wtorek, 30 czerwca 2015

Od Altaïr'a-cz.1

(...)
- A ja sądzę, że załatwienie tego po swojemu będzie najlepszym rozwiązaniem! - Zaprotestował Killer wstając z swojej skrzyni na, której przed chwilą siedział jeszcze spokojnie.
- Ja też! - Wtrącił się młody Rodrigo, który do tego czasu siedział cicho przy Killerze mierząc spojrzeniem wszystkich dookoła.
- Nie! Musimy czekać! - Podniósł się nagle Future sprawiając, że Rodrigo i Killer usiedli na swoich miejscach, ale nadal było widać, że nie dawali za wygraną.
- Skoro tak to czemu nie dostajemy żadnych wskazówek? Altaïr! - Powiedział twardo Killer wyrywając mnie z głębokiego zamyślenia.
- Słucham? - Spytałem unosząc spojrzenie na dużego owczarka belgijskiego siedzącego przede mną. Killer przewrócił tylko oczami i powtórzył dość nieprzyjaźnie:
- Kiedy przyjdą te wskazówki zza morza?
- Trzeba czekać... - Odpowiedziałem spokojnie, a przynajmniej starając się by to tak zabrzmiało.
- Za długo! - Warknął ostro Killer, ale kiedy chciałem mu odpowiedzieć odezwał się Fiero:
- Spokój! Dalsze zlecenia przyjdą niebawem, a teraz musimy się przygotowywać.
Wtedy Killer znów zgasł i usiadł spokojny, ale ja wpatrywałem się w niego urażony. - Powinniście się wstydzić za swoje zachowanie!- Kontynuował Fiero. - Cierpliwość to cecha szlachetne. - Dodał kończąc po czym usiadł na najwyższej skrzyni, a reszta psów skinęła głowami. Tylko ja trwałem bez ruchu znów pogrążając się w głębokim zamyśleniu.
- Altaïr. - Zaczął znów Fiero, a ja spojrzałem się na niego spode łba.
- Czyżby coś nie pasowało? - Spytałem z wyrazem szacunku do psa.
- Nie, ale chciałbym cię poprosić żebyś szybko dowiedział się kiedy dojdą kolejne rozkazy zza morza. Idź w najbliższej wolnej chwili do portu i poszukaj Ross'a. On na pewno będzie wiedział. - Odpowiedział, a ja skinąłem poważnie głową. - Wiem, że mogę na tobie polegać, bo w końcu jesteś moją "prawą łapą". - Dodał, a ja znów skinąłem bez zbędnych słów. Wtedy to spojrzał się na mnie Rodrigo. Nie był chyba zbyt zadowolony, ale kiedy to ja rzuciłem w jego stronę ostre spojrzenie, odwrócił się. Charlie, który siedział obok mnie schylił się do mojego ucha i szepnął:
- Po zebraniu wyrywamy się do miasta.
- Jasne, tylko cicho. - Odpowiedziałem mu równie szeptem. Po przemowie Fiero wszyscy się rozeszli i tylko Killer miał skwaszoną minę, a przy wyjściu szturchnął mnie jakby chciał mi coś udowodnić. Charlie czekał na mnie przed wyjściem, a kiedy wreszcie wyszedłem ostatni z szopy zamknąłem za sobą drzwi i uśmiechnąłem się szelmowsko w stronę psa.
- Możemy iść. - Powiedziałem po czym spoważniałem. Charlie rozejrzał się dookoła i również się uśmiechnął.
- Fiero zabronił łażenia po mieście kiedy mamy ten stan wojenny.
- Nie wziął widocznie pod uwagę tego, że niektórzy niestety nie lubią trzymać się zasad. - Odpowiedziałem, a pies zaśmiał się pod nosem.
- Czasem mnie zadziwiasz...
- I tak ma być. - Odpowiedziałem mu z uśmiechem po czym ruszyliśmy obaj przed siebie w stronę miasta, którego kontury widniały na horyzoncie. Pod czas drogi byliśmy niespokojni bo baliśmy się, że ktoś nas niefortunnie zauważy, a wtedy to będziemy mięli przerąbane. Charlie oczywiście mnie uspokajał i mówił, że Fiero nie miałby prawa nas za takie coś wywalić, ale ja nie byłem tego do końca pewny.
- Wiesz co, a może chciałbyś dołączyć do naszej sfory? - Spytałem po dłuższej chwili ciszy. Charlie, aż zakrztusił się swoją śliną z zdziwienia.
- Altaïr - Zaczął słabo. - Przecież mnie znasz... Ja wolą działać solo.
- No, zdążyłem się o tym przekonać. - Zaśmiałem się, ale pies skarcił mnie tylko spojrzeniem. - No co? Mówię prawdę! - Dodałem z szczerością co raczej nie poprawiło Charliemu humoru.
- Lepiej siedź cicho. - Powiedział twardo, ale wyczułem w jego głosie nutę sarkazmu.
- Heh... jak wolisz.- Odpowiedziałem luźno. - A tak w ogóle? To tam u ciebie? Jak żyjesz? Wpadła ci w końcu jakaś w oko?
Charlie przewrócił tylko oczami i odparł z uśmiechem:
- Żyje mi się całkiem dobrze, a co do tego czy któraś wpadła mi w oko to nie. No, ale chętnie posłucham twojej wypowiedzi.
Wtedy to ja przewróciłem oczami.
- Od kiedy dołączyłem do sfory żyje mi się jak w Psim niebie. Lasy pięknie, dużo zwierzyny. No, a co do miłości to muszę przyznać, że jedna wpadła mi w oko...
Charlie zaśmiał się i szturchnął mnie przyjacielsko ramieniem, ale kiedy mu oddałem wylądował w trawie śmiejąc się jak jeszcze nigdy. Ja w odpowiedzi tylko parsknąłem i podszedłem do niego by pomóc mu wstać.

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz