czwartek, 16 lipca 2015

Od Alice do Blacka

Brat spał. Wyszłam na spacer. Jak ładnie. Księżycowa pełnia. Nagle przed oczami przemknął jakiś duży pies. Prawie zemdlałam, a powiew za nim potargał moją starannie układaną sierść. Coż. Trzeba zawrzeć jakąś znajomość. Pobiegłam za nim. Widziałam (go? Ją?) jak siedzi na skarpie przytrzymując prawą łapą bażanta. Podeszłam bliżej...
-Hej-zaczęłam nieśmiało.
-Hej?-odpowiedział nawet na mnie nie patrząc.
-Jestem Alice...
-Black.
-Co tam?
-Se siedzę...
-Widzę...a coś poza tym?
Pies odwrócił się do mnie. Księżyc odbijał się w jego oczach...
-Ja wiem?-wymamrotał.
-Coś ci jest.
-Nieprawda.
-Tak.
-Nic mi nie jest. Po prostu wieczorami lubię posiedzieć i popatrzeć w gwiazdy. Z resztą jestem strażnikiem i muszę ze skarpy patrzeć czy nic się tu nie czai i czy można spać spokojnie...
-Też jesteś strażnikiem/
-No,tak.
-Fajnie. Ja też jestem.
-Ty chyba jakaś nowa jesteś...
-No. Dopiero co dołączyłam...
-Fajnie.
-Tak?-ucieszyłam się.
-No.Zawsze jakaś dziewczyna więcej.
Zarumieniłam się. Na szczęście nie było tego widać bo było ciemno...
-Masz brata,no nie?-spytał po pewnym czasie.
-Mam. Fajny jest.
-Ja też mam brata. Mike sie nazywa.
-Fajnie.
Rozmowa się nie kleiła. To pewnie tak na razie.
-Piękne są te gwiazdy.-powiedział.
-Racja. O patrz. Spadająca gwiazda.
-Pomyślmy życzenie.
-Dobra. Jest wszystko ok u ciebie?
-Taa..aak.
-To fajnie.
Black nadal patrzył mi w oczy. Patrzenie w gwiazdy świadczy o delikatności i nieskazitelności duszy...fajnie,że ktoś się odezwał...
Black?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz