę!! BŁAGAM!! - Usłyszałem coraz wyraźniejsze krzyki należące do
suczki. Skręciłem w prawą, leśną ścieżkę z której dochodził ten lament i
przyspieszyłem by jak najszybciej przekonać się co zaszło.
- Zapłacisz mi za to!! - Usłyszałem kolejny krzyk należący tym razem to
psa. Wreszcie wpadłem jak rakieta na małą polanę, a moim oczom od razu
ukazał się potworny widok. Pod drzewem leżała suczka, cała w krwi
najwyraźniej nie swojej, a obok niej stał duży pies trzymający w pysku
zakrwawione ciało szczeniaka. Wypluł je z pogardą obok drugiego ciała i
zaczął powoli podchodzić do ostatniego szczeniaka leżącego przy brzuchu
matki.
- Ej! - Krzyknąłem od razu kiedy zorientowałem się o co chodzi.
Zapłakana suczka spojrzała się na mnie z ulgą. Wyglądała jakby zdjął
ktoś z niej ogromny ciężar. Wtedy to odwrócił się ten pies. - Czemu to
robisz?! - Warknąłem na niego ostro.
- Nie twoja sprawa! No, ale jak już chcesz wiedzieć to powiem Ci, że ta
suka to zwykła dziw*a! - Odpowiedział mi odchodząc od suczki i powoli
zbliżając się do mnie. Był pewny siebie... i to właśnie jego błąd.
Rzuciłem się na niego. Nie mogłem uwierzyć jak ktoś mógłby popełnić
takie coś! Zabić niewinne szczeniaki! Byłem tak wściekły, że szybko
przegryzłem psu tchawicę nie pozwalając mu nawet pisnąć. Pies osunął się
na ziemię, a ja odsunąłem się by nie zostać opryskany przez krew, która
lała się potokiem z jego szyi. Suczka wciąż przerażona wpatrywała się w
martwego psa, a ja podszedłem do niej i położyłem łapę na jednej z ran,
które zadał jej pewnie pies. Suczka wybuchła jeszcze większym płaczem
po czym spojrzała się na malutką, czarną kulkę leżącą przy jej brzuchu.
Załkała parę razy i odezwała się:
- Dziękuję... Nie wiem jak ci dziękować, ale mam jeszcze jedną, ostatnią
prośbę. Weź ją i zaopiekuj się nią, a kiedy dorośnie daj jej ten
naszyjnik.
Wtedy wręczyła mi mały, srebrny naszyjnik z srebrnym, wilczym kłem. -
Powiedz żeby nie traciła wiary w siebie i, że ja zawsze przy niej będę. -
Dodała już słabiej.
- Obiecuję... - Odpowiedziałem spuszczając łeb.
- Dziękuję... - Powiedziała przez łzy po czym powoli zamknęła szkliste
oczy i przestała oddychać. Wtedy do mała suczka poruszyła się i
spojrzała swoimi małymi oczkami na matkę.
- Mamo... Mamo! Wstań! Gdzie Flash i Rugbi?! Mamo! - Zaczęła krzyczeć, a kiedy matka nie odpowiadała zaczęła płakać.
- ارقد في سلام - Szepnąłem w stronę suczki po czym spojrzałem na
szczeniaka. - Nie płacz! - Rzuciłem ostro. - Ona nie żyje! Nie widzisz?!
- Dodałem, ale suczka przytuliła się tylko do ciała matki i wtedy
zaczął padać deszcz. Mała płakała, a mi zrobiło jej się trochę żal. W
końcu ja miałem podobnie. Wtedy nikt do mnie nie podszedł...nie
pocieszał. Objąłem dość niepewnie suczkę łapą.
- Przepraszam... - Szepnąłem, a wtedy mała przytuliła się do mnie płacząc jeszcze mocniej.
- Czemu? Czemu ona...? - Zdążyła wyłkać.
- Tak już jest... ale ona wcale nie odeszła. Jest gdzieś w tobie. - Odpowiedziałem, a suczka otarła łzy.
- Dobra - Zacząłem poważnie. - Teraz przestań już płakać, musisz być silna, Lilith. - Dodałem.
- Lilith?
- Tak, to twoje imię. Lilith Dark...
Suczka kiwnęła tylko głową i znów się do mnie przytuliła.
The End
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz