- Lilith! Lilith! - Krzyczałem na całe gardło, ale nie dostawałem
odpowiedzi. Słyszałem tylko szloch suczki, która niczym duch poruszała
się między drzewami i łamała za sobą gałęzie.
- Lilith!! - Znów krzyknąłem, ale i tym razem odpowiedział mi płacz, aż
wreszcie wszystko ucichło. Nie słyszałem już ani płaczu, ani odgłosu
łamanych gałęzi. Słyszałem tylko wiatr...
- Jimmy! - Usłyszałem nagle głos Belli, której udało się mnie dogonić.
Kiedy wbiegła zdyszana na polanę popatrzyła się na mnie z łzami w oczach
i powiedziała zmęczona długim biegiem:
- Nie ma ich.
- Lilith pewnie wybiegła do miasta. - Powiedziałem, ale kiedy
przeanalizowałem swoją odpowiedź wybałuszyłem oczy ze strachu. - One
biegnie do Maffeo! Swojego brata! - Tym razem krzyknąłem przerażony.
Maffeo walczył i nadal walczy na walkach psów, a Lilith przez niego
mogła znaleźć się w wielkim niebezpieczeństwie.
Bella?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz