-Rzymskiej,greckiej...i tak jest bogiem miłości...
-No...-zmieszał się Szafir.
-WYLUZUJ...
-No wiem. Ale wiesz...
-Co?
-No...dobrze. Muszę zmienić nastawienie. Do ciebie. Do wszystkich.
-Rozumiem cię-powiedziałam,moszcząc się na pięknej, skórzanej
kanapie.-Też niedawno dołączyłam. Muszę oswoić się z nową sytuacją...
Szafir spojrzał mi głęboko w oczy.
-Wiesz?
-Co?-spytałam.
-A już nic. Posiedzieć jeszcze trochę,czy mam już sobie pójść?-spytał.
-Non!-wykrzyknęłam. Pierwszy raz chyba tak zależało mi na obecności innego...psa.
Szafir?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz