(...)
- A ja sądzę, że załatwienie tego po swojemu będzie najlepszym
rozwiązaniem! - Zaprotestował Killer wstając z swojej skrzyni na, której
przed chwilą siedział jeszcze spokojnie.
- Ja też! - Wtrącił się młody Rodrigo, który do tego czasu siedział cicho przy Killerze mierząc spojrzeniem wszystkich dookoła.
- Nie! Musimy czekać! - Podniósł się nagle Future sprawiając, że Rodrigo
i Killer usiedli na swoich miejscach, ale nadal było widać, że nie
dawali za wygraną.
- Skoro tak to czemu nie dostajemy żadnych wskazówek? Altaïr! - Powiedział twardo Killer wyrywając mnie z głębokiego zamyślenia.
- Słucham? - Spytałem unosząc spojrzenie na dużego owczarka belgijskiego
siedzącego przede mną. Killer przewrócił tylko oczami i powtórzył dość
nieprzyjaźnie:
- Kiedy przyjdą te wskazówki zza morza?
- Trzeba czekać... - Odpowiedziałem spokojnie, a przynajmniej starając się by to tak zabrzmiało.
- Za długo! - Warknął ostro Killer, ale kiedy chciałem mu odpowiedzieć odezwał się Fiero:
- Spokój! Dalsze zlecenia przyjdą niebawem, a teraz musimy się przygotowywać.
Wtedy Killer znów zgasł i usiadł spokojny, ale ja wpatrywałem się w
niego urażony. - Powinniście się wstydzić za swoje zachowanie!-
Kontynuował Fiero. - Cierpliwość to cecha szlachetne. - Dodał kończąc po
czym usiadł na najwyższej skrzyni, a reszta psów skinęła głowami. Tylko
ja trwałem bez ruchu znów pogrążając się w głębokim zamyśleniu.
- Altaïr. - Zaczął znów Fiero, a ja spojrzałem się na niego spode łba.
- Czyżby coś nie pasowało? - Spytałem z wyrazem szacunku do psa.
- Nie, ale chciałbym cię poprosić żebyś szybko dowiedział się kiedy
dojdą kolejne rozkazy zza morza. Idź w najbliższej wolnej chwili do
portu i poszukaj Ross'a. On na pewno będzie wiedział. - Odpowiedział, a
ja skinąłem poważnie głową. - Wiem, że mogę na tobie polegać, bo w końcu
jesteś moją "prawą łapą". - Dodał, a ja znów skinąłem bez zbędnych
słów. Wtedy to spojrzał się na mnie Rodrigo. Nie był chyba zbyt
zadowolony, ale kiedy to ja rzuciłem w jego stronę ostre spojrzenie,
odwrócił się. Charlie, który siedział obok mnie schylił się do mojego
ucha i szepnął:
- Po zebraniu wyrywamy się do miasta.
- Jasne, tylko cicho. - Odpowiedziałem mu równie szeptem. Po przemowie
Fiero wszyscy się rozeszli i tylko Killer miał skwaszoną minę, a przy
wyjściu szturchnął mnie jakby chciał mi coś udowodnić. Charlie czekał na
mnie przed wyjściem, a kiedy wreszcie wyszedłem ostatni z szopy
zamknąłem za sobą drzwi i uśmiechnąłem się szelmowsko w stronę psa.
- Możemy iść. - Powiedziałem po czym spoważniałem. Charlie rozejrzał się dookoła i również się uśmiechnął.
- Fiero zabronił łażenia po mieście kiedy mamy ten stan wojenny.
- Nie wziął widocznie pod uwagę tego, że niektórzy niestety nie lubią
trzymać się zasad. - Odpowiedziałem, a pies zaśmiał się pod nosem.
- Czasem mnie zadziwiasz...
- I tak ma być. - Odpowiedziałem mu z uśmiechem po czym ruszyliśmy obaj
przed siebie w stronę miasta, którego kontury widniały na horyzoncie.
Pod czas drogi byliśmy niespokojni bo baliśmy się, że ktoś nas
niefortunnie zauważy, a wtedy to będziemy mięli przerąbane. Charlie
oczywiście mnie uspokajał i mówił, że Fiero nie miałby prawa nas za
takie coś wywalić, ale ja nie byłem tego do końca pewny.
- Wiesz co, a może chciałbyś dołączyć do naszej sfory? - Spytałem po
dłuższej chwili ciszy. Charlie, aż zakrztusił się swoją śliną z
zdziwienia.
- Altaïr - Zaczął słabo. - Przecież mnie znasz... Ja wolą działać solo.
- No, zdążyłem się o tym przekonać. - Zaśmiałem się, ale pies skarcił
mnie tylko spojrzeniem. - No co? Mówię prawdę! - Dodałem z szczerością
co raczej nie poprawiło Charliemu humoru.
- Lepiej siedź cicho. - Powiedział twardo, ale wyczułem w jego głosie nutę sarkazmu.
- Heh... jak wolisz.- Odpowiedziałem luźno. - A tak w ogóle? To tam u ciebie? Jak żyjesz? Wpadła ci w końcu jakaś w oko?
Charlie przewrócił tylko oczami i odparł z uśmiechem:
- Żyje mi się całkiem dobrze, a co do tego czy któraś wpadła mi w oko to nie. No, ale chętnie posłucham twojej wypowiedzi.
Wtedy to ja przewróciłem oczami.
- Od kiedy dołączyłem do sfory żyje mi się jak w Psim niebie. Lasy
pięknie, dużo zwierzyny. No, a co do miłości to muszę przyznać, że jedna
wpadła mi w oko...
Charlie zaśmiał się i szturchnął mnie przyjacielsko ramieniem, ale kiedy
mu oddałem wylądował w trawie śmiejąc się jak jeszcze nigdy. Ja w
odpowiedzi tylko parsknąłem i podszedłem do niego by pomóc mu wstać.
C.D.N
wtorek, 30 czerwca 2015
wtorek, 23 czerwca 2015
Rezerwacja
JULKAR rezerwuje imiona , głosy i zdjęcia.
Imiona-Sanguis, Patty
Głosy-
Patty ,,Zabiłeś Tę Miłość''
AFI (Link zostanie przesłany później)
Obrazki-
Imiona-Sanguis, Patty
Głosy-
Patty ,,Zabiłeś Tę Miłość''
AFI (Link zostanie przesłany później)
Obrazki-
Etykiety:
Informacje
Od Lilith do Kiki
Altaïr wciąż leżał w "szpitalu", a że opiekowała nim się Bella nie
chciałam przeszkadzać. Czułam jednak, że jest z nim coraz lepiej i, że
za parę dni znów będzie mógł chodzić. Wyszłam z jaskini nie odwracając
się już za siebie po czym zaczęłam biec. Byłam głodna więc pomyślałam,
że dziś sama postaram się upolować jakiegoś zająca lub młodego jelonka.
Wreszcie wbiegłam do Promienistego Lasu gdzie miałam już jedną, wybraną
polanę gdzie zawsze polowałam razem z Altaïr' em, a tak w ogóle to on
polował... Zaczaiłem się w pobliskich krzakach wypatrując z uwagą
ofiary, ale polana była pusta. Wreszcie zza jednego z drzew wyszedł
niepewnie młody jelonek, a za nim jego matka. Wyglądała na czujną i
wyglądała jakby czegoś nasłuchiwała. Wtedy schyliłam się trochę i
zaczęłam się skradać w stronę młodego, który odskoczył na chwilę od
matki i zaczął biegać radośnie po polanie. W pewnym momencie zatrzymał
się by skubnąć trochę trawy, a ja wtedy wystrzeliłam z zarośli
naskakując na niego. Wystraszony jelonek zaczął się wyrywać i wierzgać,
aż w końcu do akcji wkroczyła jego matka. Z wściekłością ruszyła na mnie
kiedy tylko odczepiłam się od jej młodego. Zaczęła mnie gonić z chęcią
stratowania mnie swoimi kopytami. Wtedy ujrzałam wysokie drzewo. Był to
mój jedyny ratunek. Przyspieszyłam zdyszana i dosłownie wskoczyłam na
jedną z gałęzi wbijając się pazurami w korę. Sarna nie dawała jednak za
wygraną i zaczęła kopać drzewo bym w końcu z niego spadła. Byłam
sparaliżowana ze strachu i czułam, że za długo tak nie wytrzymam.
- Pomocy!! - Zaczęłam krzyczeć, ale nikt nie odpowiadał. Wreszcie wzięłam się w garść przypominając sobie słowa Altaïr' a. Od razu
się opanowałam i zaczęłam wspinać się wyżej i wyżej, a kiedy byłem już
na najwyższej gałęzi zeskoczyłam na drzewo obok. Potem skakałam na
kolejne i kolejne powtarzając czynność, aż wreszcie zgubiłam sarnę.
Kiedy byłam już bezpieczna poczułam dumę. Poczułam się niezależna... ale
tą niezależność szybko zamazał głód, który bardziej dawał mi o sobie
znać. Byłam zmuszona zasmakować czegoś innego niż mięsa młodego jelonka,
bo uświadomiłam sobie, że jak na dziś była to jedyna okazja. Spuściłam
więc łeb i zaczęłam powoli iść, al nim się spostrzegłam poczułam jak
coś, a raczej ktoś na mnie wpadł. Odleciałam trochę do tyłu, a kiedy
otworzyłam oczy okazało się, że na przeciw mnie siedziała jakaś suczka
prawie, że mojego wzrostu.
Kiki?
- Pomocy!! - Zaczęłam krzyczeć, ale nikt nie odpowiadał. Wreszcie wzięłam się w garść przypominając sobie słowa Altaïr' a. Od razu
Kiki?
Etykiety:
Lilith Dark,
opowiadania
Od Daisy do Altaïr'a
-O Boze-powiedzielismy w tym samym momencie. To byl Altair.
-Ale zesmy na siebie wpadli-usmiechnelam sie do niego .Mial bardzo cieply usmiech.
-Rzeczywiscie-usmiechnal sie do mnie.
-co porabiacie?
-Ucze Lilith.
-Masz reke do dzieci.
-Dzieki. Jestes taka mala,ze trudno Cie zauwayzc.
Nie wiedzialam,czy mam sie z tego posmiac czy byc na niego zla. Mam pocyucie humoru ktore popieralo pierwsza opcje.
-To mocna strona przy polowaniu-zaszczyt.
-Bella mi duzo o Tobie opowiada.
-To moja przyjaciolka.
-Dzie...e...ku.....u....uj....e,ze po...oomoglas Belli w zaopiekowaniu sie Jimmym i,ze dzieki Tobie mogla sie mna za.....oo.o...piekowac.
-Widze,ze nad wymowa zwrotow grzecznosciowych musisz popracowac.
Patrzy na mnie z wysoka. Czuje sie troche dziwnie -jak mrowka pr'zy sloniu.
Po dluzszej rozmowie
-Fajny jestes...
-Dz....ii......i....e..ek...uj...uje
Altair?
-Ale zesmy na siebie wpadli-usmiechnelam sie do niego .Mial bardzo cieply usmiech.
-Rzeczywiscie-usmiechnal sie do mnie.
-co porabiacie?
-Ucze Lilith.
-Masz reke do dzieci.
-Dzieki. Jestes taka mala,ze trudno Cie zauwayzc.
Nie wiedzialam,czy mam sie z tego posmiac czy byc na niego zla. Mam pocyucie humoru ktore popieralo pierwsza opcje.
-To mocna strona przy polowaniu-zaszczyt.
-Bella mi duzo o Tobie opowiada.
-To moja przyjaciolka.
-Dzie...e...ku.....u....uj....e,ze po...oomoglas Belli w zaopiekowaniu sie Jimmym i,ze dzieki Tobie mogla sie mna za.....oo.o...piekowac.
-Widze,ze nad wymowa zwrotow grzecznosciowych musisz popracowac.
Patrzy na mnie z wysoka. Czuje sie troche dziwnie -jak mrowka pr'zy sloniu.
Po dluzszej rozmowie
-Fajny jestes...
-Dz....ii......i....e..ek...uj...uje
Altair?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Od Octavius'a do Daisy
Wiał zimny wiatr. Przeciągnąłem się w pierwszych promieniach słońca. No i
pierwszy dzień w sforze! Przetarłem łapą oczy i wyszedłem z jakiejś
małej jaskini, w której nocowałem. Usłyszałem ciche świergotanie ptaków.
Chyba słowiki? Potruchtałem nad mały strumyk, który wczoraj znalazłem.
Poranne zwierzęta zaczynały się budzić. Wziąłem łyk wody, a następnie
pochlapałem się nią po pysku. Była bardzo orzeźwiająca. Otrzepałem się
lekko i odwróciłem aby iść coś upolować. Kątem oka zauważyłem wiewiórkę.
Ukucnąłem i po chwili namysłu skoczyłem na małego zwierza. Ten niestety
uciekł. Uderzyłem o drzewo. Otrzepałem się z brudnej ziemi. Nagle
usłyszałem głos
-Nic ci nie jest?-zobaczyłem jakąś suczkę.
-Nie, nic. Dziękuję. Zwykle nie zwracają na mnie uwagi, więc jeśli pozwolisz, nie będę przeszkadzał.
Daisy?
-Nic ci nie jest?-zobaczyłem jakąś suczkę.
-Nie, nic. Dziękuję. Zwykle nie zwracają na mnie uwagi, więc jeśli pozwolisz, nie będę przeszkadzał.
Daisy?
Etykiety:
Octavius,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
Ja nie odpowiedziałem. Wpatrywałem się w małą suczkę, a po moim policzku
spłynęła ukradkiem mała łza. Mimo to nie umiałem płakać, bo już dawno
ukradli mi uczucia i zniszczyli je bezdusznie zastępując jakimś
mechanizmem. Czułem się czasem jak robot... Nie umiałem się nawet
szczerze uśmiechnąć. Nie chciałem by to spotkało Lilith. Było w niej
jeszcze tyle ciepła i nadziei.
- Altaïr? Wszystko dobrze? - Spytała po chwili Bella.
- Tak... mam nadzieję. Kiedy byłem w wieku Lilith zabrano mi wszystko. Rodzinę, niewinność i uczucia, a ja nie chcę by spotkało to też ją. Takie życie jest gorsze niż jakikolwiek ból, bo kiedy budzisz się każdego dnia masz wrażenie, że jesteś tu jak piąte koło u wozu. Nikt cię tu nie chce... Czasem nawet brzydzę się siebie przez to, że kiedy byłem szczeniakiem "wyrwano" mi serce i zastąpiono czymś innym. Chcę jej bronić i nauczyć życia by nigdy nikt jej nie skrzywdził tak samo jak mnie. - Odpowiedziałem po czym przeniosłem wzrok na Belle. Zdawała się być chociaż trochę poruszona tym co mówiłem. Mimo, że nie traktowałem Lilith jak córkę czułem... czułem do niej w pewnym rodzaju miłość. Chciałem ją chronić, uczyć i patrzeć jak rośnie. Chciałem nakierować ją na tą najlepszą drogę... żeby w przyszłości nie musiała cierpieć...
Bella?
- Altaïr? Wszystko dobrze? - Spytała po chwili Bella.
- Tak... mam nadzieję. Kiedy byłem w wieku Lilith zabrano mi wszystko. Rodzinę, niewinność i uczucia, a ja nie chcę by spotkało to też ją. Takie życie jest gorsze niż jakikolwiek ból, bo kiedy budzisz się każdego dnia masz wrażenie, że jesteś tu jak piąte koło u wozu. Nikt cię tu nie chce... Czasem nawet brzydzę się siebie przez to, że kiedy byłem szczeniakiem "wyrwano" mi serce i zastąpiono czymś innym. Chcę jej bronić i nauczyć życia by nigdy nikt jej nie skrzywdził tak samo jak mnie. - Odpowiedziałem po czym przeniosłem wzrok na Belle. Zdawała się być chociaż trochę poruszona tym co mówiłem. Mimo, że nie traktowałem Lilith jak córkę czułem... czułem do niej w pewnym rodzaju miłość. Chciałem ją chronić, uczyć i patrzeć jak rośnie. Chciałem nakierować ją na tą najlepszą drogę... żeby w przyszłości nie musiała cierpieć...
Bella?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Od Belli do Altaïr'a
-Jak to?! Ktoś zabił innego psa na terenie mojej sfory?!-Wykrzyknęłam przerażona. Chciałam , żeby członkowie sfory byli bezpieczni , a teraz dowiaduję się , że na terenie mojej sfory zostało dokonane morderstwo?! Wybiegłam z jaskini , nie zwracając uwagi na wołanie Altaïr'a:
-,,Bella , spokojnie! Już to załatwiłem!''.
Pobiegłam po moich kuzynów-Mikea i Blacka.
-Hej! Chłopaki , macie czas?-Przywitałam się. Mike i Black się uśmiechnęli.
-Jasne , a oco chodzi Bello?-spytał Mike.
-Czy moglibyście mi pomóc w przegonieniu jednego psa z terenów naszej sfory? Zabił matkę Lilith , adoptowanej córki Altaïr'a.-Oboje pokiwali głowami i ruszyliśmy w stronę lasu promienistego.
***
Zaczęliśmy szukać wszędzie , ale nigdzie nie było żadnego obcego psa.
- Może Altaïr kłamał?-spytał Black , wspinając się na drzewo i wypatrując z wysoka.
-Nie mam pojęcia. Jeśli tak , zostanie srogo ukarany!-Warknęłam. Przybiegł do nas Mike.
-Bella , Black... Powinniście to zobaczyć...-Wyszeptał przerażony. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Po prostu ruszyłam za owczarkiem niemieckim. Doprowadził nas on do martwych ciał 2 dorosłych psów i 2 szczeniąt.
-O boże!-Wyszeptałam. -Altaïr jednak miał rację... Tutaj jest suczka owczarka niemieckiego , mama Lilith , tutaj leży zamordowany przez Altaïr'a tata Lilith i bracia Lilith...-Wyszeptałam. Wszyscy spuściliśmy głowy. Do moich oczy weszły łzy. W końcu Black i Mike zaciągnęli ciała martwych psów nad rzekę i tam je wrzuciliśmy.
***
Wróciłam do Altaïr'a. Lilith spała obok niego pod skórą jelenia.
-Bella! Mówiłem ci , że ten pies nie żyje , ale nie słyszałaś!-Zarzucił na mnie tonę pytań doberman. Westchnęłam smutno.
-Widziałam... Bardzo współczuję Lilith...-Wyszeptałam , patrząc na śpiącą suczkę.
Altaïr?
-,,Bella , spokojnie! Już to załatwiłem!''.
Pobiegłam po moich kuzynów-Mikea i Blacka.
-Hej! Chłopaki , macie czas?-Przywitałam się. Mike i Black się uśmiechnęli.
-Jasne , a oco chodzi Bello?-spytał Mike.
-Czy moglibyście mi pomóc w przegonieniu jednego psa z terenów naszej sfory? Zabił matkę Lilith , adoptowanej córki Altaïr'a.-Oboje pokiwali głowami i ruszyliśmy w stronę lasu promienistego.
***
Zaczęliśmy szukać wszędzie , ale nigdzie nie było żadnego obcego psa.
- Może Altaïr kłamał?-spytał Black , wspinając się na drzewo i wypatrując z wysoka.
-Nie mam pojęcia. Jeśli tak , zostanie srogo ukarany!-Warknęłam. Przybiegł do nas Mike.
-Bella , Black... Powinniście to zobaczyć...-Wyszeptał przerażony. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Po prostu ruszyłam za owczarkiem niemieckim. Doprowadził nas on do martwych ciał 2 dorosłych psów i 2 szczeniąt.
-O boże!-Wyszeptałam. -Altaïr jednak miał rację... Tutaj jest suczka owczarka niemieckiego , mama Lilith , tutaj leży zamordowany przez Altaïr'a tata Lilith i bracia Lilith...-Wyszeptałam. Wszyscy spuściliśmy głowy. Do moich oczy weszły łzy. W końcu Black i Mike zaciągnęli ciała martwych psów nad rzekę i tam je wrzuciliśmy.
***
Wróciłam do Altaïr'a. Lilith spała obok niego pod skórą jelenia.
-Bella! Mówiłem ci , że ten pies nie żyje , ale nie słyszałaś!-Zarzucił na mnie tonę pytań doberman. Westchnęłam smutno.
-Widziałam... Bardzo współczuję Lilith...-Wyszeptałam , patrząc na śpiącą suczkę.
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
Suczka była tak uparta, że trudno było cokolwiek w jej towarzystwie
zaprotestować. No, ale sam osobiście uważałem upartość z jedną z
najlepszych cech jakie można posiąść.
- Jak wolisz, ale moim zdaniem już za dużo dla mnie zrobiłaś. - Powiedziałem ulegając w całości jej decyzji.
- Może i tak, ale nadal muszę cię pilnować. - Odpowiedziała, a ja przewróciłem tylko oczami. Wtedy to usłyszałem szybkie kroki i ciche dyszenie, a już po chwili do jaskini wpadła zdyszana Lilith. Spojrzała się najpierw na mnie, a potem na Belle, która była trochę zdziwiona towarzystwem nieznajomego szczeniaka.
- Lilith, miałaś siedzieć w jaskini. - Skarciłem głosem szczeniaka.
- Przepraszam, Altaïr, ale boję się sama siedzieć... - Powiedziała tak cicho i słabo jakby zobaczyła jakiegoś ducha. Podbiegła do mnie szybko i przytuliła, a ja objąłem ją łapę i szepnąłem do ucha:
- Jesteś bardzo silna... pamiętaj o tym.
Lilith kiwnęła głową, a jej oczy zrobiły się szklane. Potem ułożyła się obok mnie i zasnęła szybko. Bella nadal wpatrywała się w nią z zdziwieniem.
- To Lilith. - Odpowiedziałem na jej ciche pytanie. - Uratowałem ją niedawno z łap jakiegoś psa, ale mam wrażenie, że ona bardzo przeżywa utratę rodzeństwa i matki. - Dodałem zerkając na nią z smutkiem. - Ona potrzebuje prawdziwej rodziny... ojca, matki... a nie takiego psa jak ja co nie ma nawet zielonego pojęcia o wychowywaniu szczeniaków.
Bella spojrzała się na mnie zamyślona.
- A nie chciałbyś jej oddać do jakiejś rodziny? - Spytała, chociaż wyczułem w jej głosie, że nie chciała tego.
- Nie. Już zdążyłem się do niej przywiązać, a po drugie przyrzekłem jej macte. - Odpowiedziałem po czym okryłem Lilith skórą by było jej ciepło.
Bella?
- Jak wolisz, ale moim zdaniem już za dużo dla mnie zrobiłaś. - Powiedziałem ulegając w całości jej decyzji.
- Może i tak, ale nadal muszę cię pilnować. - Odpowiedziała, a ja przewróciłem tylko oczami. Wtedy to usłyszałem szybkie kroki i ciche dyszenie, a już po chwili do jaskini wpadła zdyszana Lilith. Spojrzała się najpierw na mnie, a potem na Belle, która była trochę zdziwiona towarzystwem nieznajomego szczeniaka.
- Lilith, miałaś siedzieć w jaskini. - Skarciłem głosem szczeniaka.
- Przepraszam, Altaïr, ale boję się sama siedzieć... - Powiedziała tak cicho i słabo jakby zobaczyła jakiegoś ducha. Podbiegła do mnie szybko i przytuliła, a ja objąłem ją łapę i szepnąłem do ucha:
- Jesteś bardzo silna... pamiętaj o tym.
Lilith kiwnęła głową, a jej oczy zrobiły się szklane. Potem ułożyła się obok mnie i zasnęła szybko. Bella nadal wpatrywała się w nią z zdziwieniem.
- To Lilith. - Odpowiedziałem na jej ciche pytanie. - Uratowałem ją niedawno z łap jakiegoś psa, ale mam wrażenie, że ona bardzo przeżywa utratę rodzeństwa i matki. - Dodałem zerkając na nią z smutkiem. - Ona potrzebuje prawdziwej rodziny... ojca, matki... a nie takiego psa jak ja co nie ma nawet zielonego pojęcia o wychowywaniu szczeniaków.
Bella spojrzała się na mnie zamyślona.
- A nie chciałbyś jej oddać do jakiejś rodziny? - Spytała, chociaż wyczułem w jej głosie, że nie chciała tego.
- Nie. Już zdążyłem się do niej przywiązać, a po drugie przyrzekłem jej macte. - Odpowiedziałem po czym okryłem Lilith skórą by było jej ciepło.
Bella?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
niedziela, 21 czerwca 2015
Od Belli do Altaïr'a
-Nie , nie potrzeba mi snu.-Warknęłam. -Mogę przecież przymrużyć oko na 30 minut , wciąż cię pilnując.-Dodałam. Altaïr westchnął i już nie chciał mi się sprzeciwiać.
-Okej.-Mruknął.
Altaïr?
-Okej.-Mruknął.
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a do Daisy
Właśnie przechodziłem razem z Lilith przez Las Promienisty by dać jej
pierwszą lekcję. Suczka zdawała się być nieobecna i kiedy próbowałem
zagadać ona odpowiadała tylko "tak", "nie" i "może" specjalnie unikając
dłuższego dialogu. Szła z opuszczonym łebkiem i wzrokiem wbitym
bezcelowo w ziemię.
- Wszystko dobrze? - Spytałem wreszcie.
- Tak... - Odpowiedziała dość słabo dając mi do zrozumienia, że lepiej jej teraz nie męczyć. Wiedziałem jak to boli stracić kogoś bliskiego, ale nie miałem ochoty rozczulać się nad jakimś szczeniakiem.
- Gotowa?
- Na co? - Spytała wyraźnie zdziwiona.
- Na lekcję. - Odpowiedziałem zdumiony jej pytaniem, a suczka uniosła swój łepek do góry. - Dziś nauczę cię jak zdobywać pożywienie. - Dodałem już poważniejszym tonem, a suczka skinęła łebkiem na znak, że rozumie. Wtedy to przyspieszyłem trochę, a że miałem długie łapy Lilith musiała za mną biec. Chociaż widziałem, że to jej przeszkadza to chyba wstydziła się mi zaprotestować. Wreszcie stanąłem, a suczka wpadła na mnie ledwo wyhamowując.
- I czemu nic nie powiesz?
- To chyba nie byłoby zbyt grzeczne... - Odpowiedziała wstydliwie.
- Grzeczne?! A kogo to obchodzi?! Po prostu wal! - Odrzekłem nie kryjąc zdziwienia. - Od początku. - Dodałem znów przyspieszając.
- Czy mógłbyś...? - Zaczęła słabo suczka, a ja znów stanąłem.
- Nie tak. - Pokręciłem głową.
- Czy mógłbyś...? - Znów zaczęła, ale jej przerwałem:
- Ty! Ej! Zatrzymaj się! Już!
Wtedy spojrzałem na suczkę, która nabrała powietrza w płuca szykując się do wypowiedzi.
- Ej, ty! Zatrzymaj się! Natychmiast! - Zaczęła twardo, a ja uśmiechnąłem się do niej po czym poklepałem ją po głowie.
- I tak to się robi. - Powiedziałem i znów ruszyliśmy przed siebie. Chciałem wyszkolić Lilith na suczkę waleczną i twardą, której nikt nie odważy się podskoczyć, a przynajmniej taki był mój plan...
- No, a teraz inna sytuacja. - Zacząłem przykuwając ponownie uwagę Lilith. - Ktoś na ciebie wpada. - Dokończyłem.
- Kurna! Uważaj jak leziesz! - Krzyknęła po czym uśmiechnęła się do mnie dość słabo.
- Idealnie. - Odpowiedziałem pokazując to wyrazem pyska. Po wili byliśmy już na polanie. Słońce oświetlało ją przykrywając swoim, bursztynowym okryciem nadając trawie rzadki kolor.
- Dziś będziemy uczyć się polować. - Ogłosiłem uroczyście po czym schyliłem się by zniknąć w trawie. Lilith zrobiła to samo. - Widzisz tamtego zająca co wylazł z nory? - Spytałem by się upewnić.
- Tak. Widzę. - Szepnęła suczka.
- Ok. Kiedy dam ci znak wystrzelisz za tym zającem i przyniesiesz mi go.
- A jak mi się nie uda?
- To nie będzie śniadanie, proste. - Odpowiedziałem obojętnie, a Lilith jeszcze bardziej się schyliła.
- Już! - Dałem nagle sygnał, a ona wyskoczyła z trawy za zającem, który ruszył pędem przed siebie. Pokładałem w niej wielkie nadzieje i po cichu wierzyłem, że jej się uda. Wreszcie Lilith dogoniła zająca i rzuciła się na niego z wściekłością szybko powalając na trawę. Wtedy podbiegłem do niej i kiedy ujrzałem zdobycz uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Dobra robota. - Powiedziałem do niej, a ta spojrzała się najpierw na mnie, a potem na zająca. - No dalej. Jedz go. To ty go upolowałaś.
- Nie chcesz trochę? - Spytała patrząc na moje żebra, które z łatwością można było policzyć.
- Czego cię uczyłem? - Odpowiedziałem tylko.
- Że to co zdobędziemy sami, jest tylko nasze. - Rzekła jakby recytowała wiersz. Nagle obok nas przebiegł jakiś, kolejny zając, a zaraz
po nim coś na mnie wpadło.
- Uważaj jak leziesz! - Warknęliśmy w tym samym momencie i dopiero wtedy przekonałem się, że to jakaś suczka. Przyjrzałem jej się uważnie. Była to ta jamniczka... jak jej tam? Daisy? Tak, Bella coś mi o niej wspominała.
- To ty uważaj! - Znów powiedzieliśmy w tym samym tempie co trochę rozśmieszyło Lilith stojącą z boku.
Daisy?
- Wszystko dobrze? - Spytałem wreszcie.
- Tak... - Odpowiedziała dość słabo dając mi do zrozumienia, że lepiej jej teraz nie męczyć. Wiedziałem jak to boli stracić kogoś bliskiego, ale nie miałem ochoty rozczulać się nad jakimś szczeniakiem.
- Gotowa?
- Na co? - Spytała wyraźnie zdziwiona.
- Na lekcję. - Odpowiedziałem zdumiony jej pytaniem, a suczka uniosła swój łepek do góry. - Dziś nauczę cię jak zdobywać pożywienie. - Dodałem już poważniejszym tonem, a suczka skinęła łebkiem na znak, że rozumie. Wtedy to przyspieszyłem trochę, a że miałem długie łapy Lilith musiała za mną biec. Chociaż widziałem, że to jej przeszkadza to chyba wstydziła się mi zaprotestować. Wreszcie stanąłem, a suczka wpadła na mnie ledwo wyhamowując.
- I czemu nic nie powiesz?
- To chyba nie byłoby zbyt grzeczne... - Odpowiedziała wstydliwie.
- Grzeczne?! A kogo to obchodzi?! Po prostu wal! - Odrzekłem nie kryjąc zdziwienia. - Od początku. - Dodałem znów przyspieszając.
- Czy mógłbyś...? - Zaczęła słabo suczka, a ja znów stanąłem.
- Nie tak. - Pokręciłem głową.
- Czy mógłbyś...? - Znów zaczęła, ale jej przerwałem:
- Ty! Ej! Zatrzymaj się! Już!
Wtedy spojrzałem na suczkę, która nabrała powietrza w płuca szykując się do wypowiedzi.
- Ej, ty! Zatrzymaj się! Natychmiast! - Zaczęła twardo, a ja uśmiechnąłem się do niej po czym poklepałem ją po głowie.
- I tak to się robi. - Powiedziałem i znów ruszyliśmy przed siebie. Chciałem wyszkolić Lilith na suczkę waleczną i twardą, której nikt nie odważy się podskoczyć, a przynajmniej taki był mój plan...
- No, a teraz inna sytuacja. - Zacząłem przykuwając ponownie uwagę Lilith. - Ktoś na ciebie wpada. - Dokończyłem.
- Kurna! Uważaj jak leziesz! - Krzyknęła po czym uśmiechnęła się do mnie dość słabo.
- Idealnie. - Odpowiedziałem pokazując to wyrazem pyska. Po wili byliśmy już na polanie. Słońce oświetlało ją przykrywając swoim, bursztynowym okryciem nadając trawie rzadki kolor.
- Dziś będziemy uczyć się polować. - Ogłosiłem uroczyście po czym schyliłem się by zniknąć w trawie. Lilith zrobiła to samo. - Widzisz tamtego zająca co wylazł z nory? - Spytałem by się upewnić.
- Tak. Widzę. - Szepnęła suczka.
- Ok. Kiedy dam ci znak wystrzelisz za tym zającem i przyniesiesz mi go.
- A jak mi się nie uda?
- To nie będzie śniadanie, proste. - Odpowiedziałem obojętnie, a Lilith jeszcze bardziej się schyliła.
- Już! - Dałem nagle sygnał, a ona wyskoczyła z trawy za zającem, który ruszył pędem przed siebie. Pokładałem w niej wielkie nadzieje i po cichu wierzyłem, że jej się uda. Wreszcie Lilith dogoniła zająca i rzuciła się na niego z wściekłością szybko powalając na trawę. Wtedy podbiegłem do niej i kiedy ujrzałem zdobycz uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Dobra robota. - Powiedziałem do niej, a ta spojrzała się najpierw na mnie, a potem na zająca. - No dalej. Jedz go. To ty go upolowałaś.
- Nie chcesz trochę? - Spytała patrząc na moje żebra, które z łatwością można było policzyć.
- Czego cię uczyłem? - Odpowiedziałem tylko.
- Że to co zdobędziemy sami, jest tylko nasze. - Rzekła jakby recytowała wiersz. Nagle obok nas przebiegł jakiś, kolejny zając, a zaraz
- Uważaj jak leziesz! - Warknęliśmy w tym samym momencie i dopiero wtedy przekonałem się, że to jakaś suczka. Przyjrzałem jej się uważnie. Była to ta jamniczka... jak jej tam? Daisy? Tak, Bella coś mi o niej wspominała.
- To ty uważaj! - Znów powiedzieliśmy w tym samym tempie co trochę rozśmieszyło Lilith stojącą z boku.
Daisy?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
- O, przepraszam jeśli Cię uraziłem tym pytaniem... - Powiedziałem ze skruchą w głosie.
- Nie. Nic się nie stało. - Odpowiedziała najwyraźniej będąc myślami jeszcze przy tamtym pytaniu. Zaczęło się już ściemniać, a ja miałem wrażenie, że suczka trochę już zgłodniała i jest zmęczona doprowadzaniem mnie do zdrowia.
- Może wrócisz do swojej jaskini. Robi się ciemno, a ja nie chcę żebyś przeze mnie była zmęczona. Lepiej żebyś odpoczęła, bo o Tobie się to przyda. - Powiedziałem po chwili przekonywując Belle.
Bella? Brak weny...
- Nie. Nic się nie stało. - Odpowiedziała najwyraźniej będąc myślami jeszcze przy tamtym pytaniu. Zaczęło się już ściemniać, a ja miałem wrażenie, że suczka trochę już zgłodniała i jest zmęczona doprowadzaniem mnie do zdrowia.
- Może wrócisz do swojej jaskini. Robi się ciemno, a ja nie chcę żebyś przeze mnie była zmęczona. Lepiej żebyś odpoczęła, bo o Tobie się to przyda. - Powiedziałem po chwili przekonywując Belle.
Bella? Brak weny...
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Od Altaïr'a (Do nikogo)
Dziś w nocy miałem koszmarny sen. Śnił mi się Figaro, który przeskakiwał
z statku na statek goniony przez jakiegoś psa, którego najwyraźniej
skądś kojarzyłem. Byłem wtedy przywiązany do jakiejś beli,a do tego
byłem zmuszony patrzeć jak pies rozrywa Figaro na strzępy nie zważając
na przeraźliwy krzyk psa. Kiedy się obudziłem byłem w szoku. Nie
wiedziałem czy to był tylko sen, a może jawa czy przepowiednia. W celu
pozbierania myśli postanowiłem się trochę przejść. Był środek nocy...
Chyba nie odpowiednia pora na to by się przechadzać, ale ja bardzo tego
potrzebowałem. Wtedy przez głowę przeszła mi myśl o Belli. Na prawdę mi
na niej zależało, ale... ja jestem zwykłym mordercą,wojownikiem, a ona?
Ona to Alfa. Nawet nie zasługuje na to by myśli o niej pojawiły się w
mojej głowie. Szybko przegoniłem tamte wspomnienia i rzuciłem się pędem
przed siebie. Biegłem przez ciemny las głośno wdychając wilgotne
powietrze po którym oceniłem, że zbliża się deszcz. Nie bałem się go,
chociaż był mi nowy. W Arabii bardzo rzadko padało... Nie miałem nawet
okazji postać trochę na deszczu i wystawić język jak to robi większość
psów. Nazywają to " niezłą zabawą". Moje przemyślenia przerwał głośny
krzyk rozpaczy. Stanąłem jak wryty w ziemię i zacząłem nasłuchiwać
unosząc łeb jak najwyżej.
- Proszę!! BŁAGAM!! - Usłyszałem coraz wyraźniejsze krzyki należące do suczki. Skręciłem w prawą, leśną ścieżkę z której dochodził ten lament i przyspieszyłem by jak najszybciej przekonać się co zaszło.
- Zapłacisz mi za to!! - Usłyszałem kolejny krzyk należący tym razem to psa. Wreszcie wpadłem jak rakieta na małą polanę, a moim oczom od razu ukazał się potworny widok. Pod drzewem leżała suczka, cała w krwi najwyraźniej nie swojej, a obok niej stał duży pies trzymający w pysku zakrwawione ciało szczeniaka. Wypluł je z pogardą obok drugiego ciała i zaczął powoli podchodzić do ostatniego szczeniaka leżącego przy brzuchu matki.
- Ej! - Krzyknąłem od razu kiedy zorientowałem się o co chodzi. Zapłakana suczka spojrzała się na mnie z ulgą. Wyglądała jakby zdjął ktoś z niej ogromny ciężar. Wtedy to odwrócił się ten pies. - Czemu to robisz?! - Warknąłem na niego ostro.
- Nie twoja sprawa! No, ale jak już chcesz wiedzieć to powiem Ci, że ta suka to zwykła dziw*a! - Odpowiedział mi odchodząc od suczki i powoli zbliżając się do mnie. Był pewny siebie... i to właśnie jego błąd. Rzuciłem się na niego. Nie mogłem uwierzyć jak ktoś mógłby popełnić takie coś! Zabić niewinne szczeniaki! Byłem tak wściekły, że szybko przegryzłem psu tchawicę nie pozwalając mu nawet pisnąć. Pies osunął się na ziemię, a ja odsunąłem się by nie zostać opryskany przez krew, która lała się potokiem z jego szyi. Suczka wciąż przerażona wpatrywała się w martwego psa, a ja podszedłem do niej i położyłem łapę na jednej z ran, które zadał jej pewnie pies. Suczka wybuchła jeszcze większym płaczem po czym spojrzała się na malutką, czarną kulkę leżącą przy jej brzuchu. Załkała parę razy i odezwała się:
- Dziękuję... Nie wiem jak ci dziękować, ale mam jeszcze jedną, ostatnią prośbę. Weź ją i zaopiekuj się nią, a kiedy dorośnie daj jej ten naszyjnik.
Wtedy wręczyła mi mały, srebrny naszyjnik z srebrnym, wilczym kłem. - Powiedz żeby nie traciła wiary w siebie i, że ja zawsze przy niej będę. - Dodała już słabiej.
- Obiecuję... - Odpowiedziałem spuszczając łeb.
- Dziękuję... - Powiedziała przez łzy po czym powoli zamknęła szkliste oczy i przestała oddychać. Wtedy do mała suczka poruszyła się i spojrzała swoimi małymi oczkami na matkę.
- Mamo... Mamo! Wstań! Gdzie Flash i Rugbi?! Mamo! - Zaczęła krzyczeć, a kiedy matka nie odpowiadała zaczęła płakać.
- ارقد في سلام - Szepnąłem w stronę suczki po czym spojrzałem na szczeniaka. - Nie płacz! - Rzuciłem ostro. - Ona nie żyje! Nie widzisz?! - Dodałem, ale suczka przytuliła się tylko do ciała matki i wtedy zaczął padać deszcz. Mała płakała, a mi zrobiło jej się trochę żal. W końcu ja miałem podobnie. Wtedy nikt do mnie nie podszedł...nie pocieszał. Objąłem dość niepewnie suczkę łapą.
- Przepraszam... - Szepnąłem, a wtedy mała przytuliła się do mnie płacząc jeszcze mocniej.
- Czemu? Czemu ona...? - Zdążyła wyłkać.
- Tak już jest... ale ona wcale nie odeszła. Jest gdzieś w tobie. - Odpowiedziałem, a suczka otarła łzy.
- Dobra - Zacząłem poważnie. - Teraz przestań już płakać, musisz być silna, Lilith. - Dodałem.
- Lilith?
- Tak, to twoje imię. Lilith Dark...
Suczka kiwnęła tylko głową i znów się do mnie przytuliła.
The End
- Proszę!! BŁAGAM!! - Usłyszałem coraz wyraźniejsze krzyki należące do suczki. Skręciłem w prawą, leśną ścieżkę z której dochodził ten lament i przyspieszyłem by jak najszybciej przekonać się co zaszło.
- Zapłacisz mi za to!! - Usłyszałem kolejny krzyk należący tym razem to psa. Wreszcie wpadłem jak rakieta na małą polanę, a moim oczom od razu ukazał się potworny widok. Pod drzewem leżała suczka, cała w krwi najwyraźniej nie swojej, a obok niej stał duży pies trzymający w pysku zakrwawione ciało szczeniaka. Wypluł je z pogardą obok drugiego ciała i zaczął powoli podchodzić do ostatniego szczeniaka leżącego przy brzuchu matki.
- Ej! - Krzyknąłem od razu kiedy zorientowałem się o co chodzi. Zapłakana suczka spojrzała się na mnie z ulgą. Wyglądała jakby zdjął ktoś z niej ogromny ciężar. Wtedy to odwrócił się ten pies. - Czemu to robisz?! - Warknąłem na niego ostro.
- Nie twoja sprawa! No, ale jak już chcesz wiedzieć to powiem Ci, że ta suka to zwykła dziw*a! - Odpowiedział mi odchodząc od suczki i powoli zbliżając się do mnie. Był pewny siebie... i to właśnie jego błąd. Rzuciłem się na niego. Nie mogłem uwierzyć jak ktoś mógłby popełnić takie coś! Zabić niewinne szczeniaki! Byłem tak wściekły, że szybko przegryzłem psu tchawicę nie pozwalając mu nawet pisnąć. Pies osunął się na ziemię, a ja odsunąłem się by nie zostać opryskany przez krew, która lała się potokiem z jego szyi. Suczka wciąż przerażona wpatrywała się w martwego psa, a ja podszedłem do niej i położyłem łapę na jednej z ran, które zadał jej pewnie pies. Suczka wybuchła jeszcze większym płaczem po czym spojrzała się na malutką, czarną kulkę leżącą przy jej brzuchu. Załkała parę razy i odezwała się:
- Dziękuję... Nie wiem jak ci dziękować, ale mam jeszcze jedną, ostatnią prośbę. Weź ją i zaopiekuj się nią, a kiedy dorośnie daj jej ten naszyjnik.
Wtedy wręczyła mi mały, srebrny naszyjnik z srebrnym, wilczym kłem. - Powiedz żeby nie traciła wiary w siebie i, że ja zawsze przy niej będę. - Dodała już słabiej.
- Obiecuję... - Odpowiedziałem spuszczając łeb.
- Dziękuję... - Powiedziała przez łzy po czym powoli zamknęła szkliste oczy i przestała oddychać. Wtedy do mała suczka poruszyła się i spojrzała swoimi małymi oczkami na matkę.
- Mamo... Mamo! Wstań! Gdzie Flash i Rugbi?! Mamo! - Zaczęła krzyczeć, a kiedy matka nie odpowiadała zaczęła płakać.
- ارقد في سلام - Szepnąłem w stronę suczki po czym spojrzałem na szczeniaka. - Nie płacz! - Rzuciłem ostro. - Ona nie żyje! Nie widzisz?! - Dodałem, ale suczka przytuliła się tylko do ciała matki i wtedy zaczął padać deszcz. Mała płakała, a mi zrobiło jej się trochę żal. W końcu ja miałem podobnie. Wtedy nikt do mnie nie podszedł...nie pocieszał. Objąłem dość niepewnie suczkę łapą.
- Przepraszam... - Szepnąłem, a wtedy mała przytuliła się do mnie płacząc jeszcze mocniej.
- Czemu? Czemu ona...? - Zdążyła wyłkać.
- Tak już jest... ale ona wcale nie odeszła. Jest gdzieś w tobie. - Odpowiedziałem, a suczka otarła łzy.
- Dobra - Zacząłem poważnie. - Teraz przestań już płakać, musisz być silna, Lilith. - Dodałem.
- Lilith?
- Tak, to twoje imię. Lilith Dark...
Suczka kiwnęła tylko głową i znów się do mnie przytuliła.
The End
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Nowa suczka!!!
Imię: Lilith Dark (Takie imię nadał jej Altair kiedy dowiedział się, że suczka jeszcze go nie posiada.)
Głos: Lorde ,,Everybody Wants to Rule Nightcore''
Rasa: 50% Wilk (ojciec) 50% Owczarek Niemiecki
Wiek: 5 miesięcy
Płeć: Suczka
Stanowisko: W przyszłości chciałaby zostać piosenkarką, ale ma przecież wiele czasu by poważnie się nad tym zastanowić!
Rodzina: Ojciec - Syriusz ( Nie zdążyła go poznać, ponieważ zostawił matkę od razu
Matka - Caray ( Znała ją dość krótko, ponieważ umarła. )
Rodzeństwo - Byli to dwaj braci, którzy umarli...
Opiekun - Altaïr ibn La-Ahad ( Przygarnął ją i stał się dla Lilith jak ojciec. )
Partner: Może w przyszłości...ale jak na razie nikt nie wpadł jej w oko.
Młode: Jak na razie nie planuje posiadać ich w przyszłości...
Charakter: Lilith... hmm... bywa skryta w sobie, ale nie można zaliczyć tego do wstydliwego charakteru czy bojaźliwości. Nie. Lilith jest bardzo odważnym szczeniakiem posiadającym duży temperament i zdolność manipulowania innymi szczeniakami. Mówią, że wichura wpadła do miasta... Na imię jej Lilith Dark, bo gdyby zło miało córkę nazywała by się właśnie Lilith. Niezła z niej spryciara, a kiedy czegoś chce dostanie ze względu na swoje niebywałe zdolności aktorskie. Każdy przecież zlituje się nad "biedną i bezbronną" psinką bez dachu nad głową. Zakochana w motylach i drzewach, którym oddała swe serce już w od najmłodszej. To dzięki Altaïr' owi pokochała tak naturę i zapragnęła żyć w nią w zgodzie. Pamięta kiedy to pies powiedział jej żeby zaufała jej (naturze), bo ona kiedyś odwdzięczy się dając ochronę. Na pierwszy rzut oka wydaje się zepsuta do szpiku kości, ale jest w niej jeszcze iskierka dawnej, rozbawionej Lilith Dark. Nie jest już to ta sama, mroczna strona jej charakteru. Kiedy poznasz ją bliżej przekonasz się, że ona współczuje, kocha i jest zabawna. Niczym nie różni się od innego szczeniaka. Po prostu trzeba ją do tego przekonać, bo trudno żyć z świadomością, że mogłeś mieć lepsze życie
Historia: Wie tylko, że pewnego dnia Altaïr przechodził się po lesie i usłyszał krzyki należące do Caray. Pobiegł w ich kierunku i zobaczył jak jakiś pies zabija dwójkę, małych szczeniaków i już chce dobrać się do Lilith. Ponoć to doberman ją uratował i zabił oprawcę, ale nie zdołał uratować matki. Suczka zna już na pamięć to co powiedziała kiedy pies się do nie zbliżył : "Weź ją i zaopiekuj się nią, a kiedy trochę podrośnie daj jej ten naszyjnik. Powiedz żeby nie traciła wiary w siebie i, że ja zawsze przy niej będę". Potem pies zabrał ją do sfory i zaczął wychowywać mimo, że na początku był do niej oschle nastawiony.
Właściciel: JULKAR, Libra.
Etykiety:
Informacje,
Lilith Dark,
nowy członek
Od Belli do Altaïr'a
Uśmiechnęłam się , pociągając nosem. Altaïr był taki ciepły... Taki uczuciowy...
-Nie , spokojnie. Raz uratowałam szczeniaka... Jimmy'ego... Też się przypałętał i był ranny...-Wyszeptałam.
-To do niego poszła ta suczka... Jak jej tam...-Zaczął intensywnie myśleć.
-Daisy.-Powiedzieliśmy niemal równocześnie. Pod białymi włosami się zarumieniłam.
-Tak , do niego. Wciąż trzeba się zajmować jego chorą łapką , dopóki nie wyzdrowieje...-Powiedziałam.
-Może powinnaś do niego iść , a nie tkwić przy mnie?-zapytał.
-Nie. Daisy się zajmie Jimmy'm. Nie śpieszy mi się. -Powiedziałam.
-Masz rękę do dzieci.-Powiedział Altaïr. -Masz może już... Rodzinę?-zapytał. Pytanie mną wstrząsnęło.
-Nie... Nie myślałam o tym wcześniej... Trochę jestem zdziwiona.-Odpowiedziałam , zwieszając głowę.
Altaïr?
-Nie , spokojnie. Raz uratowałam szczeniaka... Jimmy'ego... Też się przypałętał i był ranny...-Wyszeptałam.
-To do niego poszła ta suczka... Jak jej tam...-Zaczął intensywnie myśleć.
-Daisy.-Powiedzieliśmy niemal równocześnie. Pod białymi włosami się zarumieniłam.
-Tak , do niego. Wciąż trzeba się zajmować jego chorą łapką , dopóki nie wyzdrowieje...-Powiedziałam.
-Może powinnaś do niego iść , a nie tkwić przy mnie?-zapytał.
-Nie. Daisy się zajmie Jimmy'm. Nie śpieszy mi się. -Powiedziałam.
-Masz rękę do dzieci.-Powiedział Altaïr. -Masz może już... Rodzinę?-zapytał. Pytanie mną wstrząsnęło.
-Nie... Nie myślałam o tym wcześniej... Trochę jestem zdziwiona.-Odpowiedziałam , zwieszając głowę.
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
- Ale nic się nie stało! - Zdziwiłem się kiedy suczka odskoczyła jak
poparzona. Zdawałem sobie sprawę z tego, że gdyby zrobiła to jakaś inna
suczka nie byłbym zadowolony, ale na Belle nie umiałem się gniewać, bo
czułem się przy niej inaczej i po prostu nie mogłem być dla niej tym
typowym Altaïr' em. Uśmiechnąłem się tylko do niej ciepło i otarłem
jedną z łez, która spłynęła jej właśnie po policzku.
- Czemu mnie przepraszasz? - Spytałem ją nad wyraz spokojnie sam nie poznając swojego tonu. Suczka nie odpowiedziała tylko spuściła głowę jakby było jej trochę wstyd. Wtedy zaśmiałem się pod nosem i zacząłem:
- To ja raczej powinienem Cię przeprosić, bo to chyba nie wypada wpaść tak przed czyjąś jaskinię bez uprzedzenia.
Bella?
- Czemu mnie przepraszasz? - Spytałem ją nad wyraz spokojnie sam nie poznając swojego tonu. Suczka nie odpowiedziała tylko spuściła głowę jakby było jej trochę wstyd. Wtedy zaśmiałem się pod nosem i zacząłem:
- To ja raczej powinienem Cię przeprosić, bo to chyba nie wypada wpaść tak przed czyjąś jaskinię bez uprzedzenia.
Bella?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Rezerwacja!
JULKAR rezerwuje imiona i głosy :)
Imiona:
Isztar, Charlie, Rosa, Francesco, Fieri, Jacob, Ezio, Despero El Diablo.
Głosy:
Lorde -
Nickelback -
Linkin Park -
Verba
Sanna Nielsen - ?
Vizza -
BAYERA -
Skillet -
Emphatic -
Imiona:
Isztar, Charlie, Rosa, Francesco, Fieri, Jacob, Ezio, Despero El Diablo.
Głosy:
Lorde -
Nickelback -
Linkin Park -
Verba
Sanna Nielsen - ?
Vizza -
BAYERA -
Skillet -
Emphatic -
Etykiety:
Informacje
Dorośli!
Mike i Black są już dorośli!

Imię: Mike (Czyt. Majk)
Głos: Mrozu ,,Nic do stracenia''
Rasa: Owczarek niemiecki
krótkowłosy
Wiek: 1 rok i 7 miesięcy
Płeć: Pies
Stanowisko: tropiciel
Rodzina: Brat bliźniak Black. Starsza kuzynka Bella.
Partner: Mike trochę boi się miłości.
Młode: Chciałby...
Charakter: Mike ma swoje zasady-zawsze trzyma ze swoimi. Z Blackiem nigdy się nie rozstaje , zawsze chodzą razem. Mike wybiera własne ścieżki , nie idzie czyimiś. Ma nadzwyczaj rozwinięty zmysł węchu , uważa , że w dawnym życiu był psem policyjnym który węszył substancje szkodliwe. Choć dręczy go trudna przeszłość i przez to jest trochę oschły , to tak naprawdę kocha się wygłupiać i śmiać.
Historia: Mike uważa , że w dawnym życiu był psem policyjnym który węszył substancje szkodliwe. Urodził się razem z bratem , był źle traktowany i uciekł.
Właściciel: Skiper111

Imię: Black (Czyt. Blek)
Głos: Kamil Bednarek ,,Cisza''
Rasa: Owczarek niemiecki długowłosy
Wiek: 1 rok i 7 miesięcy
Płeć: Pies
Stanowisko: strażnik
Rodzina: Brat bliźniak Mike.
Partner: Chciałby.
Młode: chciałby.
Charakter: Black jest bardzo cichy. Jest samotnikiem , nie zwraca uwaga na Mikea gdy za nim idzie. Jest bardzo sprytny i inteligentny.
Historia: Urodził się z Mikem , był źle traktowany i uciekł.
Właściciel:Skiper111
Imię: Mike (Czyt. Majk)
Głos: Mrozu ,,Nic do stracenia''
Rasa: Owczarek niemiecki
Wiek: 1 rok i 7 miesięcy
Płeć: Pies
Stanowisko: tropiciel
Rodzina: Brat bliźniak Black. Starsza kuzynka Bella.
Partner: Mike trochę boi się miłości.
Młode: Chciałby...
Charakter: Mike ma swoje zasady-zawsze trzyma ze swoimi. Z Blackiem nigdy się nie rozstaje , zawsze chodzą razem. Mike wybiera własne ścieżki , nie idzie czyimiś. Ma nadzwyczaj rozwinięty zmysł węchu , uważa , że w dawnym życiu był psem policyjnym który węszył substancje szkodliwe. Choć dręczy go trudna przeszłość i przez to jest trochę oschły , to tak naprawdę kocha się wygłupiać i śmiać.
Historia: Mike uważa , że w dawnym życiu był psem policyjnym który węszył substancje szkodliwe. Urodził się razem z bratem , był źle traktowany i uciekł.
Właściciel: Skiper111
Imię: Black (Czyt. Blek)
Głos: Kamil Bednarek ,,Cisza''
Rasa: Owczarek niemiecki długowłosy
Wiek: 1 rok i 7 miesięcy
Płeć: Pies
Stanowisko: strażnik
Rodzina: Brat bliźniak Mike.
Partner: Chciałby.
Młode: chciałby.
Charakter: Black jest bardzo cichy. Jest samotnikiem , nie zwraca uwaga na Mikea gdy za nim idzie. Jest bardzo sprytny i inteligentny.
Historia: Urodził się z Mikem , był źle traktowany i uciekł.
Właściciel:Skiper111
Etykiety:
Black,
Informacje,
Mike
Od Belli do Altaïr'a
Zdziwiło mnie to pytanie.Ouh... Spacer z dobermanem...? Dziwnie to będzie wyglądało , ale... Ja chyba coś do niego poczułam.
-Jasne , chętnie!-Powiedziałam , uśmiechając się promiennie. -Ale dopóki nie wyzdrowiejesz , będę tutaj z tobą u Goldiego.-Dodałam. Oparłam głowę o jego bok. Jednak za chwilę odskoczyłam.
-Prze-prze-przepraszam!-Jęknęłam. Miałam łzy w oczach. Poco ja to zrobiłam?! Poco?!
Altaïr?
-Jasne , chętnie!-Powiedziałam , uśmiechając się promiennie. -Ale dopóki nie wyzdrowiejesz , będę tutaj z tobą u Goldiego.-Dodałam. Oparłam głowę o jego bok. Jednak za chwilę odskoczyłam.
-Prze-prze-przepraszam!-Jęknęłam. Miałam łzy w oczach. Poco ja to zrobiłam?! Poco?!
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Nowości!
Wprowadziłam kilka nowości w sforze :)
Na początek za pomysły odnośnie nowości dziękuję JULKAR , właścicielce Altaïr'a :) Twój pies dostaje za to 150 RO!
Nowości:
1. Do terenów zostają wprowadzone opisy! (Napisane przez JULKAR :) )
2. Niedługo powstanie konkurs... Dlatego szykujcie swoje programy graficzne! (Więcej nie zdradzam ;) )
3. Nowe stanowiska! :)
-Bella
Na początek za pomysły odnośnie nowości dziękuję JULKAR , właścicielce Altaïr'a :) Twój pies dostaje za to 150 RO!
Nowości:
1. Do terenów zostają wprowadzone opisy! (Napisane przez JULKAR :) )
2. Niedługo powstanie konkurs... Dlatego szykujcie swoje programy graficzne! (Więcej nie zdradzam ;) )
3. Nowe stanowiska! :)
-Bella
Etykiety:
Informacje
Od Daisy do Kiki
-Daisy?
-Co?
-Nie chciałam przeszkadzać w posiłku...
-Nie-zaśmiałam się-to nie krew. To truskawki...
-Aha.Mogłabym cię o coś prosić?
-Słucham.
-Upolujesz mi sarnę?
-Pewnie! I tak przyszłam upolować coś dla sfory...
-Dziękuję Daisy. Jesteś najlepsza!!
Kiki?
-Co?
-Nie chciałam przeszkadzać w posiłku...
-Nie-zaśmiałam się-to nie krew. To truskawki...
-Aha.Mogłabym cię o coś prosić?
-Słucham.
-Upolujesz mi sarnę?
-Pewnie! I tak przyszłam upolować coś dla sfory...
-Dziękuję Daisy. Jesteś najlepsza!!
Kiki?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Od Ragnara do Hehe
Popatrzyłem się na suczkę. I odsunąłem się o 2 kroki.
- Jestem Hehe-powiedziala
- Ragnar- rzuciłem ostro
Suczka skuliła ogon i powiedziała...
Hehe?
- Jestem Hehe-powiedziala
- Ragnar- rzuciłem ostro
Suczka skuliła ogon i powiedziała...
Hehe?
Etykiety:
opowiadania,
Ragnar
Od Altaïr'a do Belli
- Dobrze! - Odpowiedziała dość głośno suczka by upewnić się, że pies ją
usłyszy. " Drobiazg"? Uratowała mnie przed kalectwem lub jeszcze gorzej i
mówi na to "drobiazg"?! Bardzo mnie to zdziwiło jak zresztą bardzo
wiele rzeczy, które poznałem w nowym dla mnie świecie. Trzeba było
również przyznać, że zacząłem darzyć suczką sympatią. Nie była taka jak
inni. Po prostu nie mogłem doszukać się w niej tego co z łatwością
mogłem znaleźć w innych psach z mojego dawnego otoczenia. Była dla mnie
taka miła... aż głupio mi się zrobiło kiedy pomyślałem jakie musiałem
wydać na niej wrażenie kiedy wybiegłem z tej jaskini jak poparzony. To
było zupełnie nowe. Postanowiłem sobie w duchu, że od teraz nie będę
oceniał książki po samej okładce, chociaż po sytuacjach z przeszłości
trudno było się tego oduczyć. Znów nastała cisza... Oboje myśleliśmy co
powiedzieć.
- Wiesz, może kiedy wyzdrowieję pójdziemy na jakieś polowanie czy spacer. Tak w ramach podziękowania. - Powiedziałem nieśmiało spuszczając trochę wzrok.
Bella? C:
- Wiesz, może kiedy wyzdrowieję pójdziemy na jakieś polowanie czy spacer. Tak w ramach podziękowania. - Powiedziałem nieśmiało spuszczając trochę wzrok.
Bella? C:
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
sobota, 20 czerwca 2015
Od Belli do Altaïr'a
Uśmiechnęłam się.
-Drobiazg. -Szepnęłam. -Zostawić cię samego...?-Altaïr przełknął ślinę.
-Możesz zostać.-Mruknął. Powiedział to tak słabo , że prawie poczułam jak bardzo boli go rana. Nie mogłam nic więcej zrobić , oprócz zatamowania krwi. Spuściłam łeb. Wrócił Goldi.
-Daisy zostanie z Jimmy'm , żeby nie czuł się samotny. Wszystko załatwione.-Powiedział cocker spaniel i poszedł do drugiego pokoju , tuż obok.
-Bella , jak Altaïr będzie coś potrzebować , wołaj!-krzyknął jeszcze pies.
Altaïr?
-Drobiazg. -Szepnęłam. -Zostawić cię samego...?-Altaïr przełknął ślinę.
-Możesz zostać.-Mruknął. Powiedział to tak słabo , że prawie poczułam jak bardzo boli go rana. Nie mogłam nic więcej zrobić , oprócz zatamowania krwi. Spuściłam łeb. Wrócił Goldi.
-Daisy zostanie z Jimmy'm , żeby nie czuł się samotny. Wszystko załatwione.-Powiedział cocker spaniel i poszedł do drugiego pokoju , tuż obok.
-Bella , jak Altaïr będzie coś potrzebować , wołaj!-krzyknął jeszcze pies.
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
Dość niepewnie spojrzałem się na przerażoną suczkę, a później na skórę, która zaczęła przybierać karmazynowy kolor mojej krwi.
- A rób co chcesz... - Odpowiedziałem już tak obojętnie, że zabrzmiało to tak jakby było mi obojętne czy umrę czy będę żyć dalej. Suczka od razu
zabrała się do tamowania krwi, a ja położyłem łeb na podłodze i
zacisnąłem mocno powieki i zęby kiedy Bella zaczęła przykładać mi jakiś
opatrunek do krwawiącej rany. Przez straszliwy ból robiło mi się coraz
słabiej i miałem wrażenie, że za chwilę i tak zemdleję i nie wiadomo czy
znów się podniosę. Suczka oczywiście nie poddawała się i wciąż
przykładała mi nowy opatrunek przyciskając go mocno do rany, która po
czwartym przyciśnięciu zaczęła mnie szczypać. W pewnym momencie syknąłem
z bólu i otworzyłem oczy zerkając na białą suczkę. Właśnie bandażowała
mi ranę, która cudem przestała krwawić. Na nieskazitelnie białym bandażu
odcisnęła się wyraźna plama krwi, która jednak się już nie powiększała.
Bella odeszła ode mnie o dwa kroki i jeszcze raz dokładnie przyjrzała
się zabandażowanej ranie, która nie wydawała się już tak poważna.
Uśmiechnęła się lekko jakby sama do siebie i spojrzała na mnie.
Wpatrywałem się w nią z niedowierzaniem. Myślałem, że tym razem na
prawdę umrę. Rana wyglądała na prawdę okropnie. Wreszcie suczka podeszła
do mnie, a ja uniosłem lekko łeb, ale zaraz i tak go opuściłem i
zamknąłem oczy.
- Dziękuję... - Szepnąłem bardzo cicho, chociaż ostatnio użyłem tego słowa kiedy byłem jeszcze szczeniakiem.
Bella?
- A rób co chcesz... - Odpowiedziałem już tak obojętnie, że zabrzmiało to tak jakby było mi obojętne czy umrę czy będę żyć dalej. Suczka od razu
- Dziękuję... - Szepnąłem bardzo cicho, chociaż ostatnio użyłem tego słowa kiedy byłem jeszcze szczeniakiem.
Bella?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
piątek, 19 czerwca 2015
Od Belli do Altaïr'a
-Nie możesz wyjść , dopóki ci się nie poleprzy.-Powiedziałam. Zobaczyłam , że posłanie na którym leży Altaïr zabarwiło na czerwono.
-Ty znowu krwawisz!-wykrzyknęłam. -pójść po Goldiego?-zapytałam.
-Wytrzymam.-mruknął.
-To może ja ci pomogę?-zapytałam.-wykrwawisz się!
Altaïr?
-Ty znowu krwawisz!-wykrzyknęłam. -pójść po Goldiego?-zapytałam.
-Wytrzymam.-mruknął.
-To może ja ci pomogę?-zapytałam.-wykrwawisz się!
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Pierwszy sojusz!
Zawarliśmy sojusz , ze sforą jednego z naszych członków , Skiper111. Oto jego sfora , sfora szalonej zabawy!!!
-Bella
-Bella
Etykiety:
Informacje
Od Blacka do Esme
Nareszcie żywa dusza!!! Bardzo się ucieszyłem , że zobaczyłem innego szczeniaka. Nawet dziwnie się poczułem , że nie ma przy mnie Mike'a , chociaż na pewno gdyby tu był nie byłbym zadowolony.
-Znasz Mike'a...?-spytałem.
-Nie...-Powiedziała Esme. -A o co chodzi?-dodała.
-To mój brat... Nie widziałem go od rana , a zawsze za mną łazi , nawet gdy tego nie chcę.-Powiedziałem.
-Pomóc ci go szukać Black?-zapytała.
-Sam do mnie przyjdzie. Nie muszę się martwić.-Mruknąłem. -Należysz do jakiejś sfory , czy jesteś bezdomnym psem?-zmieniłem temat.
-Należę , z moją przyszywaną siostrą , Kiki i przyszywanym tatą , Goldim. Wszyscy należymy do sfory przyjaciół.-Powiedziała Esme. Pokiwałem głową.
-Ja też. Z Mike'm dołączyliśmy tu nie dawno.-Przygryzłem się w język , kiedy wypowiedziałem słowo ,,Mike''. Trochę się o niego martwiłem...
Esme?
-Znasz Mike'a...?-spytałem.
-Nie...-Powiedziała Esme. -A o co chodzi?-dodała.
-To mój brat... Nie widziałem go od rana , a zawsze za mną łazi , nawet gdy tego nie chcę.-Powiedziałem.
-Pomóc ci go szukać Black?-zapytała.
-Sam do mnie przyjdzie. Nie muszę się martwić.-Mruknąłem. -Należysz do jakiejś sfory , czy jesteś bezdomnym psem?-zmieniłem temat.
-Należę , z moją przyszywaną siostrą , Kiki i przyszywanym tatą , Goldim. Wszyscy należymy do sfory przyjaciół.-Powiedziała Esme. Pokiwałem głową.
-Ja też. Z Mike'm dołączyliśmy tu nie dawno.-Przygryzłem się w język , kiedy wypowiedziałem słowo ,,Mike''. Trochę się o niego martwiłem...
Esme?
Etykiety:
Black,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
Przyznam, że trochę mnie uraziło to, że ktoś mógł sobie pomyśleć, że (za
dużo tych "że" xd) moje imię pochodzi z języka rosyjskiego, ale
przecież nie mogłem liczyć na to, że wszyscy nauczą się arabskiego i
języków, którymi ja władam. Suczka wydawała mi się bardzo miła, a mógł
to potwierdzić jej ciepły uśmiech.
- Mówiłaś, że... jesteś Alfą tutejszej sfory? - Spytałem by się upewnić.
- Tak. - Odpowiedziała.
Wtedy to zastanawiałem się czy nie nagiąć trochę własnych zasad i nie dołączyć. Zresztą, co mi szkodzi? Nastała długa chwila ciszy, a ja żeby uniknąć spojrzenia suczki spuściłem wzrok w podłogę i westchnąłem ciężko.
- Czy mógłbym dołączyć? - Spytałem wreszcie nadal nie podnosząc wzroku i nadal wpatrując się bezcelowo w podłogę. Poczułem tylko jak suczka się uśmiecha, jeśli w ogóle można to po kimś poczuć i odpowiedziała:
- Jasne, że tak.
Wtedy to podniosłem wzrok i skinąłem głową z lekką i pewnie wyczuwalną niepewnością.
- Jak długo będę musiał tu leżeć? - Spytałem zmieniając temat.
- O tym zadecyduje Goldi, ale przeczuwam, że trochę to potrwa zanim dojdziesz do zdrowia.
Ja tylko przewróciłem oczami,a na moim psyku pojawił się cień uśmiechu.
- Nikt nie musi o mnie decydować. Jestem samowystarczalny. - Odpowiedziałem.
- Właśnie to widziałam... - Mruknęła suczką z ironią.
Bella?
- Mówiłaś, że... jesteś Alfą tutejszej sfory? - Spytałem by się upewnić.
- Tak. - Odpowiedziała.
Wtedy to zastanawiałem się czy nie nagiąć trochę własnych zasad i nie dołączyć. Zresztą, co mi szkodzi? Nastała długa chwila ciszy, a ja żeby uniknąć spojrzenia suczki spuściłem wzrok w podłogę i westchnąłem ciężko.
- Czy mógłbym dołączyć? - Spytałem wreszcie nadal nie podnosząc wzroku i nadal wpatrując się bezcelowo w podłogę. Poczułem tylko jak suczka się uśmiecha, jeśli w ogóle można to po kimś poczuć i odpowiedziała:
- Jasne, że tak.
Wtedy to podniosłem wzrok i skinąłem głową z lekką i pewnie wyczuwalną niepewnością.
- Jak długo będę musiał tu leżeć? - Spytałem zmieniając temat.
- O tym zadecyduje Goldi, ale przeczuwam, że trochę to potrwa zanim dojdziesz do zdrowia.
Ja tylko przewróciłem oczami,a na moim psyku pojawił się cień uśmiechu.
- Nikt nie musi o mnie decydować. Jestem samowystarczalny. - Odpowiedziałem.
- Właśnie to widziałam... - Mruknęła suczką z ironią.
Bella?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
czwartek, 18 czerwca 2015
Od Kiki do Daisy
Przeciągnęłam się. Oczywiście nikogo już nie było w jaskini. Goldi był w
pracy, a Esme gdzieś poszła. Wytruchtałam z jaskini i udałam się nad
staw. Nie byłam typowym Shiba Inu. Wolałam wyglądać schludnie. Wzięłam
dużą szyszkę z ziemi i zaczęłam czesać moją gęstą i śnieżno-białą
sierść. Trwało to z godzinę, jednak uzyskałam ubłagany efekt. Na dziś
zaplanowałam uszyć dla siebie bluzę. Potrzebowałam najpierw skóry młodej
sarny. Potem będę musiała ją wybielić i pozbierać barwniki. Ruszyłam
przed siebie. Musiałam iść do mojego opiekuna, aby upolował mi to
zwierze. Mimo iż jestem większa od kilku dorosłych psów w naszej sforze
to nie dałabym rady upolować tego zwierzęcia. Ci mniejsi też. To
nielogiczne bowiem aby kamyczek zniszczył ziemię... Zobaczyłam kogoś.
Pojawił się nagle. Nie wiedziałam kim był...
Daisy?
Daisy?
Etykiety:
Kiki,
opowiadania
Od Esme do Blacka
Wstałam powoli z miękkiego legowiska z mchu. Ziewnęłam i przeciągnęłam
się. Usłyszałam jak jakiś dzięcioł za głośno stuka w drzewo.
-Wielkie dzięki za pobudkę-powiedziałam grymaśnie. Wczoraj w nocy chodziłam po lesie i szukałam pewnych roślin. Już teraz wołałam je poznać. Teraz niewyspanie dawało się we znaki. Mój węch nie był zbyt mocny więc byłam zdana na wzrok. Postawiłam intuicję na pierwszym miejscu i po prostu ruszyłam przed siebie. Moje łapki ruszały się bardzo szybko lecz jak wiadomo, nie prędko przeszłam duży kawałem drogi. Dotarłam nad jakiś mały strumyk. Rozejrzałam się dookoła. Cisza, nie ma nikogo. Usiadłam na chwilę aby odpocząć. Drzewa zasłaniały słońce, lecz wiedziałam, że jest już południe.
Wtedy usłyszałam jakby jakaś gałązka pękła pod ciężarem innego psa. Odwróciłam się ze strachem. Z krzaków wyszedł jakiś szczeniak. Spojrzałam na ziemię.
-Kim jesteś?-spytał.
Zerknęłam na niego tylko gdy wypowiedziałam moje imię
-Esme, a ty?-zamerdałam ogonkiem
-Black-odrzekł
Black?
-Wielkie dzięki za pobudkę-powiedziałam grymaśnie. Wczoraj w nocy chodziłam po lesie i szukałam pewnych roślin. Już teraz wołałam je poznać. Teraz niewyspanie dawało się we znaki. Mój węch nie był zbyt mocny więc byłam zdana na wzrok. Postawiłam intuicję na pierwszym miejscu i po prostu ruszyłam przed siebie. Moje łapki ruszały się bardzo szybko lecz jak wiadomo, nie prędko przeszłam duży kawałem drogi. Dotarłam nad jakiś mały strumyk. Rozejrzałam się dookoła. Cisza, nie ma nikogo. Usiadłam na chwilę aby odpocząć. Drzewa zasłaniały słońce, lecz wiedziałam, że jest już południe.
Wtedy usłyszałam jakby jakaś gałązka pękła pod ciężarem innego psa. Odwróciłam się ze strachem. Z krzaków wyszedł jakiś szczeniak. Spojrzałam na ziemię.
-Kim jesteś?-spytał.
Zerknęłam na niego tylko gdy wypowiedziałam moje imię
-Esme, a ty?-zamerdałam ogonkiem
-Black-odrzekł
Black?
Etykiety:
Esme,
opowiadania
Od Belli do Altaïr'a
-Ja jestem Bella.-Uśmiechnęłam się do psa. -Masz rosyjskie imię?-zapytałam. Altaïr spojrzał się na mnie złowrogo.
-Nie.-warknął. Speszyłam się. Nie wiedziałam , co przy nim zrobić.
-To w jakim języku?-Szepnęłam.
-Moje imię z języka arabskiego oznacza ,,ptak''. A nazwisko , ibn La-Ahad , oznacza ,,Syn Nikogo''.-Warknął w moją stronę.
-Przepraszam... Nie znam się na obcych językach...-Mruknęłam. Altaïr spojrzał na mnie z ukosa i chwilę wydawało mi się , że się uśmiechnął.
-Nie szkodzi. Nie każdy zna mój ukochany język.-Powiedział. Kiwnęłam głową.
-Jesteśmy.-Ciszę przerwał Goldi. Staliśmy tuż przed jego jaskinią. Ułożyliśmy tam wygodnie dobermana.
-Goldi , mogę pilnować Altaïr'a?-Zapytałam.
-Jasne. -Odpowiedział z uśmiechem Goldi. -Pójdę lepiej do Daisy poprosić ją , żeby zaopiekowała się Jimmy'm , okej?-zapytał.
-Byłoby fajnie.-Uśmiechnęłam się do cocker spaniela , który błyskawicznie wybiegł z jaskini. Zostałam sama z Altaïr'em.
Altaïr?
-Nie.-warknął. Speszyłam się. Nie wiedziałam , co przy nim zrobić.
-To w jakim języku?-Szepnęłam.
-Moje imię z języka arabskiego oznacza ,,ptak''. A nazwisko , ibn La-Ahad , oznacza ,,Syn Nikogo''.-Warknął w moją stronę.
-Przepraszam... Nie znam się na obcych językach...-Mruknęłam. Altaïr spojrzał na mnie z ukosa i chwilę wydawało mi się , że się uśmiechnął.
-Nie szkodzi. Nie każdy zna mój ukochany język.-Powiedział. Kiwnęłam głową.
-Jesteśmy.-Ciszę przerwał Goldi. Staliśmy tuż przed jego jaskinią. Ułożyliśmy tam wygodnie dobermana.
-Goldi , mogę pilnować Altaïr'a?-Zapytałam.
-Jasne. -Odpowiedział z uśmiechem Goldi. -Pójdę lepiej do Daisy poprosić ją , żeby zaopiekowała się Jimmy'm , okej?-zapytał.
-Byłoby fajnie.-Uśmiechnęłam się do cocker spaniela , który błyskawicznie wybiegł z jaskini. Zostałam sama z Altaïr'em.
Altaïr?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli i Goldiego
Powoli zacząłem się budzić i otwierać oczy... Liczyłem na to, że obudzę
się na ciepłym, nagrzanym piachu, ale ku mojemu zdziwieniu leżałem na
dość szorstkiej skórze jakiegoś większego zwierzęcia. Powoli podniosłem
się przenosząc wzrok na suczkę i psa, którzy stali obok mnie lekko
zdziwieni. Mimo, że było mi ciężko podnieść się zmierzyłem suczkę i psa
dość obojętnym spojrzeniem po czym znów położyłem się na skórach
zaciskając powieki.
- Gdzie jestem? - Spytałem dość słabo licząc na szybko odpowiedź.
- Na terenach mojej sfory. - Odpowiedziała biała suczką, którą powoli zacząłem sobie przypominać. Na słowo "sfora" od razu
rozwarłem oczy i spróbowałem się podnieść. Wiele razy słyszałem o
sforach, ale nigdy nie przyszło mi do żadnej dołączyć. Byłem samotnikiem
od czasu mojego wygnania i trzeba było przyznać, że dalej wiodłem
spokojniejsze i zdecydowanie lepsze życie. Powoli i ostrożnie wstałem
prostując się przy tym unosząc łeb do góry, chociaż ból był jeszcze
mocny.
- Lepiej żebyś jednak odpoczywał. - Odezwał się pies, ale ja nie mogłem pozwolić sobie wtedy na odpoczynek.
- On ma rację. - Dodała suczka kiedy zrobiłem pierwszy krok na przód ignorując ostrzeżenia. Powoli wyszedłem z jaskini, ale kiedy przyspieszyłem by jak najszybciej się oddalić runąłem na ziemię jak długi. Pies i suczka od razu do mnie podbiegli i zaczęli nalegać abym jednak odpoczął i pozwolił żeby czas wyleczył liczne rany. Z trudem zgodziłem się, bo wiedziałem, że w takim stanie nie pociągnę zbyt długo jeśli będę chciał "zwiedzić" miasto. Kiedy wracaliśmy do jaskini tutejszego medyka ja bacznie obserwowałem każdego z osobna. Nie miałem do nich zaufania i szedłem za nimi tylko ze względu na swoje dobro.
- Jak się nazywasz? - Spytała wreszcie dość niepewnie suczka kiedy zauważyła, że ją obserwuję.
- Altaïr. Altaïr ibn La-Ahad. - Odpowiedziałem starając się by zabrzmiało to twardo i pewnie.
Bella? Goldi?
- Gdzie jestem? - Spytałem dość słabo licząc na szybko odpowiedź.
- Na terenach mojej sfory. - Odpowiedziała biała suczką, którą powoli zacząłem sobie przypominać. Na słowo "sfora" od razu
- Lepiej żebyś jednak odpoczywał. - Odezwał się pies, ale ja nie mogłem pozwolić sobie wtedy na odpoczynek.
- On ma rację. - Dodała suczka kiedy zrobiłem pierwszy krok na przód ignorując ostrzeżenia. Powoli wyszedłem z jaskini, ale kiedy przyspieszyłem by jak najszybciej się oddalić runąłem na ziemię jak długi. Pies i suczka od razu do mnie podbiegli i zaczęli nalegać abym jednak odpoczął i pozwolił żeby czas wyleczył liczne rany. Z trudem zgodziłem się, bo wiedziałem, że w takim stanie nie pociągnę zbyt długo jeśli będę chciał "zwiedzić" miasto. Kiedy wracaliśmy do jaskini tutejszego medyka ja bacznie obserwowałem każdego z osobna. Nie miałem do nich zaufania i szedłem za nimi tylko ze względu na swoje dobro.
- Jak się nazywasz? - Spytała wreszcie dość niepewnie suczka kiedy zauważyła, że ją obserwuję.
- Altaïr. Altaïr ibn La-Ahad. - Odpowiedziałem starając się by zabrzmiało to twardo i pewnie.
Bella? Goldi?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Od Hehe do Ragnara
Truchtałam przez las. Lekki wiatr rozwiewał moją sierść. Popatrzyłam w
niebo. Westchnęłam. Nagle przewróciłam się. Nie mrugnęłam nawet okiem, a
zobaczyłam psa. Nasze pyski się stykały.
Ragnar?
Ragnar?
Etykiety:
Hehe,
opowiadania
Od Belli do Altaïr'a i Goldiego
Spojrzałam przerażona na psa. Krwawił. I to okropnie. Stanęłam jak wryta. To na pewno były wilki. Co ja robię?! Podbiegłam do niego.
-Nic ci nie jest?!-Wykrzyknęłam , podbiegając do psa. On przymrużył oczy.
-,,Trzeba wezwać Goldiego , trzeba wezwać Goldiego , trzeba wezwać Goldiego!''-Myślałam na okrągło. Nie wiedziałam co zrobić w tej sytuacji. Pies był za duży , żebym go zaciągnęła do szpitala Goldiego , a co dopiero zanieść go tam! Zawyłam. Ja naprawdę , nie wiedziałam co zrobić! Postanowiłam zaryzykować-pobiegłam po Goldiego.
***
Wróciłam razem z Goldim. Biegliśmy tak szybko jak tylko mogliśmy. Goldi od razu zaczął opatrywać dobermana i potem zaciągnęliśmy go do jaskini Goldiego.
-Myślisz , że z tego wyjdzie?-zapytałam Goldiego.
-Myślę , że tak. Rany były głębokie , ale udało mi się zatamować krew. Mam nadzieję , że wyzdrowieje jak najszybciej. -Pokiwałam na to głową. Wtedy pies zaczął się powoli budzić.
Altaïr? Goldi?
-Nic ci nie jest?!-Wykrzyknęłam , podbiegając do psa. On przymrużył oczy.
-,,Trzeba wezwać Goldiego , trzeba wezwać Goldiego , trzeba wezwać Goldiego!''-Myślałam na okrągło. Nie wiedziałam co zrobić w tej sytuacji. Pies był za duży , żebym go zaciągnęła do szpitala Goldiego , a co dopiero zanieść go tam! Zawyłam. Ja naprawdę , nie wiedziałam co zrobić! Postanowiłam zaryzykować-pobiegłam po Goldiego.
***
Wróciłam razem z Goldim. Biegliśmy tak szybko jak tylko mogliśmy. Goldi od razu zaczął opatrywać dobermana i potem zaciągnęliśmy go do jaskini Goldiego.
-Myślisz , że z tego wyjdzie?-zapytałam Goldiego.
-Myślę , że tak. Rany były głębokie , ale udało mi się zatamować krew. Mam nadzieję , że wyzdrowieje jak najszybciej. -Pokiwałam na to głową. Wtedy pies zaczął się powoli budzić.
Altaïr? Goldi?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Altaïr'a do Belli
Była ciemno... tylko ja i księżyc wschodzący na prawie bezgwieździste i
czarne niebo. Słabe podmuchy wiatru przelatywały po między źdźbłami
trawy i bawiły się liśćmi niektórych z pobliskich drzew rosnących nad
jeziorem. Ja zaś sam leżałem na jednej z gałęzi takich drzew, które
pochylały się nad jeziorem tak bardzo, że z łatwością mogłem dotknąć
łapę nieprzyjaznej i również mrocznej tafli jeziora. Oczy same mi się
zamykały, ale ilekroć spróbowałem je zamknąć od razu
je otwierałem mając wrażenie, że ktoś się na mnie czai. Nie było to
bezpieczne miejsca do odpoczynku. Wreszcie spuściłem łapę pozwalając by
ta wisiała bezwładnie dotykając opuszkami zimnej, ale i czystej wody.
Byłem bardzo głody, bo od kiedy wsiadłem na statek nic nie było mi dane
zjeść, a tu nie spotkałem jeszcze żadnego jelenie tudzież zająca, którym
mógłbym zaspokoić potworny głód. Wtedy wiatr stał się silniejszy, a na
niebie pojawiły się czarne i szarawe chmury, które zakryły księżyc i
spowodowały jeszcze większą ciemność. Wtem coś zagrzmiało w oddali, a ja
w obawie przed deszczem uważnie zszedłem z gałęzi i zeskoczyłem na
ziemię. Deszcz był dla mnie jedną z tych nowości, które niósł ten "nowy
świat". Tym razem usłyszałem głośniejszy huk i to bardzo blisko mnie.
Rzuciłem się przed siebie i wtedy to zaczął padać deszcz. Na początku
był słaby, ale potem przeobraził się w istną ulewę! Czułem, że za chwilę
będę cały mokry, ale to nie było moje największe zmartwienie. Obtarłem
sobie łapy o gałęzie nisko rosnących krzaków powodując, że z moich łap
powoli zaczęła się sączyć krew, a na dodatek słyszałem, że ktoś, a
raczej jacy ktosie biegną za mną. Przeczucie mnie nie myliło... były to
wilki. Stwierdziłem to kiedy usłyszałem wycie za swoimi plecami. Nie
chciałem już uciekać, bo nie leżało to w mojej naturze. Zatrzymałem się
gwałtownie i odwróciłem przodem do ścigających mnie stworzeń. Już po
chwili z mroku wyskoczyły cztery wilki. Dwa czarne, jeden szary, a drugi
schowany w cieniu przypominał mi brązowego. Warknąłem na jednego z nich
ostro, a ten odpowiedział mi głośniej. Powoli zaczęliśmy wokół siebie
krążyć. Ja na cztery wściekłe wilki, które chyba wyczuły zapach mojej
krwi, która nadal ciekła z poranionych łap. Wilki wpatrywały się w nią
łakomie, aż wreszcie rzuciłem się na tego szarego i z wściekłością
wgryzłem się mu w jego szyję. Wilk pisnął słabo i osunął się na ziemię
jakby stracił oddech. Kiedy go puściłem z szyi wytrysnęła strumieniem
krew tworząc dużą kałużę. Reszta wilków wpatrywała się we mnie z
przerażeniem, a kiedy tylko warknąłem dwa czarne wilki uciekły w
popłochu. Został tylko ten brązowy. Najodważniejszy z czwórki. Bez
dłuższych namyśleń rzucił się na mnie z taką wściekłością jak ja na jego
kompana i wgryzł mi się jak kleszcz w kark. Powoli zaciskał na mnie
swoje zęby warcząc przy tym. Ja zacząłem się rzucać, ale tan zbyt mocno
się trzymał mojego karku. Wreszcie w ostatniej chwili zacząłem biec z
napastnikiem w stronę jednego z drzew. Zacząłem uderzać o nie plecami do
czasu kiedy brązowy wilk nie odpuścił. Puścił mnie wreszcie i również
upadł na ziemię jakby był już nie żywy. Ja dysząc ciężko po stoczonej
walce kulejąc lekko odwróciłem się, ale kiedy chciałem zrobić krok
upadłem. Mimo to nie poddawałem się i podjąłem kolejne próby. Powoli
czołgałem się przez las, aż wreszcie moim oczom ukazała się jaskinia.
Chciałem się do niej doczołgać, ale nie miałem na tyle siły. Położyłem
łeb na ziemi, która już bardziej zaczęła przypominać błoto, ale wtedy
usłyszałem czyjeś kroki. Niepewnie otworzyłem oczy i ujrzałem jakąś
białą suczkę.
Bella?
Bella?
Etykiety:
Altaïr,
opowiadania
Nowy pies!!!
Imię: Octavius
Głos: KONGOS ,,I'm Only Joking''
Rasa: Jamnik Długowłosy
Wiek: 4 lata
Płeć: Samiec
Stanowisko:Nauczyciel Szczeniąt
Rodzina: ---
Partner: Podoba mu się Daisy
Młode: ---
Charakter:est odważny, lecz bez nadmiaru. Zimny i suchy. Czasami ironiczny. Zawsze doszukuje się sprawiedliwości. Mówi prawdę, czasami bolesną, ale prawdę. Zawsze obroni kogoś na kim mu zależy i słabszego. Swoje cele próbuje osiągnąć. Nie okazuje uczuć. Chodzi własnymi ścieżkami. Jednak pod grubą zimną warstwą kryje się miły, pełen czułości i wrażliwy pies
Historia: Panowała burza. Jechał gdzieś samochodem ze swoją rodziną. Wtedy samochód zatrzymał się. Ludzie otworzyli drzwi i wyrzucili go na zewnątrz. Został sam. Potem trafił tutaj.
Właściciel: Bere Bere
Etykiety:
Informacje,
nowy członek,
Octavius
Od Belli do Zay'a
Ja jeszcze nie spałam. Poszłam do jaskini Zay'a.
-Zay...?-zapytałam.
-Bella? Co cię tu sprowadza?-zapytał chart.
-Lubisz Daisy?-zapytałam. Z jaskini wyłowił się potężny chart.
-Jasne! Jest fajna!-krzyknął. Uśmiechnęłam się.
-Spędzisz z nią kilka dni? Proszę! Daisy potrzebuje mieć samca u boku...-Powiedziałam.
Zay?
-Zay...?-zapytałam.
-Bella? Co cię tu sprowadza?-zapytał chart.
-Lubisz Daisy?-zapytałam. Z jaskini wyłowił się potężny chart.
-Jasne! Jest fajna!-krzyknął. Uśmiechnęłam się.
-Spędzisz z nią kilka dni? Proszę! Daisy potrzebuje mieć samca u boku...-Powiedziałam.
Zay?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Nowa beta!!!
Powitajmy nową betę w naszej sforze-zostaje nią Daisy!!! Gratulujemy!!!
Etykiety:
Daisy,
Informacje
Od Daisy do Belli
-Betą,powiadasz?-spytałam.
-Betą. Taką alfą ale niższą...-Bella spojrzała się na mnie.
-No...tak!
Zay spojrzał mi głęboko w oczy. Były tak brązowe...
Doszliśmy do sfory. Goldi od razu podbiegł do Beli i pomógł jej ,,Syropo-wywarem wykrztuśnym". Pomogło. Magia...
-Bella!-podbiegł Jimmy i wtulił się w jej białe futro. Jakie to słodkie.
Zjedliśmy kolację. Bella zaprosiła mnie do swojej jaskini.
-A więc.-zaczęła Bella rozsiadając się na swojej kanapie-możesz być betą.
-Wiem,bo sama mi to zaproponowałaś...
-Tak. Jako nowa beta dostajesz nową,większą jaskinię od tej co aktualnie masz. Dostajesz dużo pokoi a nie jeden pokój co masz teraz...masz jeden pokój składający się z kuchni,sypialni,salonu i łazienki. Teraz każdy pokój masz oddzielnie. I swój własny ogród.
Popatrzyłam na nią. Uśmiechała się. Jimmy poszedł już spać.OGRÓD! Dostanę własny ogród!
-Ale wiesz,że jako beta możesz mieć partnera? A co do tego-ktoś ze sfory wpadł ci w oko?-spytała mnie Bella przewiercając moje myśli na wylot.
-Czy ja wiem?
-Ostatnio dużo rozmawiasz z Zayem.
-Może...ale on mnie chyba tylko lubi...
-Nie wiem muszę z nim pogadać...
Po dwugodzinnej rozmowie Bella zaprowadziła mnie do mojego nowego domu. Piękny. Oprowadziła mnie po nim i wyszła. Ja padłam na twarz i zasnęłam...
Bella?
-Betą. Taką alfą ale niższą...-Bella spojrzała się na mnie.
-No...tak!
Zay spojrzał mi głęboko w oczy. Były tak brązowe...
Doszliśmy do sfory. Goldi od razu podbiegł do Beli i pomógł jej ,,Syropo-wywarem wykrztuśnym". Pomogło. Magia...
-Bella!-podbiegł Jimmy i wtulił się w jej białe futro. Jakie to słodkie.
Zjedliśmy kolację. Bella zaprosiła mnie do swojej jaskini.
-A więc.-zaczęła Bella rozsiadając się na swojej kanapie-możesz być betą.
-Wiem,bo sama mi to zaproponowałaś...
-Tak. Jako nowa beta dostajesz nową,większą jaskinię od tej co aktualnie masz. Dostajesz dużo pokoi a nie jeden pokój co masz teraz...masz jeden pokój składający się z kuchni,sypialni,salonu i łazienki. Teraz każdy pokój masz oddzielnie. I swój własny ogród.
Popatrzyłam na nią. Uśmiechała się. Jimmy poszedł już spać.OGRÓD! Dostanę własny ogród!
-Ale wiesz,że jako beta możesz mieć partnera? A co do tego-ktoś ze sfory wpadł ci w oko?-spytała mnie Bella przewiercając moje myśli na wylot.
-Czy ja wiem?
-Ostatnio dużo rozmawiasz z Zayem.
-Może...ale on mnie chyba tylko lubi...
-Nie wiem muszę z nim pogadać...
Po dwugodzinnej rozmowie Bella zaprowadziła mnie do mojego nowego domu. Piękny. Oprowadziła mnie po nim i wyszła. Ja padłam na twarz i zasnęłam...
Bella?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Nowy pies!!!

Imię: Altaïr ibn La-Ahad (Imię Altaïr można tłumaczyć jako "ptak",ale często można spotkać się z formą "orzeł" czy "jastrząb" i "sokół",nazwisko zaś można tłumaczyć jako "Syn Nikogo",a to wszystko z języka arabskiego, który Altaïr kocha nad życie .)
Głos: Ashes Remain ,,On My Own''
Rasa: Czysty Doberman
Wiek: 3 lata
Płeć: Pff...Jasne, że pies!
Stanowisko: Czy można by było dodać stanowisko morderca?
Rodzina: Matka - Mari (Zmarła bardzo szybko i Altaïr nie zdążył jej poznać, ale z opowiadań Al Mualima dowiedział się, że była najpiękniejszą suczką ze wszystkich i zawsze się uśmiechała.)
Ojciec - Abbasa ( Go też nie zdążył poznać, a kiedy pytał Al Mualima o ojca ten nigdy nie odpowiadał lub zmieniał temat często kłamiąc.)
Rodzeństwo:
Najstarszy brat [Pierwszy Miot] - Anubis
Starszy brat [Pierwszy miot] - Ra
Starszy brat - Ramzes [Pierwszy miot]
Starszy brat - Portos [Drugi miot]
Starszy brat - Aramis [Drugi miot]
Starszy brat - Atos [Drugi miot]
Starszy brat - Isztar [Trzeci miot]
Młodszy brat - Sombra [Trzeci miot]
Młodsza siostra - Lajana [Trzeci miot]
Nauczyciel - Al Mualim (Najlepszy nauczyciel i "mentor".)
Najlepszy przyjaciel - El Chupacabra (Syn Al Mualima i pies, który był dla Altaïr'a jak brat.)
Partner: "اليوم ، الحب نكران الذات أمر نادر الحدوث ، وحتى أكثر ندرة هو المتبادل ..."("Dzisiaj rzadkością jest miłość bezinteresowna,a jeszcze rzadsza z wzajemnością...")
Młode: Nie widzi się w roli ojca...
Charakter: Altaïr...raczej niepozorny i tajemniczy pies okryty zawsze tak zwaną "peleryną niewidką".Nigdy nie wiesz kiedy odejdzie,a kiedy jeszcze znów się pojawi...nieprzewidywalny,nieobliczalny,a także często bezlitosny jak na swoją naturę przystało.Mimo,że kiedy spojrzy się mu w oczy wygląda dość niewinnie to w środku jego jest zupełnie inaczej.Nie jest jednak jednym z tych psów kochających zabijanie i ból swojego przeciwnika...mu wystarczy tylko zwycięstwo i szczerze mówiąc nie przepada za skracaniem komuś życia dopóki ten ktoś nie zajdzie mu wystarczająco za skórę.Mówi płynnie w dokładnie trzech językach - Po francusku,polsku,a przede wszystkim po arabsku.Tak w ogóle to bardzo szybko się uczy,a jest w stanie nauczyć się nawet od własnego przeciwnika bez jego świadomości o tej lekcji.Ambitny...jeśli można w ogóle tak opisać psa.Zawsze dąży do wyznaczonego celu i za nic w świecie nie zszedł by z kursu do niego.W parze z zdolnością szybkiego uczenia się idzie również niesamowita odwaga bardzo istotna u psów jego rasy.Nie jest specjalnie hałaśliwy...należy raczej do tych cichych i oszczędnych w słowach,chociaż nie zawsze.W niektórych przypadkach umie stać się nawet bardzo gadatliwy.Odzywa się tylko wtedy kiedy wie,że trzeba,a każde wypowiedziane słowo ma dla niego wielkie znaczenie.Zawsze zastanowi się z sto razy zanim coś wypowie.Nigdy nie robi niczego bezmyślnie.Zawsze najpierw planuje,a dopiero się odzywa czy robi.Agresja nie jest jedną z jego najsilniejszych cech co może trochę zdziwić...atakuje tylko wtedy kiedy sam się o to domagasz,a potem już nie okaże litości.Mimo,że jest psem młodym i może wydawać się jeszcze naiwny to tak naprawdę wykazuje się wielką inteligencją którą w spokoju można nazwać mądrością.Jednak nigdy się nie wymądrza i wbrew pozorom stara się szanować czyjeś zdanie,chociaż przywykł raczej do samotnych decyzji.Nie należy do psów specjalnie mściwych,ale do uległych też nie można go przepisać...często bywa po prostu pamiętliwy i zawsze gotów chować urazę przez lata by w końcu zaatakować ofiarę.Każda taka zemsta jest bardzo dobrze dopracowana i zazwyczaj udana.Nie umie pogodzić się z przegraną i zawsze robi wszystko by znów wygrać i zająć dawne miejsce w randze zwycięzców.Nie odpuszcza tak łatwo...pff...on w ogóle nie odpuszcza!Dla wrogów często agresywny jak i oschły...wolałby oddać własne życie
Czasem jest takim "Marzycielem"...no,ale bez przesady.Można sobie przecież pomarzyć o lepszym życiu,prawda?Kiedy wie,że ktoś jest od niego mądrzejszy w tej i w tej sprawie nie sprzecza się...słucha.Stara się zawsze mówić prawdę i kłamie tylko w nadzwyczajnych przypadkach i by kogoś od czegoś uchronić.Niestety przyszło mu bardzo dużo kłamać.Jest bardzo waleczny...zawsze gotów do walki i przygotowany na wszystko.Jednym z jego ulubionych zajęć jest właśnie włóczenie się po mieście czy po lesie.Bardzo dobrze wychodzi mu również sztuka wspinania się na drzewa.Często bywa raczej tym poważnym na którego uśmiech trzeba sobie zasłużyć.Kiedy nie ma z czego się śmiać to się nie śmieje...no chyba,że czasem pośmieje się,ale nie będzie to szczere.Ma wiele zalet,ale jeszcze więcej cech które Ty możesz nazwać wadami...dla niego to co złe jest właśnie dobre.Trudno się z nim dogadać bo posiada niewiarygodną niechęć do kompromisów.Wkurzające,prawda?Jest psem bardzo zwinnym i gibkim co pozwala mu na wykonywanie przeróżnych akrobacji,ale nie sztuczek czy komend!Gardzi nimi,bo w życiu nie zrobił by czegoś dla uciechy ludzi!Był,jest i zawsze będzie niezależny.Raczej pies bezinteresowny...nie żąda za pomoc nawet prostego słowa "dziękuję"...i tak te słowo zdaje się mu bardzo dziecinne i stworzone tylko dla typowych "grzecznych pupili".Nie wieży w takie coś jak los czy może fart...tylko słabi w to wierzą,bo nawet życie to jedna wielka gra.Pragnie władzy...kiedy w jednym z gangów został zdegradowany do normalnego wojownika przysiągł sobie,że zawsze będzie dawał z siebie wszystko.Nie jest tym dumnym i zarozumiałym psem...ale nie korzy się.Zachowuje trochę honoru.Czasem może wydawać się takim "g**niarzem",wkurzającym psem...no,ale nie zamierza się zmieniać.Mu to leży gdy ktoś na niego narzeka...ma to ładnie mówiąc w nosie co inni o nim myślą.Może teraz coś o jego nastawieniu do miłości?No...trzeba mu przyznać,że jest szarmancki,a dla suczek jest prawdziwym dżentelmenem.Chyba tylko dla suczek umie być kulturalny i miły...no,ale bez przesady!Ta kultura ma jakieś swoje granice.Jednak nie chce zobowiązań...chce być wolny i zachować "skrzydła"...to musi być coś nadzwyczajnego by przyjął inną postawę.Już od najmłodszego był wychowywany na jednego z najlepszych wojowników,a jego nauczyciel pokładał w nim wielkie nadzieje.No cóż...nie mylił się...Altaïr naprawdę ma do tego talent.Kiedy Altaïr chciał się poddać Al Mualim zawsze mu mówił - "Każdy ma w oczach ukryte swoje uczucia...kiedy patrzę w oczy każdemu z psów widzę tylko chęć bycia najlepszym...dobra cecha,ale u ciebie widzę co innego.Twoje oczy lśnią najjaśniej,a widzę w nich wiele dobrego...nie spoczywaj na laurach tak jak zrobili już to inni.Ty masz być najjaśniejszą gwiazda która potrafi każdemu wskazać dobrą drogę (...)."
Doskonale zna swoją wartość i wartość innych,a sam nigdy się nie wywyższa,bo uważa siebie za tylko małe ziarnko piasku na ogromnej plaży.Zawsze powtarza,że wszyscy jesteśmy tacy sami tylko,że boimy się do siebie przyznać.Altaïr posiada odwagę...ale nie taką,że umie stawić się nawet przed większym psem.To zupełnie inny rodzaj odwagi...on nie boi się mówić tego co naprawdę czuje i wyrażać własnego zdania.No mimo,że wydaje się jednym z najtwardszych psów w sforze to nie można zapomnieć,że on też posiada serce,a niektóre słowa choć niewidocznie mogą go zranić i boleć bardziej niż jakikolwiek ból fizyczny.Nie umie patrzeć na cierpienie niewinnego...chociaż sam w przeszłości zabijał właśnie takie psy na każde zlecenie swojego przywódcy.Umie wpaść w niewyobrażalną furię kiedy ktoś z nie warzy jego rodzinę,a wtedy trudno już u niego o litość którą i tak rzadko okazuje.Nie należy ani do optymistów,ani do pesymistów...po prostu nie cieszy się przesadnie życiem,ani też przesadnie się z niego nie smuci.Wie tylko,że w swoim życiu ma jeszcze wiele do zrobienia i do zobaczenia,a upragniony cel jeszcze bardzo daleko na horyzoncie czeka na niego.
Doskonale go zna...nie tak jak inne psy które czekają na los którego nawet nie ma...nie ma takiego czegoś jak los czy fart.Wszyscy działamy na własne konto i w przyszłości jeszcze będzie z tego rozliczany!Można powiedzieć,że "zna się na ludziach" i z czyjegoś spojrzenia umie wyczytać wszystkie emocje...strach,złość i pewność siebie.Życie wiele go nauczyło...a przede wszystkim tego,że z biegiem czasu sam przekonujesz się jakim sam jesteś potworem i do jakich rzeczy zdolny jesteś Ty i Twoje otoczenie i przyjaciela którzy mogą okazać się nawet najgorszymi wrogami.Kolejna głowa zwieszona w dół i kolejne łzy...dziś nikt tym się już nie przejmuje.Świat jest bezlitosny,a Altaïr doskonale się do tego przystosował,chociaż w głębi duszy pragnie pokoju to na zewnątrz jest nieobliczalnym wojownikiem własnego życia walczącym zawsze do końca.Nie jest typem psa który poddaje się już na pierwszej przeszkodzie,bo druga na pewno będzie wymagać większej pewności siebie,a tego u niego nie brakuje.Często jego postawa wywołuje wielkie zdziwienie,a większość uważa go za zwykłego głupca...pff...nic się nie stało.Szczery...no...nie można powiedzieć,że jest tam od razu szczery do bólu,bo kiedy wie,że prawda może zaboleć po prostu siedzi cicho.Jest konsekwentny i zawsze gotów ponieść ostrość kary za swoje czyny czy słowa...nie ucieka przed tym,bo nie jest tchórzem za którego bardzo wielu go uważało!Potrafi być wyjątkowo chamski i brutalny w stosunku do wrogów,ale kiedy zabije...wini samego siebie...chyba sam nawet o tym nie wie,bo długie miesiące mordowania niewinnych zmieniły jego duszę która dziś nie ma już nic do gadania.Dawno uciszył sumienie które dziś umie tylko szeptać i błagać by znów wrócił na tą jasną drogę...nie udało się przez trzy lata.Już jako szczeniak zmuszany do zabijania...zmieniło to jego psychikę,a chęć zabaw zmieniła się w chęć mordowania.Spie***ne dzieciństwo,prawda?Udało mu się chociaż trochę to odbudować i naprawić,ale tylko trochę.Jeśli doczytałeś/aś aż do tego momentu to wielki szacun!Bo zresztą kogo obchodzi taki pies jak Altaïr...nic tam specjalnego.Zawsze wierzy,że nie ma sytuacji niemożliwych,a na tym świecie nie ma nic prawdziwego...no,ale wszystko jest dozwolone i sami wyznaczamy granice których chcemy się trzymać.Ha!Dla tego psa nie ma granic i nigdy nie próbował nawet ich wyznaczać!No,bo po co?Na pewno nie są mu potrzebne do szczęście....nie musisz się martwić.Nie odnalazł jeszcze sensu w zawieraniu przyjaźni...kiedyś będziesz musiał tą osobę pożegnać,a to będzie sprawiać Ci nieopisany ból.W własnego doświadczenia wie,że czasem można...przywiązać się do kogoś i myśleć,że tak już będzie zawsze,ale to...o tym decyduje ktoś inny.Ta wyższa siła w każdej chwili może zabrać Ci każdego,a potem możesz sobie tego nie wybaczyć.Jak już było wspomniane sam tego doświadczył,a w samym środku bardzo cierpi z tego powodu.Ma w sercu cierń który bardzo trudno wyjąć.Może nawet sam nie wie o tym...Wierzy w własną siłę i dziś nie potrzebuje już żadnej pomocy.Pff...i tak nikt nigdy nie chciał mu jej okazać i dziś nie zamierza jej od nikogo przyjąć!Jest tylko jedno...jest szlachetnym psem i mimo to,że jest dość zimny nie pozwoliłby by ktoś obcy zrobił krzywdę jakiemuś psu czy suczce ze sfory.Do końca będzie bronił sfory i ich członków i nikt,ani nic mu w tym nie przeszkodzi!Wystarczy,czy napisać może więcej?Hmm...a!Altaïra nigdy nie da opisać się do końca,bo zawsze,ale to zawsze zostaną jakieś niedociągnięcia czy błędy.Nie dość,że jest doskonałym aktorem to często bywa zmienny.Za dużo tu jego zalet,wad i innych rzeczy by je tu opisać.Spokojnie mogłabym o nim napisać książkę...oczywiście książkę na trzy tomy gdzie opisałabym spokojnie wszystkie jego umiejętności i cały charakter.Tak,trzeba się bardzo natrudzić by rozczytać go do samego końca,a ci co próbowali powiedzieli,że to niemożliwe...i niech lepiej tak zostanie.Al zawsze ma przy sobie swoje "skrzydła" które pod czas biegu odrywają się i pozwalają mu wzbijać się ponad ziemię,ale kiedy...te "skrzydła" odsłonią rany po bokach znów upada na ziemię i wraca do rzeczywistości...kocha latać,a ta metafora to jedyne co ma...
Dorastał pod skrzydłami bardzo mądrego psa, ale nikomu nie udało się zakleić tę pustkę w środku. Altaïr sam dziś nie pamięta czemu czasem odczuwa smutek... wie tylko, że w przeszłości coś mu odebrano. Coś mu wyrwano z serca. Jak już było powiedziane : "Ukrywa swoje uczucia". Nienawidzi gdy ktoś próbuje się dopatrzeć w nim radości lub złości. Zawsze stara się być zimny, a kiedy go za bardzo naciskasz to oczywiście zaatakuje i nie będzie znał litości. Każda sytuacja potrafi go zmienić, bo ma dość elastyczny charakter, jednak co dziwne, pozostaje zawsze taki sam...
Historia: Z opowiadań Al Mualima dowiedział się,że urodził się na polanie w lesie,a jego matce towarzyszył wtedy sam Al Mualim.Ojciec umarł trzy dni przed porodem...w mieście szerzyła się choroba żołądka która zabijała nie tylko ludzi,ale i też psy.Kiedy urodził się Altaïr nad psami zaczął krążył orzeł.Al Mualim zlecił suczce by nazwała swojego syna imieniem tego ptaka,a że był Arabem przetłumaczył ptak na język arabski.Suczka zgodziła się,ale kiedy nadała imiona trójce starszych braci Altaïra niespodziewanie zmarła.Al Mualim sądził,że na tą samą chorobę co ojciec.Zabrał nowo narodzone szczeniaki w góry...do ruin starego zamku gdzie był jego dom.Al Mualim zbierał tam osierocone szczeniaki z ulicy i trenował je...był to bardzo mądry pies u którego rozwinął się zaskakujący zmysł pamiętliwości.Nieopodal było opuszczone miasteczko które zamieszkiwały tylko psy,a w wyszczególnieniu liczna sfora.Ponoć alfa tej sfory zrobił coś strasznego,a Al Mualim chciał tylko zemsty.Szkolił młode psy do walki z sforą...w Altaïrze pokładał największe nadzieje i wierzył,że w przyszłości wzleci nad wszystkich.I tak też się stało...kiedy osiągnął rok został dowódcą jednego z tak zwanych "poligonów". Wzbudziło to zazdrość u dorosłych psów które czaiły się na te stanowisko.Pierwsza misja młodego dowódcy polegała na tym by udał się ze swoimi psami do miasta i przyniósł mu pięciu martwych wojowników z sfory.Altaïr zgodził się,bo ćwiczył mordowanie już od najmłodszego.Pobiegł razem z swoimi ośmioma psami do miasta,a tam od razu zabił swoje pierwsze ofiary.Mówili,że jest mistrzem w tej drastycznej sztuce...szybko udało mu się wykonać zadanie i przynieść martwych wojowników do Al Mualima.Ten pochwalił podopiecznego i nazwał nawet swoim synem.To wzbudziło jeszcze większą zazdrość wśród psów które zaczęły spiskować przeciw młodemu dowódcy.Po roku kiedy Altaïr ukończył dwa lata miał wybrać się na misję do sfory z celem zabicia alfy.Mimo,że spiskowcy chcieli iść z nim on zdecydował,że pójdzie sam.Pod osłoną nocy udał się do miasta i zaczął szukać miejsca pobytu alfy.Okazało się,że mieszka razem z swoją partnerką i trójką szczeniaków w jednym z opuszczonych,drewnianych domów.Wszedł do środka przez uchylone drzwi,a kiedy podniósł łapę by zadać ostateczny cios usłyszał cichy pisk szczeniaków,a zaraz potem w drzwiach stanął jeden z psów z klanu.Kazał go zabić,ale Altaïr nie mógł.Wtedy pies postanowił sam to zrobić.Wskoczył z wściekłością na alfę i wbił się kłami w szyję.Wtedy Altaïr wpadł w nieopisaną furię.Naskoczył na psa i zabił go tak jak on alfę...wtedy jego partnerka obudziła się i chociaż Altaïr próbował wszystko wyjaśniać...na próżno.Uciekł licząc,że nikt się o niczym nie dowie,ale niestety....był to spisek.Al Mualim czekał już na niego przed ruinami i bez wyjaśnień zdegradował go na normalnego mordercę.Potem wytoczył się tylko "proces" na dziedzińcu...karą za zabójstwo członka klanu była śmierć której zresztą wszyscy się domagali,ale Al Mualim nie miał serce by zabić "syna". Postanowił go więc wygnać i przysiągł,że jeśli tu wróci zostanie zabity.Altaïr uciekł,ale czy kończy się na tym jego historia?O,nie,nie...to dopiero jej początek!Pies wędrował samotnie po świecie,aż dotarł do miasta zamieszkiwanego przez normalnych ludzi.Nigdy ich nie widział,ale już na samym początku nie zrobili na nim dobrego wrażenia.Na ulicy spotkał Ramona...zwykłego,biednego człowieka siedzącego pod ścianą jednego z budynków.Altaïrowi bardzo przypadł do gustu i chociaż Ramon go odpędzał on wciąż do niego przychodził.Stali się przyjaciółmi...Altaïr zarabiał dla człowieka wykonując różna akrobacje których nauczył się od Al Mualima.Ludzie wprost bili się by zobaczyć występ dobermana.Pewnego jednak dnia wszystko się zmieniło...Ramon zamiast jak zawsze rano poklepać po głowie psa wziął go na linę i wrzucił do jakiegoś obcego auta które prowadził człowiek w kapturze. Jechali dość długo,aż wreszcie zatrzymali się przed garażem...tak...były to walki psów.Akurat dla Altaïra nie był to większy problem,ale nie chciał wracać do zabijania.Wystawił psa na walkę z jakimś psem jego rasy...gra toczyła się o pięć stów więc Ramon uciekł się do kantu.Podszedł na uboczu do Altaïra z strzykawką i wstrzyknął mu jakiś płyn po którym psu zaczęło odbijać.Rzucił się na przeciwnika nieświadomy tego co robi i zabił go...środek przestał działać dopiero po pięciu godzinach kiedy Altaïr zdążył wygrać już trzy walki.Ramon zadowolony z wygranej wrócił do domu i tak toczyło się to przez rok tylko,że doberman dał człowiekowi wyraźnie do zrozumienia,że nie da już sobie niczego wstrzyknąć.Z biegiem czasu polubił nawet walki i chętnie na nie chodził.Pewnego zaś lata po południu garaż znalazła policja...wszyscy rzucili się do ucieczki...złapano Ramona,a Altaïrowi z trudem udało się uciec do lasu razem z przyjacielem...mieszańcem Owczarka Szwajcarskiego - Figaro.Na walkach zdążył zaprzyjaźnić się z psem i opowiedzieć mu całą swoją historię.Figaro pochodził właśnie z tego miasta i urodził się na ulicy więc z ciekawością wysłuchiwał każdego opowiadania Altaïra,chociaż słabo wierzył w niektóre z przygód.Mimo,że Figaro był psem raczej łagodnej natury przypadł do gustu Altaïrowi.Razem dużo czasu spędzili na ulicy obracając się wśród innych psów.Wędrowali tak,aż wreszcie dotarli do portu.Figaro zaproponował by wypłynęli jutro rano w poszukiwaniu przygód,ale Altaïr nie był do końca pewien czy tego chce.Kiedy nastał ranek przypłynął statek,ale kiedy Figaro zamierzał na niego wskoczyć zauważył,że jego towarzysz nie ma na to zamiaru.Doberman wyjaśnił mu wszystko,a ten zrozumiał...pożegnanie nie obyło się bez uścisków i łez.Potem Figaro wskoczył na statek i tyle go Altaïr widział...często przychodził do tego portu wspominając,aż wreszcie sam uznał,że też musi poukładać sobie życie.Nazajutrz również wskoczył do jednego z małych statków licząc,że ten zabierze go w lepsze życie. Przyrzekł sobie zapomnieć o poprzednim życiu i zacząć je od nowa. Wydarzenia z ubiegłych lat nie są już dla niego aktualne i dziś nie potrzebuje już wspomnień. Przybił to portu po dniu podróży,a kiedy wysiadał o mało nie został złapany.Uciekł w les...kiedyś Figaro opowiadał mu o sforach...pies chciał właśnie do jednej z nich dołączyć.Dalej chyba sami wiecie co się stało...
Właściciel: Libra. , JULKAR
Etykiety:
Altaïr,
Informacje,
nowy członek
środa, 17 czerwca 2015
Od Belli do Daisy i Zaya
Nie mogłam złapać tchu. Cały czas kaszlałam. W dodatku byłam cała mokra , czego nie lubię... Od razu przybiegł Zay.
-O jeju! Bella! Nic ci nie jest?!-Zawył. Uśmiechnęłam się do niego.
-Nie spokojnie... Daisy mnie uratowała...-Spojrzałam na jamniczkę i obie się uśmiechnęłyśmy.
-Pomóc ci? -Zapytał Zay.
-Pomoc by się przydała... Jestem wyczerpana od ciągłego machania łapkami... Pomożecie mi dojść?-zapytałam. Oboje kiwnęli głowami , pomogli mi wstać i tworząc mi podporę ruszyliśmy do sfory. Po drodze zapytałam się Daisy:
-Daisy... Chcesz zostać betą sfory...?-zapytałam.
Daisy? Zay?
-O jeju! Bella! Nic ci nie jest?!-Zawył. Uśmiechnęłam się do niego.
-Nie spokojnie... Daisy mnie uratowała...-Spojrzałam na jamniczkę i obie się uśmiechnęłyśmy.
-Pomóc ci? -Zapytał Zay.
-Pomoc by się przydała... Jestem wyczerpana od ciągłego machania łapkami... Pomożecie mi dojść?-zapytałam. Oboje kiwnęli głowami , pomogli mi wstać i tworząc mi podporę ruszyliśmy do sfory. Po drodze zapytałam się Daisy:
-Daisy... Chcesz zostać betą sfory...?-zapytałam.
Daisy? Zay?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Daisy do Belli i Zay'a
Fajnie,że mam takich przyjaciół w sforze. Tyle rzeczy
robiliśmy-poszłyśmy na polowanie z Hehe i pościgaliśmy się z Zayem. Z
nim nie miałam szans...
-Ale się zmęczyłam-powiedziałam do Zaya. Zay uśmiechnął się do mnie.
-Ale jak na dziewczynę,to dobra jesteś...
-Dzięki-zarumieniłam się.
Gdy wróciliśmy do sfory to kogoś mi brakowało.
-Jimmy!!!-wpadłam do jaskini Belli.
-Co?-spytał Jimmy.
-Gdzie Bella??
-Poszła pływać-odparł Jimmy. Przypomniałam sobie, jak Bella mi mówiła,że nie za bardzo umie pływać...
Najszybciej jak tylko umiałam biegłam co sił w moich krótkich nóżkach do Jeziora. Miałam rację-Bella niezdarnie machała łapkami.
-DAISY-gul,gul-ratuj...khe khe..szybko!!!!!
Wpadłam do wody i zaczęłam ją holować do brzegu.
-Oh,Daisy-przerwa na zaczerpnięcie powietrza i wyplucia wody z płuc-dziękuję. Jesteś wielka...
Bella? Zay?
-Ale się zmęczyłam-powiedziałam do Zaya. Zay uśmiechnął się do mnie.
-Ale jak na dziewczynę,to dobra jesteś...
-Dzięki-zarumieniłam się.
Gdy wróciliśmy do sfory to kogoś mi brakowało.
-Jimmy!!!-wpadłam do jaskini Belli.
-Co?-spytał Jimmy.
-Gdzie Bella??
-Poszła pływać-odparł Jimmy. Przypomniałam sobie, jak Bella mi mówiła,że nie za bardzo umie pływać...
Najszybciej jak tylko umiałam biegłam co sił w moich krótkich nóżkach do Jeziora. Miałam rację-Bella niezdarnie machała łapkami.
-DAISY-gul,gul-ratuj...khe khe..szybko!!!!!
Wpadłam do wody i zaczęłam ją holować do brzegu.
-Oh,Daisy-przerwa na zaczerpnięcie powietrza i wyplucia wody z płuc-dziękuję. Jesteś wielka...
Bella? Zay?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
wtorek, 16 czerwca 2015
Od Belli do Daisy
Daisy w sforze poszła razem z Zayem i Hehe do siedziby sfory. Westchnęłam i lekko się uśmiechnęłam. Daisy chyba została moją najlepszą przyjaciółką... Ruszyłam do jeziora. Chciałam się ochłodzić i wykąpać. Weszłam do wody i zaczęłam pływać. Woda była trochę nagrzana , ale i tak było bosko w gorący dzień. Nie wiem co mi wpadło do głowy... Ale popłynęłam za daleko... i zaczęłam się topić...
Daisy? Ratuj!
Daisy? Ratuj!
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Daisy do Belli
-Bella...
-Co?
-Wiesz,ślepa byłam,że nie widziałam,że przyjaciółkę już mam. I to najwspanialszą jaką można sobie wyobrazić...
-Miło -Bella uśmiechnęła się-ty też jesteś fajna.
Uśmiechnęłam się.
-Wiesz,że coś mam?
-Co?-Wyjęłam zza siebie martwego bażanta.-Uuuu. Sama?
-Pewnie. Obiadu nie mamy a sfora sama się nie nakarmi...
Zauważyłam Zaya i Hehe. Biegnęli w naszą stronę.
-Hej,Daisy!-krzyknął Zay.
-Hej. Szukaliśmy Cię po całych terenach.Mój niezawodny węch tropiciela nas tu zaprowadził.-dodała Hehe. Usiedli obok nas.
-Martwiliśmy się o Ciebie. Bella zaangażowała w poszukiwania całą sforę-powiedział Zay.
Spojrzałam w stronę Belli. Ta uśmiechnęła się do mnie i wszyscy we czwórkę wróciliśmy do sfory.
Bella?
-Co?
-Wiesz,ślepa byłam,że nie widziałam,że przyjaciółkę już mam. I to najwspanialszą jaką można sobie wyobrazić...
-Miło -Bella uśmiechnęła się-ty też jesteś fajna.
Uśmiechnęłam się.
-Wiesz,że coś mam?
-Co?-Wyjęłam zza siebie martwego bażanta.-Uuuu. Sama?
-Pewnie. Obiadu nie mamy a sfora sama się nie nakarmi...
Zauważyłam Zaya i Hehe. Biegnęli w naszą stronę.
-Hej,Daisy!-krzyknął Zay.
-Hej. Szukaliśmy Cię po całych terenach.Mój niezawodny węch tropiciela nas tu zaprowadził.-dodała Hehe. Usiedli obok nas.
-Martwiliśmy się o Ciebie. Bella zaangażowała w poszukiwania całą sforę-powiedział Zay.
Spojrzałam w stronę Belli. Ta uśmiechnęła się do mnie i wszyscy we czwórkę wróciliśmy do sfory.
Bella?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Dla członków sfory!
Hej , tu Alfa Bella :) Stworzyłam prezentacje na howrse dla wszystkich członków sfory!!!
<div style='-webkit-box-sizing: border-box; -moz-box-sizing: border-box; box-sizing: border-box; width:948px; height:590px; background:rgba(0, 170, 207, 1) url(http://orig12.deviantart.net/0d47/f/2011/306/4/c/and_fly_fly_by_feanutri-d36368d.jpg) repeat ; background-size:100%;'></div><div style='height:475px; width:425px; margin-left:36px; margin-top:-581px; margin-bottom:106px; font-style: italic; overflow: auto; background-color: rgba(255, 255, 255, 0); padding: 0px; text-align: left; -webkit-box-sizing: border-box; -moz-box-sizing: border-box; box-sizing: border-box; cursor: auto; font-family: Times New Roman; font-size: 20px; color: rgba(0, 0, 0, 1);'>Tutaj wpisz tekst</div><img src='http://yourlayout.za.pl/warsztat/kreator/nowa/login.php?text=sforaprzyjaciol.blogspot.com&f=fonts/Englebert&size=40&color=000000' style='margin-left:289px; margin-top:-76px; margin-bottom:0px; display: block;' /><img src='http://yourlayout.za.pl/warsztat/kreator/nowa/login.php?text=Jestem dumny...&f=fonts/Englebert&size=40&color=000000' style='margin-left:556px; margin-top:-439px; margin-bottom:368px; display: block;' /><img src='http://yourlayout.za.pl/warsztat/kreator/nowa/login.php?text=Bo nale|z||e|&f=fonts/Englebert&size=40&color=000000' style='margin-left:578px; margin-top:-385px; margin-bottom:320px; display: block;' /><img src='http://yourlayout.za.pl/warsztat/kreator/nowa/login.php?text=do sfory przyjaci|o||l|!&f=fonts/Englebert&size=40&color=000000' style='margin-left:504px; margin-top:-327px; margin-bottom:254px; display: block;' /><!-- Prezentacja zostala wygenerowana na YourLayout.za.pl/ -->
<div style='-webkit-box-sizing: border-box; -moz-box-sizing: border-box; box-sizing: border-box; width:948px; height:590px; background:rgba(0, 170, 207, 1) url(http://orig12.deviantart.net/0d47/f/2011/306/4/c/and_fly_fly_by_feanutri-d36368d.jpg) repeat ; background-size:100%;'></div><div style='height:475px; width:425px; margin-left:36px; margin-top:-581px; margin-bottom:106px; font-style: italic; overflow: auto; background-color: rgba(255, 255, 255, 0); padding: 0px; text-align: left; -webkit-box-sizing: border-box; -moz-box-sizing: border-box; box-sizing: border-box; cursor: auto; font-family: Times New Roman; font-size: 20px; color: rgba(0, 0, 0, 1);'>Tutaj wpisz tekst</div><img src='http://yourlayout.za.pl/warsztat/kreator/nowa/login.php?text=sforaprzyjaciol.blogspot.com&f=fonts/Englebert&size=40&color=000000' style='margin-left:289px; margin-top:-76px; margin-bottom:0px; display: block;' /><img src='http://yourlayout.za.pl/warsztat/kreator/nowa/login.php?text=Jestem dumny...&f=fonts/Englebert&size=40&color=000000' style='margin-left:556px; margin-top:-439px; margin-bottom:368px; display: block;' /><img src='http://yourlayout.za.pl/warsztat/kreator/nowa/login.php?text=Bo nale|z||e|&f=fonts/Englebert&size=40&color=000000' style='margin-left:578px; margin-top:-385px; margin-bottom:320px; display: block;' /><img src='http://yourlayout.za.pl/warsztat/kreator/nowa/login.php?text=do sfory przyjaci|o||l|!&f=fonts/Englebert&size=40&color=000000' style='margin-left:504px; margin-top:-327px; margin-bottom:254px; display: block;' /><!-- Prezentacja zostala wygenerowana na YourLayout.za.pl/ -->
Etykiety:
Informacje
Od Belli do Daisy
Wstał ranek. Wszystkie psy już poszły do swoich prac , szczeniaki bawiły się na wesoło. Poszłam sprawdzić , co u Daisy. Nie było jej w jaskini. Zmartwiłam się trochę. Może poszła na polowanie? Ostatnio jest bardzo przygnębiona i smutna... Zdecydowanie brak jej miłości i przyjaciół... Na jej posłaniu leżał pamiętnik... Postanowiłam go obejrzeć.
Otworzyłam go na ostatniej kartce i zaczęłam czytać wpis:
,,Drogi Pamiętniku
Dzisiaj rozmawiałam z Bellą. Naprawdę cieszę się,że jestem w tej sforze. Czuję jednak,że nikt-oprócz Belli,która jest niezastąpiona-mnie nie lubi. Może pozostała część sfory traktuje mnie jak znajomą. Mi to nie wystarcza. Przez to,co działo się przed trafieniem tutaj naprawdę zaniżyło mi poczucie własnej wartości...''.
Po tym zrobiło mi się bardzo smutno... Staram się jak mogę , żeby Daisy czuła się tutaj jak u siebie , ale jej naprawdę potrzeba przyjaciół... Poszłam do Jimmy'ego do mojej jaskini.
-Jimmy?-zaczęłam. Szczeniak spojrzał na mnie.
-Wiesz , gdzie Daisy?-zapytałam.
-Nie... nie było jej rano na polowaniu z Ragnarem i Hehe.-Powiedział Jimmy. Przestraszyłam się. Daisy jeszcze nie znała całkiem tych terenów! W dodatku mogło się jej stać coś złego! Zaczęłam biec , aż znalazłam się na lawendowym polu. Między lawendami leżała Daisy. Smutna Daisy. Odetchnęłam z ulgą.
-Szukałam cię cały ranek!-Położyłam się obok niej. Daisy tylko ciężko westchnęła i jeszcze bardziej posmutniała , a mi uśmiech zszedł z pyszczka.
-Coś nie tak?-zapytałam.
-Może miałaś rację z tym , że brakuje mi miłości? Może faktycznie brak mi przyjaciół?-Szepnęła.
-Daisy , miłość sama do ciebie przyjdzie. Rodzinę musisz najpierw założyć.. a przyjaciele? Już ich masz! Cała sfora ci pomaga , nie zauważyłaś?-wytłumaczyłam.
Daisy?
Otworzyłam go na ostatniej kartce i zaczęłam czytać wpis:
,,Drogi Pamiętniku
Dzisiaj rozmawiałam z Bellą. Naprawdę cieszę się,że jestem w tej sforze. Czuję jednak,że nikt-oprócz Belli,która jest niezastąpiona-mnie nie lubi. Może pozostała część sfory traktuje mnie jak znajomą. Mi to nie wystarcza. Przez to,co działo się przed trafieniem tutaj naprawdę zaniżyło mi poczucie własnej wartości...''.
Po tym zrobiło mi się bardzo smutno... Staram się jak mogę , żeby Daisy czuła się tutaj jak u siebie , ale jej naprawdę potrzeba przyjaciół... Poszłam do Jimmy'ego do mojej jaskini.
-Jimmy?-zaczęłam. Szczeniak spojrzał na mnie.
-Wiesz , gdzie Daisy?-zapytałam.
-Nie... nie było jej rano na polowaniu z Ragnarem i Hehe.-Powiedział Jimmy. Przestraszyłam się. Daisy jeszcze nie znała całkiem tych terenów! W dodatku mogło się jej stać coś złego! Zaczęłam biec , aż znalazłam się na lawendowym polu. Między lawendami leżała Daisy. Smutna Daisy. Odetchnęłam z ulgą.
-Szukałam cię cały ranek!-Położyłam się obok niej. Daisy tylko ciężko westchnęła i jeszcze bardziej posmutniała , a mi uśmiech zszedł z pyszczka.
-Coś nie tak?-zapytałam.
-Może miałaś rację z tym , że brakuje mi miłości? Może faktycznie brak mi przyjaciół?-Szepnęła.
-Daisy , miłość sama do ciebie przyjdzie. Rodzinę musisz najpierw założyć.. a przyjaciele? Już ich masz! Cała sfora ci pomaga , nie zauważyłaś?-wytłumaczyłam.
Daisy?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Daisy do Belli
Przemyślałam dokładnie słowa Belli. Leżałam w swojej jaskini. Nie mogłam zasnąć. Otworzyłam swój pamiętnik. Wpis:
Drogi Pamiętniku
Dzisiaj rozmawiałam z Bellą. Naprawdę cieszę się,że jestem w tej sforze. Czuję jednak,że nikt-oprócz Belli,która jest niezastąpiona-mnie nie lubi. Może pozostała część sfory traktuje mnie jak znajomą. Mi to nie wystarcza. Przez to,co działo się przed trafieniem tutaj naprawdę zaniżyło mi poczucie własnej wartości...
Bella?
Drogi Pamiętniku
Dzisiaj rozmawiałam z Bellą. Naprawdę cieszę się,że jestem w tej sforze. Czuję jednak,że nikt-oprócz Belli,która jest niezastąpiona-mnie nie lubi. Może pozostała część sfory traktuje mnie jak znajomą. Mi to nie wystarcza. Przez to,co działo się przed trafieniem tutaj naprawdę zaniżyło mi poczucie własnej wartości...
Bella?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Od Belli do Daisy
Czułam , że Daisy potrzebuje chłopaka , lub kogoś kto będzie jej zastępował członka rodziny... chociaż podobno członka rodziny nic nie zastąpi.
-uważasz , że powinnam znaleźć sobie miłość?!-wykrzyknęła. Pokręciłam głową.
-mówię tylko , że brakuje ci kogoś do kochania. Ale jeśli chodzi o partnera... twoja druga połówka sama się znajdzie , uwierz mi.-powiedziałam. Daisy spuściła głowę.
-myślisz , że ktoś mnie tutaj pokocha , albo polubi?-zapytała Daisy.
-jasne! ja cię lubię!-krzyknęłam.
Daisy?
-uważasz , że powinnam znaleźć sobie miłość?!-wykrzyknęła. Pokręciłam głową.
-mówię tylko , że brakuje ci kogoś do kochania. Ale jeśli chodzi o partnera... twoja druga połówka sama się znajdzie , uwierz mi.-powiedziałam. Daisy spuściła głowę.
-myślisz , że ktoś mnie tutaj pokocha , albo polubi?-zapytała Daisy.
-jasne! ja cię lubię!-krzyknęłam.
Daisy?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Daisy do Belli
Było tak pięknie. Pole lawendowe pachniało ładnym zapachem.
-Widzę,że jak zjadłaś,to inny wogóle z ciebie pies...-zaczęła Bella.
-Dziękuję,że mi pomogliście. Cieszę się,że należę do tej sfory.
Przechadzając się wzdłuż Promienistego Pola rozmawiałyśmy o różnych rzeczach. Jednak zwierzyłam się Belli:
-Wiesz,jednak czuję taką pustkę.
-Oh. Mów dalej...
-Nie czuję się kochana.
-Dlaczego?
-Zostałam zepsuta. Ale ja chcę-mówiłam połykając łzy-żeby mnie lubili.
-Kto?
-Wszyscy. Dzięki Tobie nie czuję się samotna. Dzięki,że jesteś ze mną w tych trudnych chwilach...
-Rozumiem...wiem czego ci brak.
Westchnęłam cicho.
Zauważyłyśmy po długim czasie,że jesteśmy przy Wielkim Wodospadzie,czyli nasz rewir się już kończył.
-Wracajmy już-powiedziałam.
Gdy wróciłyśmy czekał na nas obiad.
-Rozumiem,czego Ci brakuje,Daisy. To brak miłości.
Bella?
-Widzę,że jak zjadłaś,to inny wogóle z ciebie pies...-zaczęła Bella.
-Dziękuję,że mi pomogliście. Cieszę się,że należę do tej sfory.
Przechadzając się wzdłuż Promienistego Pola rozmawiałyśmy o różnych rzeczach. Jednak zwierzyłam się Belli:
-Wiesz,jednak czuję taką pustkę.
-Oh. Mów dalej...
-Nie czuję się kochana.
-Dlaczego?
-Zostałam zepsuta. Ale ja chcę-mówiłam połykając łzy-żeby mnie lubili.
-Kto?
-Wszyscy. Dzięki Tobie nie czuję się samotna. Dzięki,że jesteś ze mną w tych trudnych chwilach...
-Rozumiem...wiem czego ci brak.
Westchnęłam cicho.
Zauważyłyśmy po długim czasie,że jesteśmy przy Wielkim Wodospadzie,czyli nasz rewir się już kończył.
-Wracajmy już-powiedziałam.
Gdy wróciłyśmy czekał na nas obiad.
-Rozumiem,czego Ci brakuje,Daisy. To brak miłości.
Bella?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Od Belli do Daisy
Rachel poszła po zająca dla Daisy.
-a co się wogule stało?-zapytała jamniczka.
-zemdlałaś... byłaś okropnie wygłodzona. Goldi ci pomógł.-powiedziałam , wskazując na cocker spaniela. Ten uśmiechnął się. Rachel przyniosła całego dużego zająca dla Daisy. Suczka od razu zaczęła go zajadać , nie minęły nawet 3 minuty , a nie pozostało z niego nic.
-nie czułam się tak od czasów narodzin...-wyszeptała. Uśmiechnęłam się do niej.
-chcesz zobaczyć tereny sfory?-zapytałam , pomagając Daisy wstać.
-oczywiście!-krzyknęła.
***
-pamiętasz las , w którym byłyśmy na polowaniu?-zapytałam , idąc leśną ścieżką z Daisy.
-tak. Odwiedzimy go jeszcze dziś?-zapytała.
-Ah , już w nim jesteśmy! ten las jest bardzo duży. Nazywa się promienisty.-wytłumaczyłam. Poszłyśmy dalej. Szłyśmy powoli , aż doszłyśmy do łąki pełnej lawendy.

Obie zaczęłyśmy biegać między krzakami lawendy.
-to się nazywa lawendowe pole!-krzyknęłam do Daisy.
Daisy?
-a co się wogule stało?-zapytała jamniczka.
-zemdlałaś... byłaś okropnie wygłodzona. Goldi ci pomógł.-powiedziałam , wskazując na cocker spaniela. Ten uśmiechnął się. Rachel przyniosła całego dużego zająca dla Daisy. Suczka od razu zaczęła go zajadać , nie minęły nawet 3 minuty , a nie pozostało z niego nic.
-nie czułam się tak od czasów narodzin...-wyszeptała. Uśmiechnęłam się do niej.
-chcesz zobaczyć tereny sfory?-zapytałam , pomagając Daisy wstać.
-oczywiście!-krzyknęła.
***
-pamiętasz las , w którym byłyśmy na polowaniu?-zapytałam , idąc leśną ścieżką z Daisy.
-tak. Odwiedzimy go jeszcze dziś?-zapytała.
-Ah , już w nim jesteśmy! ten las jest bardzo duży. Nazywa się promienisty.-wytłumaczyłam. Poszłyśmy dalej. Szłyśmy powoli , aż doszłyśmy do łąki pełnej lawendy.
Obie zaczęłyśmy biegać między krzakami lawendy.
-to się nazywa lawendowe pole!-krzyknęłam do Daisy.
Daisy?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Daisy do sfory
Podczas nauki polowania z Bellą byłam bardzo skupiona.
-Ok,teraz ty.-powiedziała Bella. Popatrzyłam na zabitą przez nią sarenkę. Powiem tylko,że nie było mi jej szkoda-byłam strasznie głodna.
-No,na co czekasz?
Więc poszłam. Wyczułam zapach. Taki zwierzęcy. Ślady małych łapek. Zauważyłam daleko gromadkę króliczków. Takie słodkie i bezbronne. Jednak głód nie pozwolił mi być teraz miłosierna,zwłaszcza dla potencjalnej wyżerki. Skradałam się.Spojrzałam do tyłu:
-No idź-rzekła Bella i pogoniła mnie łapą.
Idę. Byłam około 1 metra od królika. Powoli. Spokojnie. Cicho. Nagle poprostu się rzuciłam i zabiłam
-Dobra robota!-krzyknęła Bella z merdaniem ogona-dobrze się zapowiadasz.
Uśmiechnęłam się. Ten najmniejszy wysiłek mnie zmęczył.
-Coś ty tak zbladła?
-Nic,nic. Zmęczyłam się...
-Źle z tobą,że coś takiego cię zmęczyło. Chodźmy,bo mi jeszcze tu zemdlejesz.
Włócząc nogami doszłam do Siedziby Sfory.
-Co tam macie?!-spytał Max.
-Nic Maxiu,takie jedzonko na obiad-odparła Bella.
-Dlaczego Daisy jest taka nie ten tego?-szepnął do Belli.
-Jest strasznie wychudzona...
-Szkoda mi jej.
Nagle trochę mi się zciemniło.
-Goldi!!! Max,idź zawołać Goldiego. Szybko!
Obudziłam się. Nade mną widziałam pyszczki chyba wszystkich psów ze sfory.
-Budzi się?-spytała Esme.
-Chyba tak-dodał Zay.
-Sukces! Jestem z siebie dumny...-rzekł Goldi.
-Dobry był ten królik co upolowałaś-powiedziała Rachel.
-Nie mówcie,że nic nie zostało??-krzyknęłam.
-Zostało i to dużo. tylko zjedliśmy udka. Cały królik jest twój.
Sfora?
-Ok,teraz ty.-powiedziała Bella. Popatrzyłam na zabitą przez nią sarenkę. Powiem tylko,że nie było mi jej szkoda-byłam strasznie głodna.
-No,na co czekasz?
Więc poszłam. Wyczułam zapach. Taki zwierzęcy. Ślady małych łapek. Zauważyłam daleko gromadkę króliczków. Takie słodkie i bezbronne. Jednak głód nie pozwolił mi być teraz miłosierna,zwłaszcza dla potencjalnej wyżerki. Skradałam się.Spojrzałam do tyłu:
-No idź-rzekła Bella i pogoniła mnie łapą.
Idę. Byłam około 1 metra od królika. Powoli. Spokojnie. Cicho. Nagle poprostu się rzuciłam i zabiłam
-Dobra robota!-krzyknęła Bella z merdaniem ogona-dobrze się zapowiadasz.
Uśmiechnęłam się. Ten najmniejszy wysiłek mnie zmęczył.
-Coś ty tak zbladła?
-Nic,nic. Zmęczyłam się...
-Źle z tobą,że coś takiego cię zmęczyło. Chodźmy,bo mi jeszcze tu zemdlejesz.
Włócząc nogami doszłam do Siedziby Sfory.
-Co tam macie?!-spytał Max.
-Nic Maxiu,takie jedzonko na obiad-odparła Bella.
-Dlaczego Daisy jest taka nie ten tego?-szepnął do Belli.
-Jest strasznie wychudzona...
-Szkoda mi jej.
Nagle trochę mi się zciemniło.
-Goldi!!! Max,idź zawołać Goldiego. Szybko!
Obudziłam się. Nade mną widziałam pyszczki chyba wszystkich psów ze sfory.
-Budzi się?-spytała Esme.
-Chyba tak-dodał Zay.
-Sukces! Jestem z siebie dumny...-rzekł Goldi.
-Dobry był ten królik co upolowałaś-powiedziała Rachel.
-Nie mówcie,że nic nie zostało??-krzyknęłam.
-Zostało i to dużo. tylko zjedliśmy udka. Cały królik jest twój.
Sfora?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Od Belli do Daisy
Byłam prawie pewna że Daisy nigdy nie polowała. Uśmiechnęłam się do niej.
-chcesz się zapoznać z innymi , czy spróbować ze mną polować?-zapytałam. Daisy się zamyśliła.
-jestem przerażająco głodna...-powiedziała. Pokiwałam głową.
-chodź za mną.-powiedziałam. Ruszyliśmy drogą do lasu.

Powoli , truchtem , doszłyśmy do ciemniejszej części lasu.
-polowałaś kiedyś?-zapytałam Daisy. Jamniczka pokręciła głową. -jesteś tropiąca tak?-zapytałam.
-tak. A co?-zapytała.
-musisz wywęszyć sarnę lub inne zwierzę , okej?
-dobrze.-Daisy zaczęła węszyć po ściółce. W końcu znalazłyśmy się na polanie , w której było dużo jeleni i saren.
-ja ci pokażę , a ty powtórzysz.-szepnęłam do niej zza drzewa. Wypięłam się gotowa do skoku i zaczęłam biec jak błyskawica przez pole , otaczając ścisłym stadem jelenie. Rzuciłam się na najbardziej bezbronną sarnę i ją zabiłam.
Daisy? Napisz , jak polujesz :)
-chcesz się zapoznać z innymi , czy spróbować ze mną polować?-zapytałam. Daisy się zamyśliła.
-jestem przerażająco głodna...-powiedziała. Pokiwałam głową.
-chodź za mną.-powiedziałam. Ruszyliśmy drogą do lasu.
Powoli , truchtem , doszłyśmy do ciemniejszej części lasu.
-polowałaś kiedyś?-zapytałam Daisy. Jamniczka pokręciła głową. -jesteś tropiąca tak?-zapytałam.
-tak. A co?-zapytała.
-musisz wywęszyć sarnę lub inne zwierzę , okej?
-dobrze.-Daisy zaczęła węszyć po ściółce. W końcu znalazłyśmy się na polanie , w której było dużo jeleni i saren.
-ja ci pokażę , a ty powtórzysz.-szepnęłam do niej zza drzewa. Wypięłam się gotowa do skoku i zaczęłam biec jak błyskawica przez pole , otaczając ścisłym stadem jelenie. Rzuciłam się na najbardziej bezbronną sarnę i ją zabiłam.
Daisy? Napisz , jak polujesz :)
Etykiety:
Bella,
opowiadania
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Od Daisy do sfory
Uciekłam z domu. Boże,jak zimno-pada deszcz i wieje wiatr,który wciska
mi spowrotem do płuc wydychane powietrze. Przez ścianę deszczu widzę
jednak białego psa. A może to zwida?
-Ej!-pies spojrzał się na mnie i podbiegł bardzo szlachetnym truchcikiem.
-Jestem Bella.
-Daisy-mała przerwa na kichnięcie-fajnie,że jesteś. Znasz miejsce,gdzie mogę odpocząć?
-Tak,zaprowadzę cię.
-Gdzie?
-Do ,,Siedziby Mojej Sfory".
-Ojej-ukłoniłam się-jesteś właścicielką sfory...
-Ale traktuj mnie normalnie,jak kumpla.
-Jakie szczęście!-krzyknęłam omijając kolejną kałużę-a wiesz może,gdzie mogę coś zjeść?-Bella popatrzyła się na wystające u mnie żebra i odparła:
-Wszystko tam.
Gdy doszłyśmy do ,,Siedziby Jej Sfory" rozległy się tupoty łap i po chwili widziałam merdające w mym kierunku ogony. Bella usiadła i rzekła:
-Ludziska.to jest Daisy.
-Cześć Daisy-powiedział Zay.
-Fajnie,że przyszedł ktoś nowy-dodała Rachel.
W końcu, trochę onieśmielona powiedziałam:
-Hej...
-Obiecajcie mi,że dacie jej jeść-wszystkie oczy skierowały się na moje wystające kości-i, że się nią odpowiednio zajmiecie. wiele przeszła...
Sfora?
-Ej!-pies spojrzał się na mnie i podbiegł bardzo szlachetnym truchcikiem.
-Jestem Bella.
-Daisy-mała przerwa na kichnięcie-fajnie,że jesteś. Znasz miejsce,gdzie mogę odpocząć?
-Tak,zaprowadzę cię.
-Gdzie?
-Do ,,Siedziby Mojej Sfory".
-Ojej-ukłoniłam się-jesteś właścicielką sfory...
-Ale traktuj mnie normalnie,jak kumpla.
-Jakie szczęście!-krzyknęłam omijając kolejną kałużę-a wiesz może,gdzie mogę coś zjeść?-Bella popatrzyła się na wystające u mnie żebra i odparła:
-Wszystko tam.
Gdy doszłyśmy do ,,Siedziby Jej Sfory" rozległy się tupoty łap i po chwili widziałam merdające w mym kierunku ogony. Bella usiadła i rzekła:
-Ludziska.to jest Daisy.
-Cześć Daisy-powiedział Zay.
-Fajnie,że przyszedł ktoś nowy-dodała Rachel.
W końcu, trochę onieśmielona powiedziałam:
-Hej...
-Obiecajcie mi,że dacie jej jeść-wszystkie oczy skierowały się na moje wystające kości-i, że się nią odpowiednio zajmiecie. wiele przeszła...
Sfora?
Etykiety:
Daisy,
opowiadania
Nowa suczka!!!
Imię: Esme
Głos: Adele ,,Skyfall''
Rasa: Rasowy Kundel
Wiek: Szczeniak
Płeć: Suczka
Stanowisko: Przyszły sporowiec
Rodzina: Jest sama. Mówi tyle, że jej matka była policjantką, a ojciec komediopisarzem. Przybrany tata-Goldi. Przybrana siostra-Kiki.
Partner: Szuka
Młode: Kiedyś....
Charakter: Jest suczką uwielbiającą ruch i wszelkie inne rzeczy, które są z tym związane. Często pomaga, lecz jej szczenięca nieśmiałość odbiera jej możliwość poznawania nowych przyjaciół. Jednakże jest też bardzo ciekawska. Kiedyś pewnie trafi za to do piekła. Istny Sherlock
Lubi przebywać otoczona maksymalnie 3 osobami. Jeśli kogoś polubi, a co więcej pokocha będzie wierna/ chodź i tak taka jest. Nigdy nie puszcza słowa na wiatr, szczera do bólu
Historia: Mówi tylko zaufanych. Jedno jest pewne- to szczeniak, który przeżył wiele. Cała rodzina była kundlami, a matka cudem dostała się do policji. Ojciec był za to Komediopisarzem. Coś jednak pękło w tej rodzinie, a raczej coś ją rozbiło- ludzie.
Właściciel: Maja666666
Etykiety:
Esme,
Informacje,
nowy członek
Rezerwacje
Skiper111 rezerwuje zdjęcia i imiona.
Imiona-Water , Red , Lothario , Rodrick , Cherry , Rock
Obrazki-




Imiona-Water , Red , Lothario , Rodrick , Cherry , Rock
Obrazki-
Etykiety:
Informacje
Nowe psy!!!
Imię: Mike (Czyt. Majk)
Głos: Mrozu ,,Nic do stracenia''
Rasa: Owczarek niemiecki krótkowłosy
Wiek: 1 rok i 7 miesięcy
Płeć: Pies
Stanowisko: Przyszły tropiciel
Rodzina: Brat bliźniak Black. Starsza kuzynka Bella.
Partner: Mike trochę boi się miłości.
Młode: W przyszłości...Może...
Charakter: Mike ma swoje zasady-zawsze trzyma ze swoimi. Z Blackiem nigdy się nie rozstaje , zawsze chodzą razem. Mike wybiera własne ścieżki , nie idzie czyimiś. Ma nadzwyczaj rozwinięty zmysł węchu , uważa , że w dawnym życiu był psem policyjnym który węszył substancje szkodliwe. Choć dręczy go trudna przeszłość i przez to jest trochę oschły , to tak naprawdę kocha się wygłupiać i śmiać.
Historia: Mike uważa , że w dawnym życiu był psem policyjnym który węszył substancje szkodliwe. Urodził się razem z bratem , był źle traktowany i uciekł.
Właściciel: Skiper111
Imię: Black (Czyt. Blek)
Głos: Kamil Bednarek ,,Cisza''
Rasa: Owczarek niemiecki długowłosy
Wiek: 1 rok i 7 miesięcy
Płeć: Pies
Stanowisko: Przyszły strażnik
Rodzina: Brat bliźniak Mike.
Partner: W przyszłości chciałby. Jak na razie nie podoba mu się nikt.
Młode: W przyszłości chciałby.
Charakter: Black jest bardzo cichy. Jest samotnikiem , nie zwraca uwaga na Mikea gdy za nim idzie. Jest bardzo sprytny i inteligentny.
Historia: Urodził się z Mikem , był źle traktowany i uciekł.
Właściciel:Skiper111
Etykiety:
Black,
Informacje,
Mike,
nowy członek
niedziela, 14 czerwca 2015
Od Belli do kogoś
Zobaczyłam , że podchodzi do mnie mały szczeniak , który kulał. Upadł w drodze do mnie. Podbiegłam do niego. Kiki i Max znaleźli już rodziców , więc byłam sama... Zabrałam szczeniaka do mojej jaskini.

***
W mojej jaskini szczeniak zemdlał z bólu , więc musiałam mu podać specjalne zioła i się obudził. Spojrzał na mnie.
-Hej... Nazywam się Jimmy... Zgubiłem się...-Powiedział. Spojrzałam na szczeniaka z troską.
-Jestem Bella. Nie martw się , zaopiekuję się tobą...-Powiedziałam , przytulając delikatnie psiaka , bo wiedziałam , że ma złamaną łapkę.
-Odpocznij Jimmy. Przyniosę ci coś do jedzenia.-Powiedziałam. Wyszłam z jaskini i pobiegłam do lasu.
***
Zobaczyłam jaskółkę i próbowałam na nią zapolować , ale wtedy zderzyłam się z jakimś psem. Oboje upadliśmy , a ptak uciekł.
-Przepraszam.-Powiedział pies.
-Nic nie szkodzi... Znajdę coś innego. Jak masz na imię?-Zapytałam.
Ktoś?
***
W mojej jaskini szczeniak zemdlał z bólu , więc musiałam mu podać specjalne zioła i się obudził. Spojrzał na mnie.
-Hej... Nazywam się Jimmy... Zgubiłem się...-Powiedział. Spojrzałam na szczeniaka z troską.
-Jestem Bella. Nie martw się , zaopiekuję się tobą...-Powiedziałam , przytulając delikatnie psiaka , bo wiedziałam , że ma złamaną łapkę.
-Odpocznij Jimmy. Przyniosę ci coś do jedzenia.-Powiedziałam. Wyszłam z jaskini i pobiegłam do lasu.
***
Zobaczyłam jaskółkę i próbowałam na nią zapolować , ale wtedy zderzyłam się z jakimś psem. Oboje upadliśmy , a ptak uciekł.
-Przepraszam.-Powiedział pies.
-Nic nie szkodzi... Znajdę coś innego. Jak masz na imię?-Zapytałam.
Ktoś?
Etykiety:
Bella,
opowiadania
Od Goldiego do Rachel
Powolnymi krokami zbliżał się wieczór. Postanowiłem udać się na małą
wycieczkę, aby poznać większą część terenów nowej sfory, do której
dołączyłem. Uznałem, że to dogodny moment. Świerszcze zaczynały swój
koncert, a świetliki miały już za chwilę zacząć latać mi koło nosa.
Zacząłem obserwować piękny zachód słońca, nie zatrzymując się. Zagapiłem
się i na kogoś wpadłem.
-Ugh!-powiedziałem- Przepraszam
-Nie szkodzi. -odrzekła suczka
-Jestem Goldi- uśmiechnąłem się
-Rachel
-Miło poznać-zacząłem
Rachel?
-Ugh!-powiedziałem- Przepraszam
-Nie szkodzi. -odrzekła suczka
-Jestem Goldi- uśmiechnąłem się
-Rachel
-Miło poznać-zacząłem
Rachel?
Etykiety:
Goldi,
opowiadania
Nowa suczka!!!
Imię: Hehe
Głos: Nicki Minaj ,,Anaconda''
Rasa: owczarek niemiecki
Wiek: 3lata
Płeć: suczka
Stanowisko: tropicielka
Rodzina: Nie zna!
Partner: Lubi Goldi'ego, ale nie wie czy coś z tego wyjdzie...
Młode: Chce!
Charakter: Hehe jest suczką szaloną. Miewa naprawdę szalone pomysły. Jak na swój wiek jest całkiem dziecinna.
Historia: Urodziła się na wysypisku . Pewnego dnia ruszyła w podróż. Dotarła tu.
Właściciel: Ola od Alby
Etykiety:
Hehe,
Informacje,
nowy członek
Nowa pies!!!
Imię: Ragnar
Głos: Gang Albanii- Dla prawdziwych dam
Rasa: American Pitbull Terrier
Wiek: 4 lata
Płeć: pies
Stanowisko: Tropiciel
Rodzina: Już jej nie pamięta i nie chciał by pamiętać.
Partnerka: Pff...
Młode: Nigdy!
Charakter: Ragnar to dość dziwny pies...Nie da się go określić jednym słowem. Jednak gdy go poznasz otworzy się przed tobą. Codziennie ma inny charakter raz kochany i opiekuńczy ,a następnego dnia bezlitosny.
Historia: Urodził się poza sfora.
Właściciel: Ola znalazła konia
Etykiety:
Informacje,
nowy członek,
Ragnar
Subskrybuj:
Posty (Atom)
