czwartek, 18 czerwca 2015

Od Esme do Blacka

Wstałam powoli z miękkiego legowiska z mchu. Ziewnęłam i przeciągnęłam się. Usłyszałam jak jakiś dzięcioł za głośno stuka w drzewo.
-Wielkie dzięki za pobudkę-powiedziałam grymaśnie. Wczoraj w nocy chodziłam po lesie i szukałam pewnych roślin. Już teraz wołałam je poznać. Teraz niewyspanie dawało się we znaki. Mój węch nie był zbyt mocny więc byłam zdana na wzrok. Postawiłam intuicję na pierwszym miejscu i po prostu ruszyłam przed siebie. Moje łapki ruszały się bardzo szybko lecz jak wiadomo, nie prędko przeszłam duży kawałem drogi. Dotarłam nad jakiś mały strumyk. Rozejrzałam się dookoła. Cisza, nie ma nikogo. Usiadłam na chwilę aby odpocząć. Drzewa zasłaniały słońce, lecz wiedziałam, że jest już południe.
Wtedy usłyszałam jakby jakaś gałązka pękła pod ciężarem innego psa. Odwróciłam się ze strachem. Z krzaków wyszedł jakiś szczeniak. Spojrzałam na ziemię.
-Kim jesteś?-spytał.
Zerknęłam na niego tylko gdy wypowiedziałam moje imię
-Esme, a ty?-zamerdałam ogonkiem
-Black-odrzekł

Black?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz