Spojrzałam się na Belle spode łba, ale nie było to szydercze czy
obojętne spojrzenie. Tym razem było to wzruszone, a można powiedzieć, że
nawet... współczujące spojrzenie.
- Rozumiem Cię - Zacząłem dość cicho. - Ja też nie wiem czy jak Lilith
dorośnie nie wybierze innej drogi, niż ja jej przewidziałem. Nie chcę
zastępować jej ojca... ale czasem się czuję jakbym nim był. -
Dokończyłem podnosząc trochę wyżej łeb nadal mówiąc półszeptem. Bella
westchnęła cicho wbijając wzrok w kamienną posadzkę.
- Nie martw się... nie odejdzie. No, a nawet jeśli... Przecież masz
sforę, masz oddanych członków, masz przyjaciółkę Daisy, masz... mnie. -
Powiedziałem po chwili przenosząc wzrok na Belle, która lekko się
uśmiechnęła, chociaż widziałem, ze było jej trudno.
Bella?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz