Spojrzałem się na Belle spode łba, ale nie było to spojrzenie chłodne
czy obojętne. Było to spojrzenie raczej niepewne, które utkwiło w jednym
miejscu. Na pyszczku Belli, który nadal się uśmiechał, chociaż
widziałem, że czeka na odpowiedź. Wtedy spuściłem łeb zastanawiając się
co powiedzieć. Lubiłem Belle... bardzo, bardzo ją lubiłem! No, ale... to
Alfa... ona nie zasługuje na zwykłego morderce, który nie ma bladego
pojęcia o miłości. Może mi się tylko tak zdaje... Bella jest przecież
piękna, inteligentna... A ja? Ja jestem nikim. Nawet marnym dowódcą nie
jestem i nie pochodzę z jakiegoś szczególnego miejsca. Jeszcze raz
spojrzałem na śpiącą Lilith po czym szepnąłem w stronę Belli:
- Wyjdźmy na chwilę...
Suczka skinęła głową dość niepewnie po czym wyszła powoli z jaskini, a
ja zbierawszy się z ziemi poszedłem za nią. Widać było, że czekała...
czekała na odpowiedź. Kiedy wyszliśmy z jaskini księżyc był już na
środku nieba. Wyglądał pięknie. Usiedliśmy razem na trawie, a suczka od
razu przeniosła wzrok na biały, wielki krąg w oddali.
- Odpowiesz mi? - Spytała cicho, a ja westchnąłem.
- Tak, lubię Cię... ale te słowa nie mogę oddać w pełni mojego uczucia,
które odczuwam w Twoim towarzystwie. Bella... wiem, że to tylko puste
słowa,ale ja Cię kocham. Nie jest to kolejne słowo, które zostało
wypowiedziane bezsensownie... To uczucie jest prawdziwe, chociaż wiem,
że Ty i tak...cóż... nie zasługujesz na te słowa wypowiedziane przez
normalnego psa/ - Odpowiedziałem znów spuszczając łeb.
Bella?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz