Obudziło mnie śpiewanie ptaków. Zaczął się... znów zaczął się kolejny,
cholerny dzień. Zaspana wyszłam przed jaskinie i rozejrzałam się. Słońce
już dawno wstało, przez co zaczęło mnie razić w oczy. Westchnęłam i
poszłam na polowanie. Cóż robić i tak zawsze jest nudno. Szczerze
mówiąc, powinnam się cieszyć, że nie ma wojny z wampirami czy coś...
Poczłapałam spokojnie nad jakąś rzekę. Nazwa jej? Ehh... Nie ważne. Był
tam totalny zaduch. To oznaczało tylko jedno... DESZCZ! Ulga po tej
całej godzinie spędzonej na słońcu.
- Jeść - warknęłam cicho do siebie i rozejrzałam się za jakimś
jelonkiem... którego nie było. Przynajmniej zadowoliły mnie ryby z
rzeki, której nazwy nadal nie znam i która nie jest mi potrzebna do
życia.
* Kilka minut później *
Poczłapałam gdzieś w stronę centrum sfory, lecz i tak ta wędrówka nie
miała większego sensu. Spojrzałam błagalnie w górę. Nagle nie było ani
jednej chmurki. Westchnęłam i spuściłam głowę.
- Witaj - usłyszałem za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłam... kogoś.
- Taa... Witaj - mruknęłam znudzona.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz