Podszedłem rozbawiony do Charliego, a kiedy chciałem pomóc mu wstać ten
powalił mnie niespodziewanie na ziemię sprawiając, że się wywróciłem.
Potem była kolej na mój ruch. Odepchnąłem go od siebie i tym razem to ja
rozłożyłem go na łopatki. Pies dyszał ze zmęczenia, ale wciąż się
śmiał.
- Nie wyszedłeś z formy. - Zaśmiał się, a ja puściłem go zwracając mu wolność.
- Bo wciąż ćwiczę. - Odpowiedziałem cwaniacko, chociaż po głowie
galopowało mi wtedy mnóstwo myśli. Ćwiczenia kojarzyły mi się z dawnymi
latami mojej świetności, kiedy to wszyscy się mnie bali, a imię Altaïr
było dla moich wrogów jak najgorsza z klątw. Okazało się, że bez klanu
jestem niczym, jestem zerem. Nagle Charlie naskoczył ne mnie korzystając
z mojej nieuwagi, a zaraz po tym sturlaliśmy się razem po wzgórzu
ocierając się o kamienie. Kiedy byliśmy już na dole wymierzyłem
Charliemu policzek, a zaraz po ciosie wstałem czekając, że pies będzie
próbował się podnosić. Podłożyłem mu łapę patrząc jak runął z hukiem na
ziemię, ale nadal mając na pysku uśmiech.
- Widzę humor dopisuje. - Prychnąłem do Charliego, który dławił się ze śmiechu. - Ha! Mało powiedziane! - Dodałem.
- Heh... Jak za starych, dobrych lat, prawda przyjacielu? - Znów się
zaśmiał wbijając we mnie swoje rozbawione i naiwne spojrzenie. Wtedy
wzdrygnąłem się i spojrzałem na niego dość oschle. Nic nie
odpowiedziałem. Po prostu nie umiałem wyrazić tego słowami... Największy
poeta nie umiałby tego ująć, ani obrazy Rafaela ująć. To było uczucie
smutku mieszane z strachem i złością.
- Altaïr? - Spytał już poważniejszym tonem Charlie zbierając się z ziemi. Ja tylko zacisnąłem powieki i wyszeptałem:
- من الوقت الذي نفي I يؤذيني بشكل رهيب أن كل يوم وأنا أدرك أنني ما زلت
المتمردين ولكن شيئا لن يتغير ... و مهارات يذكرني ، علىالرغم من أنني أدعو
ننساهم ... ( Od czasu kiedy zostałem wygnany boli mnie strasznie to, że
każdego dnia uświadamiam sobie, że nadal jestem Insugré's i nic tego
nie zmieni... Nabyte umiejętności przypominają mi się, chociaż modlę się
by je zapomnieć...
- Wiesz, że nie rozumiem arabskiego... - Powiedział zasmucony.
- Nie ważne... - Odpowiedziałem cicho po czym odwróciłem wzrok w stronę opuszczonego miasta.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz