czwartek, 2 lipca 2015

Nowy pies!!!

http://pre11.deviantart.net/23cd/th/pre/i/2014/147/9/a/steeler_by_kayababe-d7js0jb.jpg
Imię: Szafir
Głos: Hardwell ,,Echo''
Rasa: Retriever z Nowej Szkocji (Pełnokrwisty-Rodowód.)
Wiek: 3 lata (Pełnoprawny dorosły)
Płeć: Pies
Stanowisko: Zielarz (W wolnej chwili dorabia za detektywa)
Rodzina: Z całego swojego życia pamięta tylko ojca Morgarath'a. Matka go zostawiła.
Partner: Jak najbardziej!
Młode: Szafir... Yhm... Jeszcze nie myślał o potomstwu.
Charakter: Szafir jest bardzo szarmancki. Jest typowym ,,dżentelmenem''. Lubi pomagać sukom. Jest przyjacielski i z chęcią zawiera nowe przyjaźnie. Dla przyjaciół gotów jest się poświęcić. Oddany. Kocha swoją rodzinę. Kiedy widzi inne, szczęśliwe psy z partnerką i szczeniakami w komplecie u boku czuje się zazdrosny. Jak każdy samiec, czasem lubi samotność. W ten czas odchodzi w najmroczniejsze czeluści ,,lasu ciemności'', kładzie się pod drzewem i marzy. Marzy o różnych, dziwnych, jak i magicznych rzeczach. Jest typowym optymistą. Nawet, jeśli życie daje w kość, nie przestaje być miłym. Zawsze próbuje zachować zimną krew. Jest uparty i choćby nie wiem co, nigdy się nie podda. W tajemnicy przed innymi psami robi za detektywa, lub uprawia agility, na opuszczonym placu treningowym dla psów.
Historia: Dog agility... Świetna rzecz. O ile ktoś potrafi ją docenić. W dość młodym wieku szczenięcym został oddzielony od matki. Najzwyklejsza z tollerów. Ale ojciec? Morgarath? Największy czempion w agility wszech czasów. Matka nie była co do mnie przekonana... Czasem wydawało mi się, że byłem niechcianym szczeniakiem. Za to Morgarath zawsze mnie bronił. Co by nie było. Morgarath zawsze powtarzał:
-,,Szafir jest szczeniakiem. Zresztą... Każdy popełnia błędy!'
Ojciec był moim mistrzem. W wolnym czasie uczył mnie agility... Lecz zbyt często wyjeżdżał daleko ode mnie na zawody. Wtedy sam trenowałem. Lecz pewnego dnia, zabrano mnie z hodowli. Morgarath był wtedy na zawodach. Nie mogłem się z nim pożegnać. Cóż. Wsadzono mnie do jakiejś maszyny w ciasnym transporterze. Po dwóch godzinach leżenia w tej klatce, zabrano mój transporter do jakiegoś dziwnego miejsca. Dopiero kiedy mnie wypuszczono i zapięto mi smycz, zrozumiałem... Że są to zawody. W agility. Tam mnie dokładnie przygotowali i ustawili na starcie. Kiedy tylko usłyszałem ,,Start!'' Jeden z moich hodowców zaczął pędzić między przeszkodami. A ja za nim, pokonując wszystko. Lecz kiedy pokonywałem huśtawkę, zobaczyłem tatę. Leżał na ziemi. Miał zamknięte oczy, a wokół niego stało pełno ludzi ubranych w białe kitle. Wiedziałem, że tata umiera. Tracąc nad sobą kontrolę, rzuciłem się na hodowcę. Co oni mu zrobili?! Pogryzłem go do krwi. Wtedy mnóstwo ochroniarzy się na mnie rzuciło, próbując mnie przytrzymać. Dzięki mojemu nie wielkiemu, nie małemu wzrostu uciekłem im. Przebiegłem koło taty. Reanimowali go. On umierał. Zacisnąłem mocno powieki, powstrzymując łzy. Zwalniałem. Ochroniarze dosłownie siedzieli mi na ogonie. Wtedy przyspieszyłem. Uciekłem w las. Nie znaleźli mnie już NIGDY. Znalazłem pewnego psa... Który doprowadził mnie do sfory przyjaciół i znikł. To było przeznaczenie. Musiałem dołączyć.
Właściciel: Krwawy Mustang

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz