
Imię: Lancy
Głos: Adam Lambert ,,Ghost Town''
Rasa: Border collie
Wiek: 3 lata
Płeć: Pies
Stanowisko: Zielarz
Rodzina: Nikogo nie ma w tej sforze. Zresztą jedynymi godnymi wymienienia są Camper, kuzyn Lanciego i ojciec wymienionego, czyli stryj naszego bohatera, Joey.
Partner: Lancy i miłość nie występują w jednym zdaniu.
Młode: Borderek dzielnie twierdzi, że byłby dobrym ojcem. Ale kiedyś. Jeszcze nie teraz.
Charakter: Nie trzeba znać Lanciego, by go znać. Od początku widać, jaki jest. Urodzony odkrywca, zagubiony w czasoprzestrzeni, powoli szukający swojego miejsca na ziemi. Zapatrzony w ziemię, zafascynowany odmianami chwastów, jakie na niej widnieją. Zagapiony weń, z pasją opowiadający o kolejnej roślince jaką wywęszył, potrafi zbyt późno zauważyć, że zanudził kolejną suczkę. A zdarza się to często, gdyż urodził się z dużym urokiem osobistym. Gdyby wsadzić go do książki, byłby tym uroczym chłopcem, w którym zakochują się wszystkie czytelniczki. Jest miłym marzycielem, odsuniętym na bok, pomagającym w potrzebie, zawsze na czas. Wydaje się być ideałem, czułym romantykiem... Ale i to nie do końca. Lancy nie jest specem w miłości. Nie potrafi dogadać się w tej sprawie z paniami. A poza tym jest wspaniałym dla nich przyjacielem. Lecz nikim więcej. Wiele mimo to naiwnie do niego ciągnie, cierpiąc potem na złamane serce. "Nigdy się nie poddawaj", mówią jednak. Lanc powoli sunie do przodu, z niczym się nie spieszy. Uważa, że na wszystko znajdzie się czas. Otwarty na świat czeka na swoją kolej.
Zakochany w przyrodzie nieśmiały podróżnik, o którego jednak warto zahaczyć w swoim życiu - to mogła by być definicja Lanciego.
Historia: Jasnym jest, że przykrótkonożny Lanc jest borderem tylko z teorii. Choć w długiej linii oprócz jednego czy dwóch wyjątków nie występują psy inne niż border collie, mało który widział rodowód. Większość wychowywała się na wolności, żyjąc w dzikich sforach. Rodzina Lanciego również należała do jednej z nich. I tam on też przyszedł na świat, wraz z siostrami. Natomiast tak naprawdę tylko razem z bratem ojca, Joeyem, byli nierozłączni. To on wprowadził młodzika w dziki świat, zaznajomił go z zasadami przetrwania i przekazał całą swoją wiedzę. Ale czy cokolwiek na tym świecie trwa wiecznie? Joey, zakochany po uszy w collie z miasta, pognał za nią. W związku z paroma mniej lub bardziej przyjemnymi sytuacjami, oboje kochankowie stali się samotnymi strzelcami i porzucili dotychczasowe życie. Cały czas Lancy utrzymywał z nimi kontakt, zapatrzony w stryja jak w obrazek. Zanim zakończył swój szczenięcy wiek, na świat przyszedł Camper, syn Joeya, z którym to nasz collie ma bardzo miłe wspomnienia. Ach, bo czy wspomniałam już, że tak naprawdę nigdy nie przepadał za resztą rodziny? Jak na dzikie psy byli bardzo zrównoważeni, włóczykij Joey nie był dla nich chlubą. Lanc rownież wielokrotnie był poddawany próbom odseparowania go od stryjka. Jednak to po nim odziedziczył większość cech charakteru, więc trzymał się z nim do końca. W wyniku biegu wydarzeń, Joey przestał utrzymywać kontakt z Dianą, matką Campera, a nawet poznał inną suczkę, tym razem yorczkę. Jeszcze przez krótki czas Lancy towarzyszył im w podróży, porzuciwszy swoją sforę, ale i to nie trwało długo. W końcu pragnienie samodzielności nad nim przeważyło i samotnie obrał nowy szlak. Gdy drogę przecięła mu nowa, nieznana psia paczka, bez problemu dał się wciągnąć.
Właściciel: Siwa klacz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz